Maj i czerwiec minął mi błyskawicznie i bardzo intensywnie, ale paradoksalnie wcale nie było w tych miesiącach jakoś mnóstwa ciekawych odkryć, natomiast te które się pojawiły, były naprawdę wow! Bardziej skupiałam się na "być" niż "mieć", na codziennych, ulotnych chwilach, na cieszeniu się słońcem i naszymi wyprawami, tymi całkiem bliskimi, rowerowymi i tymi ciut dalszymi. Kto śledzi publikowany tutaj prawie co miesiąc, od dobrych kilku lat, cykl o hitach miesiąca, wie że zawsze podrzucę dobry serial, książkę czy kosmetyk, a czasem zachwycę się jakimś ciuchem czy przepisem. Nie przedłużając, zapraszam na wpis!

Wycieczki rowerowe


Przyznam szczerze, że odkąd Alexander zdobył umiejętność jazdy na rowerze, wycieczki rowerowe stały się dla nas jedną z ulubionych form wspólnego, aktywnego spędzania czasu. Zazwyczaj w weekendy, jeżeli dopisuje pogoda, wyruszamy rowerem zwiedzać Lublin i okolice. Fajnie, że w mieście w którym mieszkamy, jest sporo ścieżek rowerowych. Las blisko, więc śmigamy i po lesie, wdychając świeże powietrze. Czasem zabieramy ze sobą jedzenie i robimy mini pikniki. Super, polecamy każdemu! 

Wakacje w wersji all inclusive


Gdzie ostatnio nie spojrzę i ucha nie przyłożę to widzę i słyszę jak wakacje w wariancie all inclusive traktowane są z pogardą, bo przecież to wakacje dla fajtłap, którzy w żaden sposób na własną rękę nie potrafią sobie zorganizować wypoczynku, potrzebują być prowadzeni za rękę od wejścia na lotnisko do wyjścia z niego, a potem objęci opieką rezydenta. Spędzają czas wśród niemieckich emerytek, tylko jedząc, leżąc i wyciągając ręce po rozcieńczane we wszystkich kolorach tęczy drinki. Ale bez przesady, czasem uda się przeżyć fajne wakacje wykupione w biurze podróży. Nie zawsze jest bowiem czas na planowanie i organizację wypoczynku na własną rękę, jak to było w naszym przypadku. Szybka decyzja, bo okazało się, że razem wolne możemy mieć jedynie w czerwcu. I polecieliśmy na Cypr, już drugi raz. Można mieć frajdę i z takich wakacji, najważniejsze by być razem, by umieć wspólnie budować zamki z piasku i mega fortece, uczyć nurkować mamę, ćwiczyć jogę, grać wspólnie w gry czy wsiąść w taksówkę czy autobus i ruszyć przed siebie, nie pytając o drogę rezydenta. 

Kosmetyki


Tutaj mam dwa hiciory, z czego jeden już kiedyś pojawił się u mnie na blogu. Ten zupełnie nowy to Sok-tonik-esencja Juice in Motion od Lush Botanicals. To moje pierwsze zetknięcie z tą marką. Robiąc zero waste'owe zakupy w Szklanym składziku dorzuciłam właśnie ten produkt, bo akurat potrzebowałam toniku do twarzy i od dawna byłam ciekawa tych polskich naturalnych kosmetyków z lodówki, bo wiedzieć należy że są one pozbawione konserwantów, należy więc je zużyć około 10 tygodni od daty produkcji i przechowywać właśnie w lodówce. Stosuję go już około 6 tygodni i uważam, że to produkt genialny, mega odżywczy, taki pokarm dla skóry. Rewelacyjnie koi, przynosi ulgę skórze, ale też orzeźwia, a wszystko za sprawą soku z aloesu. Skóra jest po nim nawilżona, miękka i lekko napięta. No i ten mocno cytrusowy zapach. Produkt ma wiele zastosowań, ale ja najczęściej używam go jako ostatni etap pielęgnacji, zwyczajnie tonizuję nim twarz i lekko wklepuję traktując Juice in Motion jako serum. Jak dla mnie bomba!


