Lipcowe hity! - totalny misz-masz



Czas biegnie tak szybko, że czasem nie potrafię tego ogarnąć. Mam wrażenie, że dopiero rozpoczynały się wakacje, a już półmetek za nami. Wydaje mi się, że post z inspiracjami czerwca właśnie zamieściłam, a tu już dostałam zapytanie od czytelniczki - kiedy kolejny post z tego cyklu. Ciągle tyle się dzieje, ogarniamy logistycznie czas wolny naszego Synka, więc kursowanie Przemyśl-Lublin to chleb powszedni. Pocieszam się, że jeszcze parę dni i urlop. Tymczasem poniżej pokażę Wam, co mnie zainspirowało w lipcu. 


Na pierwszy ogień idzie książka "Potęga teraźniejszości" Tolle Eckhart'a, którą poleciła mi moja najlepsza przyjaciółka. Powiem szczerze, że ona bardzo często podsyła mi tego typu książki i zawsze jestem ubogacona po ich lekturze. Tym razem jednak książka zasługuje na szczególne wyróżnienie i nie mogłam się nią po prostu z Wami nie podzielić. Dla mnie ta książka jest swoistym przewodnikiem ku odkryciu teraźniejszości, bo w zasadzie, kiedy uzmysłowimy sobie, że przeszłości już nie ma, jest za nami i nie mamy na nią żadnego wpływu, a przyszłość to jedynie zbiór domysłów, wyobrażeń, więc jedyne, co pozostaje, to teraźniejszość. Często bywa tak, że wcale nie skupiamy się na teraźniejszości, na chwili obecnej, przeszkadza nam w tym ciągle analizowanie, fantazjowanie czy wspominanie, pędzimy od przeszłości do przyszłości. Autor książki pokazuje nam sposoby, jak sobie z tym radzić, otwiera oczy na świadome życie, które wcale nie musi być skomplikowane, pełne niepokoju i strachu, pokazuje rzeczy tak proste, że czasem zwyczajnie pomijane. Lektura warta przeczytania!


Kolejna książka, z zupełnie innej dziedziny, którą przeczytałam w lipcu jednym tchem, a recenzję zamieściłam TU, to książka Emily Giffin "Pierwsza przychodzi miłość". 

W lipcu totalnie zachwyciłam się zdjęciami, które wygrały 3rd annual International Drone Photography Contest. Takie niesamowite zdjęcia zrobione przez drony. To powyżej zajęło pierwsze miejsce, ale kolejne są równie wspaniałe. Zajrzyjcie TU, żeby zobaczyć więcej.


Pozostając w tej tematyce, polecam zobaczyć Polskę z lotu ptaka, autorstwa Szpilki na mapie.

