w kosmetyczce Malucha

Alexander jest dzieckiem przenoszonym, który urodził się z dużymi problemami skórnymi. Ze względu na to otrzymał 1 punkt mniej w skali Apgar. Pływał bowiem już w zielonej wodzie, a i tak drań nie chciał wychodzić! Skóra Alexandra po urodzeniu wyglądała jakby była pocięta żyletką. W związku z tym musiałam, i nadal muszę, wyjątkowo dbać o skórę Syna.
Będąc w ciąży nakupiłam mnóstwo różnych kosmetyków (jakoś tak dziwnie miałam, że wydawało mi się, że wszystko będzie mi potrzebne), sporo też dostałam. Niestety z większości z nich zupełnie nie skorzystałam, więc oddałam do Domu Samotnej Matki, ze względu na to, że skóra mojego Synka źle na nie reagowała. Drogą selekcji udało mi się wybrać tylko te kosmetyki, które wspaniale dbają o skórę Syna. Myślę, że tymi kosmetykami Ameryki nie odkryję, ale u nas się one sprawdziły i mogę je z czystym sercem polecić.
Pierwsze miejsce u nas zajmuje Linomag. To właśnie dzięki niemu udało mi się wygoić skórę dziecka po urodzeniu. Stosowany jest u nas również zapobiegawczo przeciw odparzeniom i na suche miejsca na skórze. Myślę, że to mast have każdej matki.


 Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło nam Sudokremu.

 
Od narodzin Alexa zużyliśmy prawie dwa opakowanie po 400 g. Stosowany jest głównie profilaktycznie, żeby zapobiegać odparzeniom pupy. Dzięki niemu nigdy nie mieliśmy problemów z odparzeniami. Nakładamy także punktowo na strupy, które dzięki temu szybciej się goją.
Do kąpieli stosujemy od pierwszych dni, aż do dziś, kosmetyki Oilatum, które są rewelacyjne. Mają w składzie parafinę ciekłą, która leczy i łagodzi wszelkie podrażnienia. Kiedy używam emulsji  Oilatum, to nie smaruje już juniora ani oliwką ani mleczkiem. Podobne w działaniu  są kosmetyki Oillan. Też mieliśmy i byliśmy zadowoleni.


Obecnie stosuję do mycia również żel  Johnson's Baby Bedtime i generalnie jest całkiem ok. Kiedyś skusiłam się ofertą w Rossmannie, że niby ułatwia zasypianie, ale nie ma co się łudzić, nie pomaga :)


Po zastosowaniu tego żelu zawsze jeszcze używam oliwki. Z nami od samego początku jest oliwka Bambino. Próbowałam innych i z Hippa, i z Johnsona, ale jakoś się nie sprawdziły. Natomiast Bambino dobrze nawilża, ma przyjemny zapach, jest wydajna i ma przystępną cenę.


Mamy jeszcze (na spółkę ;-)) Bio Oil. To moje odkrycie już z czasów ciąży. Według mnie dzięki codziennemu stosowaniu nie mam rozstępów. Lubię go za to, że skóra jest nawilżona i efekt ten utrzymuje się bardzo długo na skórze.


Kolejnym produktem z serii Oilatum, który jest w kosmetyczce Malucha, to szampon do włosów. Wprawdzie w swoim składzie zawiera SLS (nie na początku), ale nie zauważyłam puszenia się włosków, a wprost przeciwnie włosy są miękkie i dobrze się układają. Mamy jeszcze szampon Hippa. Też całkiem w porządku.
Krem do twarzy, który stosujemy w mroźne i wietrzne dni to Krem na każdą pogodę Nivea Baby. Trochę ciężko się rozsmarowuje, ale pozostawia na skórze warstwę ochronną, dzięki temu Alex nie odmroził sobie buziaka, ani nie miał popękanych naczynek. Zamiennie stosujemy z kremem Oilatum.


Do noska mamy wodę morską Disnemar. U nas jest w użyciu dość często, bo Alexanderek, odkąd poszedł do żłobka, notorycznie ma katar.


A taki mamy aspirator do nosa podłączany do odkurzacza. To super odkrycie, bo mi jakoś zawsze niedobrze było, jak pomyślałam o takim tradycyjnym, wkładanym do ust.


W kosmetyczce nie może też zabraknąć dobrych, dostosowanych do małych paznokci obcinaczek. Nasze są lekko zaokrąglone. Zakupiłam kiedyś w TK MAXX cały zestaw wraz z nożyczkami, grzebieniem i szczotką do włosów. Wszelkie waciki, gaziki, no i oczywiście szczoteczka do zębów. My akurat mamy Jordana Step by Step, kupiona w Rossmannie. Alex uwielbia myć zęby.

 i pasta do zębów

Teraz koniecznie muszę dokupić emulsje do opalania i coś na komary (to, co mam teraz nie działa! sic!). Może ktoś ma jakieś sprawdzone rzeczy i może polecić?


Zobacz także:

Brak komentarzy:

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.