Kolejny bombowy kosmetyk, o którym w zasadzie już kiedyś pisałam, i jest moim hitem od dawna to brązujący balsam do ciała i twarzy pomarańcza z cynamonem od Mokosh. Uwielbiam ten produkt i do tej pory nie trafiłam na fajniejszy balsam brązujący, niż ten właśnie. Świetnie podbija kolor, ale nie jest nachalnie pomarańczowy, nie pozostawia mazai ani smug i nie śmierdzi, jak typowy balsam brązujący czy samoopalacz. Do tego świetnie się rozprowadza, bo ma lekką konsystencję, nawilża skórę i naprawdę pięknie pachnie pomarańczami. To mój letni przyjaciel. Znajdziecie go w Eco and well


A jeżeli już będziecie tam robić zakupy, to koniecznie dorzućcie do koszyka Zojo Elixirs - The Gorgeous Formula, bo warto zadbać o siebie nie tylko od zewnątrz, ale też od wewnątrz. Są to sproszkowane mieszanki różnych dobroczynnych składników pochodzenia roślinnego, w zależności który eliksir wybierzemy (a jest ich 7) odpowiadający naszym potrzebom urodowym i zdrowotnym. Ja mam akurat ten z trawą jęczmienną, czarną porzeczką, baobabem, ashwagandha, świerzbcem właściwym, triphala (w tym liściokwiat garbnikowy, migdałecznik, migdałecznik chebułowiec) i herbatą matcha. Odkąd stosuję eliksir widzę znaczną poprawę nie tylko kondycji mojej skóry, ale ogólnie lepiej się czuję. Uważam, że warto przyjrzeć się takim organicznym suplementom diety, które są niemodyfikowane genetycznie, wegańskie, bez laktozy i glutenu, pestycydów, nawozów, konserwantów, substancji polepszających smak i kolor, do produkcji których użyte są nieprzetworzone surowce organiczne tłoczone na zimno.

Książki


W maju i czerwcu przeczytałam sporo książek (recenzje większości znajdziecie TU), ale dwie pozycje szczególnie skradły moje serce, dlatego o nich tutaj wspominam. Pierwsza książka to nowy thriller Magdy Stachuli "Oszukana", z którą jestem w zasadzie od pierwszej książki i bardzo mocno jej kibicuję. Zawsze z utęsknieniem czekam na jej nową powieść, i jak do tej pory nie zawiodłam się na żadnej. Tym razem poznajemy historię młodziutkiej Leny, która mieszka ze sporo starszym od siebie chłopakiem i psem Biszkoptem w pięknej willi nad jeziorem w cichej i spokojnej miejscowości. Wydawać by się mogło, że wiodą sielskie, ustabilizowane życie. Jednak oboje skrywają swoje tajemnice. Co więc takiego wydarzyło się w przeszłości każdego z nich, że przed czymś tak usilnie uciekają? Magda Stachula ma styl pisania, który bardzo mi odpowiada, nie pozwala oderwać się od czytanej lektury, nie można jej sobie dawkować, bo rozdział za rozdziałem wciąga jeszcze bardziej. Naprawdę sensownie i bardzo realistycznie skonstruowany thriller, bardzo intrygujący i z nieszablonowym zakończeniem. Bardzo na tak!


Kolejna książka to "Kolory pawich piór" czyli jedna z pierwszych powieści Jojo Moyes, ale dopiero teraz wydana w Polsce. Ja osobiście jestem fanką Jojo Moyes, dlatego mam na półce wszystkie jej książki. "Kolory pawich piór", pisząc w skrócie, to wielopłaszczyznowa historia, gdzie skomplikowane ludzkie losy jednego pokolenia mają wpływ na losy kolejnego. To powieść która składa się z nie jednej, a kilku historii, o poszukiwaniu miłości, swojego miejsca na ziemi, trudnych rodzinnych relacjach i tajemnicach, skrywanych latami. Tym razem Moyes nie podarowała nam ciepłej i lekkiej lektury, a poruszające do głębi, ciężkie historie kobiet, które poszukują siebie, stają przed niełatwymi życiowymi wyborami, walczą o swoje marzenia i mierzą się z rodzinnymi tragediami, dlatego książka wymaga czasu i skupienia. Autorka nie omija trudnych tematów i stawia swoje bohaterki przed różnymi życiowymi dylematami, pokazuje że nic nie jest ani białe, ani czarne, jak życie każdego z nas.

