Moje less waste

/
7 Comments

Cieszę się, że w Polsce trwa i zatacza coraz większe kręgi moda na bycie eko. Mam jednak nadzieję, że nie pozostanie tylko modą, która ma to do siebie, że z czasem przemija, ale stylem życia, który zadomowi się u nas na stałe. Zero waste (czytając na stronie polskiego stowarzyszenia zero waste) to w dosłownym tłumaczeniu "zero śmieci" - czyli sposób życia, w którym człowiek stara się nie generować odpadów dbając przez to o środowisko. 

Kiedy pierwszy raz przeczytałam o tej idei i zobaczyłam na zdjęciu uśmiechniętą kobietę trzymającą szklany słoik z napisem, że to śmieci, które wygenerowała przez ostatnie 5 lat, ze zdziwienia zrobiłam wielkie oczy i pomyślałam, że to absolutnie niemożliwe. Przeszłam więc nad tym do porządku dziennego, bo lubię wyzwania, ale jednak stronię od radykalizmu. Zdecydowanie wolę w życiu balans, a niektóre pomysły na ograniczenie produkcji śmieci, zgodnie z zero waste, są dla mnie zbyt ekstremalne. Raczej na czwartym piętrze w bloku na balkonie nie urządzę sobie kompostownika. Przyznam szczerze, że nie dawało mi to jednak spokoju i zgłębiałam temat. W końcu zrozumiałam, że powinnam jednak działać w tym kierunku, w możliwy do zrealizowania sposób, ale bez zamartwiania się i świrowania, małymi krokami, bo każde działanie w dobrą stronę jest lepsze niż jego brak. Uznałam, że nie jestem w stanie żyć tak idealnie przykładnie, żeby po pięciu latach wygenerować śmieci, które zmieszczą mi się w dłoni. To wymagałoby nie tylko ode mnie rygoru i dyscypliny, ale też od świata wokół mnie, tego bliższego, i tego dalszego.

Staram się więc małymi krokami reorganizować nasze życie, ale też i sposób myślenia. Nie biczuję się, gdy na zakupach zabraknie mi materiałowych worków czy siatek, a pan z targu zapakuje mi pomidory w foliową reklamówkę (którą później staram się jednak wykorzystać wielokrotnie), pozwalam sobie na potknięcia, nie wytykam innym plastikowych słomek czy jednorazowej butelki z wodą, bo przecież nawet nie wiem jaka za tym stoi prawda, wprowadzam zmiany powolutku, ale sukcesywnie, dlatego idea less waste jest mi znacznie bardziej bliska. Przede mną jeszcze bardzo długa i mocno wyboista droga, bo do bezodpadowego życia mi daleko, ale cieszę się, że chociaż w małym stopniu nie przyczyniam się do pogarszania, i tak już złego stanu, naszej Planety. Zgadzam się też ze stwierdzeniem, że lepiej aby miliony robiły to nieperfekcyjnie, niż jednostki idealnie.

Co takiego zatem robię, by żyć less waste?

Nasze domowe zmiany właściwie nieświadomie rozpoczęliśmy osiem lat temu. Wtedy kupiliśmy dzbanek filtrujący wodę. Pijemy bardzo dużo wody, zwłaszcza mój mąż i syn, chociaż i ja ostatnio pilnuję się w tym temacie. Wtedy praktycznie zupełnie zrezygnowaliśmy z zakupu wody w plastikowych butelkach. W pracy również piję filtrowaną wodę z kranu. Cieszę się, że Lublin jest jednym z miast, gdzie w ostatnich latach gruntownie zmodernizowano systemy uzdatniania wody i możemy pić kranówę. Długo szukałam szklanego dzbanka do filtrowania wody i jakiś czas temu marka Dafi taki właśnie wypuściła. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. I polecam ten zakup każdemu. Spełnia swoje przeznaczenie, ale też pięknie się prezentuje.


Ostatnio też dużo dyskutujemy nad założeniem w domu filtra mechanicznego czy z odwróconą osmozą. Może w przyszłości, oby tej najbliższej, nam się uda. Mamy też małą filtrująca butelkę, i zawsze, gdy wychodzimy, zabieramy ją ze sobą (Alex zabiera ją też do szkoły), żeby jednak unikać zakupu butelkowanej wody. Kupiliśmy ją w promocyjnej cenie w Biedrze i też jest marki Dafi. Wolałabym wprawdzie szklaną, ale ta jest lekka, bardzo poręczna, a w zasadzie o to chodzi. Kiedy mam ochotę na gazowaną wodę, bo lubię czasem popić bąbelki, to wtedy używam, już lata temu kupionego, ekspresu do napojów gazowanych SodaStream (pisałam o nim kiedyś TU).


