Dziwne zachowania rodziców na placu zabaw

Jesteśmy z Synkiem od 2 lat stałymi bywalcami placów zabaw. Na naszym osiedlu jest ich całkiem sporo, więc kiedy pogoda sprzyja wyruszamy się bawić. Bywa, że wychodzimy codziennie. Alex ma tak dużo energii, a to dobre miejsce, żeby ją rozładować. Czasem udajemy się, głównie rowerem, na inne place zabaw, na których Alex jeszcze nie był. Wiadomo, coś nowego, znaczy coś fajnego. Wychodząc na plac zabaw jestem słowem objuczona jak wielbłąd. Zawsze mam ze sobą jedzenie, picie, no i dużo zabawek. Kiedyś wychodziłam z wózkiem i zawsze dodatkowo miałam pełne ręce rzeczy. Teraz częściej Syn jedzie rowerkiem, bądź idzie za rączkę i ciągnie za sobą dużą koparkę. 
Na placach zabaw znamy już chyba wszystkich stałych bywalców, mam zaprzyjaźnione mamy, babcie, z którymi można bez końca dyskutować, debatować i radzić się na temat dzieci. Zawsze można też czegoś ciekawego się dowiedzieć. Wiem już które dziecko dużo je, które mało śpi itd., ale zadziwia mnie ciągle jedno. Dziwne zachowania niektórych rodziców. I o tym właśnie chcę dziś napisać.
W czasie tych dwóch lat zaobserwowałam dość częste zjawisko, którego nie potrafię zrozumieć. Są bowiem rodzice, czasem matki, czasem ojcowie, którzy przychodzą na plac zabaw zupełnie bez jakichkolwiek zabawek. Rozsiadają się na ławeczkach nieopodal i zachęcają dzieci do zabawy: "idź pobaw się", "zbuduj babki" - a ja się zastanawiam czym to dziecko ma się pobawić? jak ma zrobić tę babkę, jak nie ma żadnej foremki, ani łopatki, ani wiaderka? Jeszcze rok temu bywało tak, że naniosłam się tych zabawek, a Alexander został z niczym. Teraz już walczy o swoje. Oczywiście, jestem za tym, żeby się dzielić zabawkami, a zwłaszcza w piaskownicy, zawsze zachęcam do tego Synka. Dzielić się jednak to znaczy ja sobie wezmę twoją zabawkę, ty weź moją. Żal mi tych dzieci, których rodzice są tak bezmyślni i zajęci sami sobą. Mówię tu o stałych bywalcach, bo wiadomo czasem jest tak, że zwyczajnie nie planowało się wizyty na placu zabaw, albo jest się przejazdem i nie ma się przy sobie zabawek.
Kolejna grupa rodziców charakteryzująca się, według mnie, dziwnym zachowaniem, to rodzice, którzy przychodzą na plac zabaw, również siadają na ławkach, i zakazują dzieciom z niego korzystać. A dlaczego? Bo się pobrudzisz, bo tutaj pełno pisaku, bo sobie zrobisz krzywdę. Pytam się więc w myślach: to, co to dziecko ma robić? Stoi obok i się smutno przygląda jak inne dzieci się bawią. Nie rozumiem tego, przecież ubranie można wyprać, a dziecko wieczorem i tak jest myte. Rodzicu, skoro nie pozwalasz korzystać dziecku z placu zabaw, to po co go tam przyprowadzasz? 
Kolejna grupa rodziców, to tacy, którzy stroją dzieci, jak na sumę w Boże Ciało. Sytuacja z dziś, żar leje się z nieba, przychodzi mamusia z synkiem ubranym w jeansowe spodnie i białą bluzeczkę. Te wszystkie jeansowe spodnie, nie są dobrym pomysłem na plac zabaw. Czy malutkie dziewczynki z opaskami na głowie. Niech któraś mamuśka założy taką i chodzi z tym na głowie przez kilka godzin, to się przekona, jak to super!
Wracając jeszcze do zabawek. Przecież jest tyle możliwości, począwszy od zwykłych wiaderek z foremkami i łopatek:




















 poprzez taczki i kosiarki:




 samochody, jeździki, piłki, a na kredzie skończywszy:


Nie każdego stać na super zabawki, ale, moim zdaniem, w domu zawsze się coś znajdzie, nawet pojemnik po kawie czy łyżeczka po sztucznym mleku.



Zobacz także:

8 komentarzy:

  1. zgadzam się! Też to zaobserwowałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że nie tylko u mnie takie sytuacje są na porządku dziennym

      Usuń
  2. Rowniez sie zgadzam. Dodam jeszcze ze zwykla butelka z woda tez stanowi problem dla rodzicow. Bo przeciez jest upal i kiedy dziecko widzi ze drugie pije to tez chce. Mozna podzielic sie zabawkami ale ale nie jestem zwolenniczka picia z jednej butelki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też zdecydowanie nie jestem zwolenniczką picia z jednej butelki

      Usuń
  3. polecam post na blogu o minimalismie w kwestii zabawek. plastik niszczy nasze srodowisko bardziej niz chcemy sie do tego przyznac niestety, a sa alternatywy do plastikowych zabawek ( i plastikowych butelek na wode tez ;)
    http://www.minimomist.com/2011/12/saying-no-to-plastic-toys/.

    OdpowiedzUsuń
  4. mamy w domu sporo wspaniałych drewnianych zabawek, ale niestety są to drogie rzeczy i nie każdy może sobie na nie pozwolić. Można też wykorzystać, jak pisałam wyżej, np. pojemniki po produktach spożywczych czy łyżeczki do mleka sztucznego, które są dołączone do każdego opakowania czy tego chcemy czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. bo rodzice zwariowali! zresztą sama jeszcze parę dni temu krzyknęłam do starszego F "zostaw tego ślimaka"... od razu wstyd mi się zrobiło. Niby zapomniałam jak to sama je namiętnie zbierałam?
    Zapomniał wół jak cielęciem był... tyle...

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.