Serial


Ten serial obejrzeliśmy w zaledwie trzy wieczory. Fakt, jest to tylko 10 trzydziestominutowych odcinków, ale fabuła od początku wciąga i w dalszej części zawiera sporo ciekawych zwrotów akcji, która z odcinka na odcinek nabiera tempa, a na jaw stopniowo wychodzą szczegóły z życia głównych bohaterek. Wprawdzie szybko wyczuliśmy pismo nosem czyli zorientowaliśmy się co tu tak naprawdę jest grane, to z przyjemnością obejrzeliśmy cały serial. Ogromny plus za koncertowo zagrane role, zarówno przez Christinę Applegate (Jen), jak i Lindę Cardellini (Judy). Polecam, jeżeli jeszcze nie oglądaliście!



















W lecie zawsze czytam najwięcej. Pewnie dlatego, że długo jest jasno i nie pędzę spać już o 21. To jeden z moich najlepszych sposobów na odpoczynek i relaks. Mam już pokaźną listę książek do przeczytania w te wakacje, co nie oznacza że lista jest już zamknięta. Stale bowiem przybywają nowe pozycje. Skupiam się ostatnio na takich książkach, które mnie wciągną, zrelaksują, słowem ma być lekko i przyjemnie. Bo kiedy za oknem temperatura powyżej trzydzieści stopni nie w głowie mi ciężkie tematy czy rozkminy filozoficzne. Co zatem będę czytała w najbliższym czasie? Zobaczcie koniecznie, co więcej polecajcie w komentarzach Wasze propozycje. Chętnie zapoznam się z Waszymi poleceniami. Kolejność książek zupełnie przypadkowa.

1. Peter James "Twoja kolej na śmierć"


Ta książka już za mną. To jedenasta częścią serii przygód nadinspektora Roya Grace'iego. Tym razem głównemu bohaterowi przyjdzie się zmierzyć z seryjnym mordercą, zwanym wypalaczem, który pojawia się w spokojnym nadmorskim kurorcie. Pisana jest dość lekkim piórem, ale pełno tu zwrotów akcji i zaskoczeń. Jeżeli lubicie dobre kryminały i thrillery to ta książka jest z cała pewnością dla Was. 


Kolejny kryminał, po który naprawdę warto sięgnąć.  Dobrze udokumentowana intryga, wartko tocząca się akcja, niespodziewane zwroty i zaskakujące zakończenie to tylko niektóre zalety ksiazki. Niedługo na blogu pojawi się recenzja, bo właśnie skończyłam ją czytać. Czy pracownica FBI Emmy Dockery zwariowała czy jednak istnieje ogniwo łączące setkę nierozwiązanych spraw?

3. C.L. Taylor "Teraz zaśniesz"


Ta książka jest na mojej liście do przeczytania. Premiera przypada na sam początek lipca, więc niebawem będzie u mnie. Sporo dobrych opinii o niej przeczytałam, dlatego zdecydowałam się na zakup. 


A to propozycja dla wielbicieli dzienników. Powieść  pełna ironicznego humoru i celnych obserwacji.
"Arthur Ophof zupełnie inaczej wyobrażał sobie swoje życie. Marzył o emocjonujących podróżach w odległe rejony świata, a zamiast tego tkwi godzinami w ulicznych korkach. Jego małżeństwo utknęło w martwym punkcie i stało się równie nudne i nieekscytujące, jak jego przyjazne rodzinom z dziećmi sąsiedztwo. Piątkowe popołudnia spędzane w towarzystwie trzech najlepszych kumpli są jedyną osłodą jego monotonnej egzystencji. Arthur zbliża się do pięćdziesiątki i ma poczucie, że czas ucieka.
Kiedy jego pracodawca „z żalem pozwala mu odejść”, Arthur – z całkiem niezłą odprawą – dostrzega szansę na rozpoczęcie życia na nowo…".