Przywiązuję dużą wagę do używanych kosmetyków. Stawiam na te z naturalnym składem, a ostatnio przyglądam się też opakowaniom kosmetyków, które kupuję, czy są w plastikowych czy szklanych, a może metalowych pojemnikach. Zauważyłam, że sporo firm produkujących kosmetyki naturalne sprzedaje swoje produkty właśnie w słoikach, buteleczkach, metalowych tubkach czy w papierze np. mydła. Całym sercem jestem więc za takimi polskimi manufakturami, jak Ajeden, Mydłostacja, Shy deer czy Lush Botanicals. Nie dość, że produkują rewelacyjnie działające kosmetyki, takie od których można się uzależnić, pozbawione chemii, to jeszcze jest im bliskie dbanie o środowisko. Nie znajdziecie tam plastikowych pojemników czy tubek, w które opakowane są kosmetyki. Dodatkowo produkty nie przychodzą zapakowane w jakieś tam foliówki tylko tekturę czy papier, tak jak i wypełnienie. Bardzo podoba mi się również to, że można zwrócić opakowania po zużytych kosmetykach do ponownego ich wykorzystania.


Prawie zrezygnowałam z używania wacików jednorazowych. Makijaż zmywam olejkami czy zwykłym olejem kokosowym już od bardzo dawna. Love it! Do tonizowania twarzy używam wielorazowych wacików.  Uważam, że to świetna alternatywa dla tych jednorazowych. Ja swoje waciki, sztuk 7 wraz z woreczkiem, kupiłam w Szklanym Składziku grubo ponad pół roku temu. Waciki, których używam są uszyte z froty bambusowej, która ma właściwości antyseptyczne, antyalergiczne i antyodorowe. Ich używanie przyszło mi bardzo naturalnie i cieszę się, że je odkryłam. Zamiast sztucznych gąbek do kąpieli używam takich kieszonek na mydło, wykonanych ręcznie ze sznurka konopnego, który jest biodegradowalny i posiada właściwości antybakteryjne oraz antygrzybiczne.

Również bez problemów przerzuciliśmy się na bambusowe słomki, Alex zdecydowanie woli właśnie takie. Wprawdzie jakoś super często ich nie używamy, ale np. kiedy mamy ochotę na koktajl czy świeżo wyciśnięty sok pity przez słomkę właśnie to świetnie się sprawdzają. Do opakowania dołączona była szczoteczka, więc łatwo je utrzymać w czystości. W knajpach zawsze dziękuję za plastikowe słomki, bo mam swoje.


Na zakupy wędruję ze swoimi siatkami. Od bardzo dawna w torebce mam materiałowe i mój mąż też ma takie zawsze przy sobie. Dbam o to ja, bo wkurza mnie kupowanie plastikowych reklamówek. Kiedyś zupełnie nie zwracałam na to uwagi, a teraz mi to przeszkadza, tak jak pakowanie wszystkiego w sklepie w foliowe woreczki, dlatego poszłam po rozum do głowy i zakupiłam lniane worki na owoce i warzywa, a kiedy ich nie mam przy sobie, to biorę rzeczy luzem. Wiem, że Panie ekspedientki czasem kręcą nosem, ale cóż nie ma takich sytuacji jakoś dużo. Teraz więc marchewki, pomidory czy jabłka pakuję w TE worki. Chcę sobie jeszcze zakupić przezroczyste torebki lub poprosić mamę, żeby mi je uszyła ze starej firanki.

Jak już jesteśmy przy zakupach, to u nas wygląda to tak, że zakupy (a przynajmniej te duże) staramy się robić raz w tygodniu. Poprzedzone są one zawsze sporządzanym menu na cały tydzień. Robię to z trzech powodów, raz że z wygody, żeby się nie martwić w środę wieczorem, co mam ugotować na drugi dzień, tym że zabraknie mi przykładowej śmietany do pomidorówki, ale też dzięki temu unikamy marnowania jedzenia i kupowania niepotrzebnych produktów. W tygodniu dokupujemy np. mleko czy chleb, jak się skończył, a nie mam czasu na pieczenie kolejnego. Nie wyrzucam więc już na wpół zużytego jogurtu czy puszki kukurydzy, bo staram się tak planować posiłki, żeby te otwarte produkty jednak wykorzystać.