Teraz coś dla osób, które są lub będą w Przemyślu. Polecam naprawdę świetną Kawiarnię Libera. Rewelacyjne jedzenie, świetny ogródek, plac zabaw dla dzieci, udogodnienia dla osób niepełnosprawnych. Wszystko na plus, no może z wyjątkiem czekania na zamówienie, ale można wybaczyć, bo przyrządzenie takich smakołyków musi zająć trochę czasu.
Krem nawilżający do twarzy Naffi marki IOSSI, który poleciła mi blogowa koleżanka (dzięki Haniu!) okazał się dla mojej twarzy strzałem w 10! Myślę, że moja skóra twarzy nigdy nie była w tak dobrej kondycji, jak jest obecnie, po stosowaniu tego kremu. To niezwykle gęsty, ale delikatny, organiczny krem z bogactwem protein, witamin, dobroczynnych olejów, to taka bomba odżywcza. Kosmetyk jest w 100% pochodzenia naturalnego, nie zawiera konserwantów, sztucznych barwników, wody - sam 100% czysty, naturalny kosmetyk, który po nałożeniu na skórę, szybko w nią wnika, pozostawiając twarz bardziej elastyczną, miękką i odżywioną. Krem łagodzi podrażnienia skórne, o czym przekonałam się nie jeden raz podczas stosowania. Sam produkt zapakowany jest w szklany pojemnik w dwóch wersjach: 50 i 15 ml. Zapach jest całkiem przyjemny, ziołowy, zresztą dość charakterystyczny dla kosmetyków naturalnych, zastosowano tutaj naturalne esencje kwiatowe oraz wyciągi z ziół i roślin takich jak geranium, limonka, drzewo sandałowe czy cedr. Zakochałam się w marce IOSSI, gdzie kosmetyki są produkowane z dbałością i precyzją. To wciąż mała manufaktura, więc mam pewność, że te kosmetyki są przygotowywane z należytą starannością, z pasją i sercem. Polecam znawcom, jak i tym, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę z kosmetykami naturalnymi, organicznymi.
Siemię lniane jest w mojej codziennej diecie od bardzo dawna, a do oleju lnianego przekonałam się dopiero niedawno. Mam go z rodzinnej olejarni Olini, gdzie jest tłoczony świeżo, na zamówienie, nie czeka na półce na klienta, tłoczony na zimno, 100% naturalny, nierafinowany, dzięki czemu zachowuje wszystkie wartości odżywcze. Zalicza się do tzw. Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych, które są bardzo nietrwałe, wrażliwe na światło i temperaturę, więc należ go spożywać na zimno, ponieważ wszelkie, smażenie, pieczenie i inne przetwarzanie termiczne powoduje powstanie związków szkodliwych dla zdrowia. Olej lniany ma niesamowite właściwości, posiada bardzo dużo kwasu tłuszczowego omega-3, wiec dodaję go również do posiłków przygotowywanych dla syna, bo kwasy te pełnią w organizmie niezwykle ważną funkcję, stanowią istotny składnik mózgu, komórek nerwowych, komórek mięśnia sercowego i siatkówki oka.  Spożywanie oleju lnianego wspomaga leczenie w stanach zapalnych jelit, zapobiega powstawaniu kamieni, przyczynia się do obniżenia "złego" cholesterolu, zdrowego wzrostu włosów, wzmacnia paznokcie, pomaga w egzemie, łuszczycy, trądziku różowatym czy w leczeniu oparzeń słonecznych. Same więc plusy!

Zazwyczaj przygotowuję dla siebie i rodziny musy ze świeżych owoców. np. papierówek z babcinego sadu. Czasem jednak brakuje mi czasu albo naturalnych, niepryskanych świeżych owoców w domu, więc sięgam po DayUp, czyli połączenie  musu owocowego, jogurtu i ziaren zbóż. Wypatrzyłam ten mus już dawno temu w Lidlu, zakupiłam na spróbowanie i od czasu do czasu się nim delektujemy. Produkt jest zamknięty w poręcznym, niedużym opakowaniu, bez dodatku cukru, bez substancji konserwujących, pasteryzowany. Skład super! Polecam!





Zobacz także:

9 komentarzy:

  1. Swietne misz-masz. Ja poki co slucham "Potegi podswiadomosci" , ta twoj pierwsza pozycja brzmi interesujaco takze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowała mnie tym kremem.Muszę poczytać o marce iossi.
    W kuchni stosuje olej kokosowy. Czytałam o plusach stosowania oleju lnianego ale wciąż ciężko mi się przekonać do niego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zainteresowała mnie tym kremem.Muszę poczytać o marce iossi.
    W kuchni stosuje olej kokosowy. Czytałam o plusach stosowania oleju lnianego ale wciąż ciężko mi się przekonać do niego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainteresował mnie ten krem Naffi, o którym piszesz. Chyba w taki zainwestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak ja czas biegnie zamiast trochę zwolnić. Nie mogę uwierzyć, że to sierpień.
    Wakacje i lato trwają zdecydowanie za krótko.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda na to, że lipiec był u Ciebie inspirujący :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne widoki Polski!

    OdpowiedzUsuń
  8. Olej lniany ciężki do wypicia, ale bogactwo jakie w sobie ma przysłania ten "szorstki" smak.

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.