5.Guillaume Musso "Zjazd absolwentów"


Na tę książkę czekam bardzo mocno. Uwielbiam Musso i jestem Mu wierna od pierwszej powieści, która ukazała się w Polsce.Podobno ta ksi9ażka zachwyci fanów Prawdy o sprawie Harry’ego Queberta Joëla Dickera, Nie mów nikomu Harlana Cobena, Zaginionej dziewczyny Gillian Flynn czy Tajemnej historii Donny Tartt. Nawet miłośnikom Miasteczka Twin Peaks spodoba się atmosfera tej powieści!

6. Magda Stachula "Oszukana"


Po ksiażki Magdy Stachuli sięgam od samego początku. Moja przygoda z jej twórczością zaczęła się od "Idealnej", która ustawiła wysoką poprzeczkę. I tak naprawdę to dzięki tej właśnie książce rozkochałam się w thrillerach psychologicznych. Jestem właśnie po lekturze "Oszukanej" i okazuje się że tak powieść również trzyma wysoki poziom! Tym razem poznajemy historię młodziutkiej Leny, która mieszka ze sporo starszym od siebie chłopakiem i psem Biszkoptem w pięknej willi nad jeziorem w cichej i spokojnej miejscowości. Wydawać by się mogło, że wiodą sielskie, ustabilizowane życie. Jednak oboje skrywają swoje tajemnice. Co takiego wydarzyło się w przeszłości, że przed czymś uciekają? Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę!

7. Jojo Moyes "Kolory pawich piór"


Książki Moyes też bardzo lubię i aktualnie czytam jedną z jej pierwszych powieść, ale wydaną w Polsce teraz. "Kolory pawich piór" to wielopłaszczyznowa historia, gdzie skomplikowane ludzkie losy jednego pokolenia mają wpływ na losy kolejnego.

8. Michelle Gable "Dom na klifie"


Okładka tej książki mignęła mi wiele razy na Instagramie, a opisy jednoznacznie zachęcają do przeczytania. "Ocean, dzikie róże na wydmach i wspaniały Dom na Klifie wznoszący się na szczycie urwiska Sconset w Nantucket. Po czterech latach nieobecności lekarka Bess Codman odwiedza letnią posiadłość należącą do pradziadków. Z powodu erozji gleby dom osuwa się do morza. Bess jest zmuszona odłożyć na bok wspomnienia, spakować rzeczy, opróżnić dom i poradzić sobie z matką, która nie chce opuszczać rodzinnej posiadłości. Kobieta musi zmierzyć się nie tylko z rodzinnymi wspomnieniami, ale także stawić czoła swej miłości sprzed lat".

9. Diane Chamberlain "Wyśniłam Cię córeczko"


Mam ją na czytniku, ale jeszcze nie zaczęłam zacząć czytać. Natomiast wszystkie przeczytane ksiażki Chamberlain uważam za świetne, więc bardzo jestem tej ciekawa historii, a to podobno poruszająca historia matki, która decyduje się wyruszyć w nieznane, by ratować życie upragnionego dziecka.

10. Carin Gerhardsen "Opowiedz mi o nim"


Zapowiada sie całkiem ciekawie - "Tamtego wieczoru Sandrę podwozi pod dom meżczyzna. Za pomoc oczekuje czegoś wiecej niż tylko szklanki whisky. Niedługo potem dochodzi do śmiertelnego wypadku samochodowego. Jeanette jest jednym ze świadków zdarzenia. Nikomu o tym nie mówi. Musi chronić swój sekret. Kerstin niecierpliwie czeka w domu na męża. Nie wie, że już nigdy do niej nie wróci. Cztery lata później Sandra pracuje jako wolontariuszka w telefonie zaufania. Jedna rozmowa sprawi, że głęboko skrywane tajemnice złączą ze sobą trzy kobiety, które nie wiedziały o swoim istnieniu".

