Slow....

/
16 Comments

Codziennie rano wstaję z przeświadczeniem, że dzisiaj jest właśnie ten dzień, kiedy będę miała czas na swoje przyjemności. Nie jedną, nie dwie, a całe mnóstwo. Obowiązkom podołam bez pośpiechu i bez stresu, a potem będę się delektować wolnym czasem. Poćwiczę, pomedytuję, przeczytam kilka rozdziałów książki, a nie trzy strony, jak zazwyczaj, bo z reguły przy czwartej już zasypiam. A potem obejrzę ulubiony serial z kieliszkiem wina czy malinową herbatą, bez wyrzutów sumienia, że obiadu na jutro nie mam. Czas zwolni, minuty rozciągną się jak gumka i będzie tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynkę i wakacje trwały wieczność. Bo teraz czas pędzi tak szybko, że niekiedy mam wrażenie, że przespałam kilka dni. Kładę się w poniedziałek, budzę w piątek.

Pewnie nie jestem jedyną osobą żyjącą w wiecznym niedoczasie. Ten ciągły natłok myśli, codzienna gonitwa, funkcjonowanie na pełnych obrotach dzień za dniem, presja bycia produktywnym i stale gotowym do działania mocno wykańcza. A z kolei slow life nie zawsze mi wychodzi. Pracuję jednak by to zmienić, by zacząć skupiać się na tym, co ważne i dokonywać świadomych wyborów.

Zewsząd ostatnio słyszę, że powinnam zwolnić, odpocząć, bardziej świadomie żyć. Ale to brzęczące z tyłu głowy "szybciej" i "więcej" wcale nie ułatwia mi sprawy i nie pozwala celebrować chwil, z których to właśnie składa się nasze życie. Wyhamowanie to wcale nie taka bułka z masłem, a im większy pęd tym jest ono dłuższe.

Pragnę ukrócić tą niekończąca się listę to-do. Chcę zmienić życiowe priorytety, zwyczajnie pobyć, poczuć, pożyć. Dać sobie prawo do słabości, nicnierobienia, nauczyć się prosić o pomoc, delegować obowiązki, nawet kosztem przymykania później oczu, na to że nie wszystko jest zrobione "po mojemu". Świat się przecież nie zawali, jak nie dopilnuję wszystkiego sama, a pranie będzie wisiało inaczej niż bym ja je rozwiesiła. To niby takie oczywistości, ale niekoniecznie dla tych, którzy ciągle biorą na siebie za dużo.

Chciałabym zacząć wędrować w tym życiu, a nie ciągle pędzić, bo idąc za Ryszardem Kapuścińskim „kiedy się spieszysz, nic nie widzisz, niczego nie przeżywasz, niczego nie doświadczasz, nie myślisz. Szybkie tempo wysusza najgłębsze warstwy Twojej duszy, stępia Twoją wrażliwość, wyjaławia Cię i odczłowiecza”. I wcale tu nie chodzi o życie w ślimaczym tempie.

Nie chcę po prostu czuć się wiecznie przytłoczona nadmiarem obowiązków, a każda wolna chwila przeznaczona na odpoczynek by była okupiona wyrzutami sumienia, że coś mnie omija. Chcę wejść w ten stan "slow", znaleźć balans, harmonię, poczuć spokój, cieszyć się smakiem pitej akurat herbaty i być wdzięcznym za tę chwilę, a nie nerwowo rozmyślać, o tym co jest do zrobienia. Chcę zwolnić, bo prawdziwe życie jest tu i teraz.

Cieszę się więc, że odkryłam medytację. Jeszcze nie potrafię, ale codziennie próbuję, bo to taki mój sposób na zatrzymanie się w tym pędzącym świecie. A jaki jest Twój sposób?
Jeżeli spodobał Ci się post może warto go udostępnić, by ktoś oprócz Ciebie również skorzystał. Będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz komentarz, klikniesz Lubię to czy udostępnisz wpis na Facebooku. Zapraszam Cię także na moje konto na Instagramie, gdzie znajdziesz zdjęcia tego, co kocham.



Zobacz także:

16 komentarzy:

  1. Medytacja jest extra, ale nie dla wszystkich chyba...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie próbowałam nigdy medytacji, ale lubię czasami siąść w ciszy, i po prostu pozwolić swoim myslom odplynac, bez celu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam kilka sposobów, którymi dzielę się na weekendowych warsztatach dla kobiet #StressLess. Oddechy, gdy świat pędzie za szybko, praca nad sobą i umiejętność radzenia sobie ze stresem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bardzo lubię działać, ale mam takie momenty keidy kompletnie odpuszczam. Staram sie wybierać priorytety w których jest przede wszystkim moja rodzina :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Medytacja to świetna sprawa! Moją ucieczką jest chyba sport.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, prawdziwe życie jest tu i teraz. Cieszmy się zatem każdą chwilą, która trwa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewne elementy medytacji włączam w wolne chwile, jednak na spowolnienie rytmu dnia preferuję spacery, czytanie książek, naukę języków obcych. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. chciałabym kiedyś spróbowac tej medytacji, osobiście wole ruch , zmęczyc się wtedy moja pompa radości jest napełniona do pełna:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też żyję w wiecznym niedoczasie. Już przestałam się przejmować, ze w końcu nie zrobiłam prania bo już dawno po 22, zrobię jutro.. albo po jutrze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli chodzi o medytację to właśnie muszę i chcę zgłębić temat. Od czego zacząć?

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo współczuję, chociaż nie znam w ogóle tego "życia w niedoczasie", zabiegania, nerwówki - to musi być okropne. Koncepcja zwana macierzą Eisenhowera pomaga w ustalaniu priorytetów dla naszych działań. U mnie się sprawdza

    OdpowiedzUsuń
  12. Robię codziennie plan dnia :P Mam czas na obowiązki, na to żeby spędzić trochę czasu z mężem i poczytać książkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Doskonale Cię rozumiem. Sama zrozumialam co jest najważniejsze i teraz żyję znacznie wolniej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Najważniejsze, to znaleźć w życiu złoty środek i się go twardo trzymać. Wtedy Ty i wszyscy dookoła będziecie szczęśliwsi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Twój blog wyświetlił się u mnie przypadkiem, zaglądnęłam i było warto! Warto przystanąć i poczuć swój oddech świadomie. Nie tylko wtedy jak coś szwankuje...Są takie gryzonie, co pędzą przed siebie bez opamiętania i nawet przepaść ich nie zatrzyma. Giną. Żyjemy by być, więc delektujmy się chwilą, nie można jej przeskoczyć...Strach przed przemijaniem tak każe nam uciekać, ale paradoksalnie jest to samooszukiwanie. Świadomość przychodzi z czasem, oby tylko nie było za późno!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.