Za Alexanderkowej półeczki - W gospodarstwie. Uczymy się liczyć


Dzisiaj pokażę Wam książkę, która kupiłam blisko rok temu, ale u nas cieszy się popularnością do dzisiaj. Właściwie cały zeszły weekend spędziliśmy właśnie przy niej. 
Alexander od dawna wykazuje ogromne zainteresowanie cyframi i lubi liczyć, zarówno po polsku, jak i po angielsku.  W tej chwili nie jest to już liczenie na zasadzie "na pamięć", ale zaczyna rozumieć istotę tego liczenia. Jeżeli coś sprawia mu przyjemność, to ja bardzo chętnie wspieram to i w tym uczestniczę. Lubię rozwijać jego zainteresowania. 


Książka została wydana przez Wydawnictwo Olejasiuk, ale ja zakupiłam ją chyba na Arosie. Dołączone było do niej drewniane, dość solidnie wykonane liczydełko z owieczkami i czerwonymi kuleczkami. Ma służyć i ułatwiać zliczanie zagubionych przez gospodarza owieczek. Dziecko, słuchając rymowanej opowiastki, szuka na poszczególnych stronicach zagubionych wiejskich zwierzątek, jednocześnie przesuwając poszczególne figurki na liczydle. Dzięki temu jest mu łatwiej opanować naukę liczenia do 10. 


Książka wbrew pozorom nie tylko uczy liczyć, ale również ćwiczy spostrzegawczość. Może także być przyczynkiem do poznania zwierząt gospodarskich, zwłaszcza u tych mniejszych dzieci, bo pojawiają się w niej, oprócz owiec, krowy, świnki, konie, kaczki czy pies.


Bardzo lubię takie książki, które dzięki wesołej zabawie, pomagają dziecku przyswoić wiedzę lub ją utrwalić. 


Książka jest dość dużego formatu. Składa się z 12 kartonowych stron. Obrazki są bardzo przyjemne i kolorowe, to dodatkowy jej atut.


Zobacz także:

2 komentarze:

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.