Wiem, że jeszcze wiele zmian mogę wprowadzić. Nadal bowiem kupuję książki w formie papierowej, bo nie mogę przekonać się do czytnika. Lubię czuć zapach ksiażki i mieć ją w ręce. Ale te moje ksiażki krążą, puszczam je po przeczytaniu w ruch. Czyta siostra, ciocie, koleżanki. Nadal też zdarza mi się też kupować kosmetyki w plastikowych opakowaniach, zwłaszcza pasty do zębów czy chemię.

Miewam swoje eko-porazki, bo nie zawsze mam okazję czy możliwości, a czasem zwyczajnie brak alternatywy, ale staram się pamiętać, aby traktować Ziemię poważnie, bo nie sposób nie dostrzec w jakiej jest obecnie trudnej sytuacji.

Jeżeli spodobał Ci się post może warto go udostępnić, by ktoś oprócz Ciebie również skorzystał. Będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz komentarz, klikniesz Lubię to czy udostępnisz wpis na Facebooku. Zapraszam Cię także na moje konto na Instagramie, gdzie znajdziesz zdjęcia tego, co kocham.





Zobacz także:

7 komentarzy:

  1. Piękna sprawa! Piękne zdjęcia. Jestem całym sercem za!

    OdpowiedzUsuń
  2. My też używamy materiałowych toreb na zakupy. Są fantastyczne. Ten artykuł jest kopalnią wiedzy o tym, co można zmienić w swoim życiu by być bardziej EKO. Brawo! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam za te zakupy 1 raz w tygodniu. Ja robię małe ale w sumie codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  4. "nie wytykam innym plastikowych słomek czy jednorazowej butelki z wodą, bo przecież nawet nie wiem jaka za tym stoi prawda" --piękne :)

    Wielorazowe waciki....ale czy to się sprawdza też...na oczach? :-/

    My również mamy ten czajnik, jest super!! Szczerze nie znosiłam kupować wielopaku wody w sklepie, taszczyć go do domu, a potem znajdywać gdzieś na niego miejsce.

    Też nie lubię foliówek i pakowania wszystkiego w nie - i zupełnie nie rozumiem czemu to się bardziej opłaca niż torby papierowe, które mogłyby być robione z makulatury?! Szczególnie widzę to an targu - tam idą tysiące, miliony tych foliówek.... po prostu wszystko się w nie pakuje. Natomiast nie kupuję nigdy chleba pakowanego w foliówkę - gdy jestem w piekarni, zawsze proszę o zapakowanie go w papierową torbę (którą też mają na stanie!) i w każdym sklepie, w jakim zdarza mi się kupować chleb, już to wiedzą i przygotowują papierową torebkę, gdy mnie widzą :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Staram się być eko, ale też pilnuję się, żeby nie popadać w paranoję. Obserwuję grupę MNIEJ na FB i widzę, że tam czasami ludzie przeginają. Piję wodę z filtra (woda w Lublinie jest jedna z lepszych w Polsce, ale bardzo zakamieniona, więc bez filtra się nie da), w plecaku mam zawsze dodatkową siatkę na zakupy. Zmywam naczynia raz dziennie (oszczędność wody), biorę prysznic zamiast kąpieli w wannie (to w zasadzie już od wielu lat). Ale niektórych rzeczy nie przeskoczę. Nie będę używał do golenia pędzla i maszynki na żyletki, bo akurat golę się rzadko, więc nie uważam, żebym jakoś bardzo śmiecił. A co do foliówek, to w Lidlu tego nie przeskoczę kupując np. warzywa czy owoce, więc zawsze przynoszę do domu ze 3-4 cienkie worki. Chleba krojonego czy tostów też nie będę wypakowywał w sklepie.
    Więc gdzie się da, to jak najbardziej, ale nie popadajmy w skrajność.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moda eko już na dobre zagościła, wiele osób stara się żyć w jak najszerszym w jej zakresie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na sam widok aż uruchomiły mi się zmysły. Często spożywasz i robisz to?

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.