11. Colleen Hoover "Coraz większy mrok"


To kolejna propozycja z Wydawnictwa Otwarte. Tym razem to szokująca opowieść o małżeństwie, obsesji i manipulacji. "Verity Crawford, sławna autorka thrillerów, zostaje sparaliżowana wskutek tragicznego wypadku. Jej mąż zatrudnia pisarkę Lowen Ashleigh, by dokończyła bestsellerową serię książek chorej żony. Podczas przygotowań do pracy w posiadłości Crawfordów Lowen w stosie notatek znajduje niepublikowany dotąd materiał. Tekst, który miał na zawsze pozostać tajemnicą, okazuje się wstrząsającą spowiedzią Verity. Odkrywając sekrety autorki, Lowen coraz bardziej pogrąża się w mroku i niebezpiecznie zbliża się do jej męża Jeremy’ego. Aż w pewnym momencie staje się częścią życia Crawfordów, jeszcze bardziej niepokojącego niż thrillery Verity...

12. Ulrich A. Boschwitz "Podróżny"

Bardzo zaciekawił mnie opis ksiażki na stronie Wydawcy, że to taki "List w butelce z nazistowskich Niemiec", dlatego skusiłam się na tę książkę i już u mnie jest. Dodatkowo przeczytałam, że można ją potraktować jako uniwersalną opowieść o ludziach, którym przyszło poznać czyste dobro i najgorsze zło, a potem dokonać wyboru.

13. Agata Przybyłek "Historia naszych pożegnań"


Widzę, że w przewadze pokazuję ksiażki zagranicznych autorów, więc dla odmiany coś z naszego rodzimego podwórka. Przyznam szczerze, że jeszcze nie czytałam żadnej ksiażki tej autorki, a widzę, że ma w dorobku kulka pozycji. Tym razem opowiada historię o dwóch Basiach.

14. Kerry Fisher "Sekretne dziecko"


Ta książka za całą pewnością spodoba się miłośniczkom powieści Liane Moriarty, Jojo Moyes czy Diane Chamberlain. To opowieść o rodzinnych tajemnicach i skrywanych latami kłamstwach, które pewnego dnia i tak wychodzą na jaw.












Jednym z moich ulubionych wydawnictw od bardzo dawna jest Wydawnictwo Albatros. Zazwyczaj poszukiwania książek do przeczytania rozpoczynam od przeszukania nowości i zapowiedzi wydawniczych od ich strony internetowej. I tak właśnie dowiedziałam się, że już niebawem ukaże się nowa książka mojego ulubionego pisarza Guillaume Musso. Zanim jednak to nastąpi, pewnie przeczytam szereg innych powieści. W czerwcu zamówiłam sobie 3 nowości z Wydawnictwa Albatros, z czego jedną już przeczytałam. To thriller Petera Jamesa "Twoja kolej na śmierć", na którego recenzję Was serdecznie zapraszam. 

"Twoja kolej na śmierć" Petera Jamesa, jednego z najbardziej poczytnych brytyjskich autorów i zdobywców wielu nagród literackich, jest jedenastą częścią serii przygód nadinspektora Roya Grace'iego. Tym razem głównemu bohaterowi przyjdzie się zmierzyć z seryjnym mordercą, zwanym wypalaczem, który pojawia się w spokojnym nadmorskim kurorcie.

Swoje ofiary starannie selekcjonuje i wybiera kobiety według określonego wzoru i skrupulatnie nad nimi pracuje. Młode mieszkanki Brighton z długimi brązowymi włosami mogą czuć się zagrożone, bo takie właśnie kobiety wybiera morderca, żeby je gwałcić, torturować, a ostatecznie zabijać. Każdą swoją ofiarę nazywa Projektem i wypala na jej ciele gorącym żelazem napis: "I nie żyjesz", wysyłając tym samym przekaz, że stały się jego własnością.

Roy Grace będzie musiał zmierzyć się z nie lada wyzwaniem, ponieważ jak się okazuje seryjny morderca jest dobry w tym co robi. Zaczyna się więc wyścig z czasem, kto będzie sprytniejszy policjanci czy wypalacz?

