Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko


Powszechnie wiadomo, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. Co więcej, przeczytałam gdzieś, że „ilość szczęścia dziecka, jest wprost proporcjonalna do ilości błota na nim osiadłego". Nie sposób się z tym nie zgodzić. Nie mam tu jednak na myśli rezygnacji z codziennych kąpieli i nawyku mycia rąk, a raczej upaprania się na maksa podczas zabawy. Niestety, prawdę tę odkryłam, a raczej przyswoiłam, zupełnie niedawno (ale lepiej późno, niż wcale). Wszystko za sprawą mojej rodzonej siostry i mamy.

Mam tę przypadłość, że jestem pedantką i czasem denerwowało mnie to, że moje dziecko jest ubrudzone po koniuszki włosów. Ta moja pedantyczność przeszkadzała Mu w super zabawie, ale na szczęście ten stan mamy już za sobą. Co to za zabawa, kiedy non stop trzeba pilnować, by się tylko nie wybrudzić, powtarzała mi siostra. Od dłuższego czasu nie uczę już Syna, że wydezynfekowane ręce i czysta koszulka to podstawa. Nie ma bowiem lepszego czasu na taplanie się w błocie, skakanie po kałużach i obtaczanie w piasku niż dzieciństwo. Usmarowanym ziemią, farbami czy plasteliną rękom i ubraniom najczęściej towarzyszy najpiękniejszy i najszczerszy uśmiech na świecie. Ten, który słyszę w uszach jeszcze długo po tym jak ucichnie.

Nigdy wprawdzie nie było ze mną źle do tego stopnia, by zabraniać zabawy w piaskownicy czy skakania po kałużach. Widziałam jednak mamy przychodzące z dzieckiem na plac zabaw, jednocześnie z zakazem zabawy w piasku i wiecznym "uważaj", "nie dotykaj" czy "zostaw to, pobrudzisz się". Czy jest sens wprowadzać takie ograniczenia? Przecież wyjście na plac zabaw to nie pokaz mody i wystarczy maluchowi założyć starsze, podniszczone ubrania, dając mu jasny sygnał, żeby nie bał się plamy czy czarnych kolan, a uwierzcie mi zyskamy mnóstwo punktów do bycia najlepszą mamą na świecie. A dziecku dodamy tym prawdziwych skrzydeł.

Taka zabawa, eksperymentowanie z każdym tworzywem, teksturą i konsystencją wspomaga rozwój sensomotoryczny dziecka, pobudza jego kreatywność, a to warte jest kilku par nieodpranych koszulek i spodenek czy paru groszy na zakup folii, kiedy zabawa w najlepsze trwa w domu. Czasem warto zluzować z nadopiekuńczością, lękiem przez brudem i unikaniem naprawdę dobrej zabawy, by wychować bardziej otwarte na świat, na nowe rzeczy, śmiałe i ciekawe świata dzieci.

*zdj. internet


Zobacz także:

5 komentarzy:

  1. Oj, to ja też jestem taka pedantką....trwało u mnie ok 7 lat to by przestać się wszystkim przejmować :) Na szczęście córka nie lubi się brudzić, więc źle nigdy nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie znoszę tych tekstów "nie dotykaj, bo się pobrudzisz", itp. Oczywiście pomijając jakieś uzasadnione i skrajne przypadki, to nic złego w pobrudzeniu nie ma i jak się dziecko ubrudzi, to się umyje, proste :)

    OdpowiedzUsuń
  3. najlepsze co możemy dać dziecku :-)) to to by dać mu wolną rękę w pewnych tematach np by mogło się potaplać w błocie, by zjeść spagetti tak by się całemu ubrudzić. TRUDNO od tego jest mydło, woda i proszek do prania :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja wychodzilam zawsze z zalozenia, ze dziecko musi sie ubrudzic, zjesc sam. Jedzenia bylo pelno w calej kuchni, ale dzieci szybko nauczyly sie samodzielnosci , a na dodatek ile mieli przyjemnosci :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś w tym jest! Im szybciej dziecko zacznie się brudzić, tym lepiej. Uodporni się na różne bakterie i będzie miało łatwiejszy start w przedszkolu, gdzie dzieci bardzo łatwo łapią różne bakterie i zarazki od innych.

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.