To moje pierwsze zetknięcie z twórczością Petera Jamesa, ale z całą pewnością nie ostatnie, bo robi naprawdę ogromne wrażenie. Niejednokrotnie pojawiały się u mnie ciarki podczas czytania. Książka pisana jest w taki sposób, że ma się poczucie bycia w samym centrum wydarzeń, wszystkie sceny są bardzo realistyczne. Książka pisana jest dość lekkim piórem, ale pełno tu zwrotów akcji i zaskoczeń. Jeżeli lubicie dobre kryminały i thrillery to ta książka jest z cała pewnością dla Was.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros




Śledzę na bieżąco nowości i zapowiedzi wydawnicze. Zazwyczaj, gdy książka zwróci moją uwagę ląduje na długiej liście "do przeczytania". Tak było i z książką "Zamiana". Jest ze mną już jakiś czas, ale dopiero ostatnio miałam przyjemność ją przeczytać. 

Książka opowiada historię małżeństwa Caroline i Francisa. Ludzi, którzy są już mocno sobą znudzeni, ich małżeństwo przechodzi głęboki kryzys, a każde z nich szuka szczęście gdzie indziej. Mąż, psychoterapeuta pomagający rozwiązywać problemy małżeńskie, trochę zgryźliwy, zmagający się z depresją, szuka pomocy w lekach, przez co się od nich uzależnia. Natomiast fascynacja młodszym kolegą z pracy powoduje, że Caroline zdradzam męża i wikła się w gorący romans. Zakochana kobieta zastaje całkowicie zmanipulowana przez młodego kochanka.

Carolina i Francis podejmują jednak próbę walki o małżeństwo. Postanawiają odbudować zniszczone relacje odpoczywając od monotonii codziennego życia, spędzając wakacje tylko we dwoje, z dala od domu i dziecka. Kobieta wpada na pomysł zamiany mieszkań. Rejestruje się na stronie internetowej, gdzie można zgłosić swój dom do zamiany. Pewnego dnia ktoś odpowiada na jej ogłoszenie i małżonkowie trafiają do bardzo eleganckiego domu na przedmieściach Londynu. Dom ma bardzo surowy wystrój, pozbawiony jest zupełnie osobistych akcentów, ale Caroline ma wrażenie że właściciel domu, dobrze ją zna. Drobne szczegóły, takie jak kwiaty w łazience czy dobór muzyki wytracają kobietę z równowagi i sprawiają, że domyśla się ona, że ktoś z przeszłości nie chce jej dać o sobie zapomnieć. Kim jest ów tajemniczy nieznajomy i czy ujawni tajemnicę Caroline? I komu małżeństwo wynajęło swój dom?

Książkę czyta się dość szybko i przyjemnie. Nie znajdziecie tutaj jednak mega zwrotów akcji i raczej nie doświadczycie zbyt dużego dreszczyku emocji czy zaskoczenia, ale to idealna lektura dla kobiet na letnie wieczory. Według mnie jest to bardziej literatura obyczajowa z ciekawą tajemnicą aniżeli thriller.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy.






















Uwielbiam skandynawskie seriale kryminalne, więc kiedy natrafiłam na norweski thriller psychologiczny wiedziałam, że to będzie słuszny wybór. Ostatnio panuje "moda" na skandynawską literaturę i ja się jej bez oporów poddałam. A książka "Odbiorę ci wszystko" tylko potwierdziła moje przekonanie, że to jedne z lepszych książek w swoim gatunku.

Główną bohaterką jest Clara, inteligentna kobieta sukcesu, która pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości i kiedy ją poznajemy skupia się na pracy nad nową ustawą chroniącą bezbronne dzieci będące ofiarami przemocy domowej. Często takie dzieci, mocno poturbowane trafiają do szpitala, w którym lekarzem jest jej mąż Haavard. Pewnego dnia do szpitala trafia zmaltretowany czteroletni chłopiec i okazuje się, że bił bity przez lata. Niestety chłopca nie daje się uratować i umiera. Małżeństwo jest bardzo wstrząśnięte historią chłopca, a Haavard ma ogromne wyrzuty sumienia, że nie zrobił nic, by zapobiec takim tragediom. Pragnie nagłośnić sprawę maltretowania dzieci. W tym samym czasie ginie ojciec pobitego chłopca. Pojawia się pytanie czy ktoś zamordował go w odwecie za pobicie syna czy był to zwykły przypadek? To jednak nie wszystko, bo zaczynają ginąć kolejne osoby, które odpowiedzialne są za znęcanie nad dziećmi. 

Służby policyjne zaczynają podejrzewać o zabójstwo Haavarda. Pediatra zostaje zatrzymany. Życie małżonków, dotąd wydawałoby się szczęśliwe i poukładane, zaczyna wymykać się spod kontroli. Do głosu dochodzą mocno skrywane tajemnice i zaskakujące informacje. Tylko krok dzieli miłość od obojętności. Nic nie jest takie, jakie było jeszcze przed chwilą. 

"Odbiorę ci wszystko" to rewelacyjnie napisany thriller, mocno angażujący czytelnika, skłaniający do przemyśleń, zdecydowanie wyróżniający się spośród tych, które ostatnio przeczytałam. To jedna z tych książek, o której nie zapomina się zaraz po jej zamknięciu. Książka porusza wiele trudnych tematów, w tym maltretowanie dzieci, zdradę, kłamstwa. Ogromy plus za zakończenie, którego absolutnie się nie spodziewałam. Autorka też zgrabnie manipulowała szczegółami, budowała napięcie, że łatwo dałam się zwieść co do mordercy.

Z utęsknieniem czekam na kolejną powieść autorki. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Wielka Litera.






















Książki Stefana Dardy "Przebudznie zmarłego czasu. Powrót" zdecydowanie nie mogłam sobie odmówić, z racji tego, że rzecz dzieje się w moim rodzinnym Przemyślu. To pierwsza część horroru kryminalnego, traktującego o tajemnicach mieszkańców mojego ukochanego Przemyśla. To moje pierwsze zetknięcie z twórczością Stefana Dardy i przyznam szczerze, że autor ma oryginalny styl i z całą pewnością nie do podrobienia. 

Akcja w książce rozgrywa się, jak już pisałam, w Przemyślu, który jest tutaj wyjątkowo pięknie opisany, aż nie mogę się doczekać, żeby znów tam pojechać. Głównym bohaterem jest Jakub Domaradzki, który wychodzi z więzienia, po niesłusznie wydanym wyroku. Spod bram więzienia ma go odebrać wuj Olgierd Lang, ale dziwnym trafem okoliczności, tego samego dnia popełnia samobójstwo. Zostawia jednak pożegnalny list, który tylko potwierdza przypuszczenia Kuby, że wuj jednak nie popełnił samobójstwa. Był to sympatyczny, racjonalny starszy pan, fryzjer z przemyskiego starego miasta. Postanawia więc zbadać śmierć krewnego, bo nie wierzy policji, która twierdzi, że do jego śmierci nie przyczyniły się osoby trzecie lub ewentualnie odkryć motywy samobójstwa ukochanego wuja. 

W śledztwie pomaga mu Pani Róża, przyjaciel Ludwik oraz January Osóbka-Grudnik, którego fascynuje przemyska gemma. Prowadząc własne śledztwo Kuba odkrywa pod podłogą zmarłego skarb w postaci ogromnej ilości gotówki i zaczyna podejrzewać wuja o kradzież największego przemyskiego skarbu - gemmy czyli magicznego amuletu typu hystera, wykonanego z heliotropu. Amulet ma wielką moc, ale też stanowi wielkie niebezpieczeństwo. 

W czasie śledztwa, które rozpoczyna główny bohater, poznajemy historię samego Jakuba, którego wydaje się prześladuje w życiu pech, a jedno wydarzenie potrafi zmienić całe życie. Ciekawi mnie jak potoczą się dalsze lody Kuby Domaradzkiego. Z niecierpliwością więc czekam na kolejną część. 

Historia w najnowszej powieści Stefana Dardy "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" wciągnęła mnie bez reszty już od pierwszych stron. Akcja rozgrywa się tutaj dość płynnie, ale nie z zawrotną prędkością, fragmenty pisane gwarą idealnie oddają klimat miejsca, w którym rzecz się dzieje. Napięcie wyczuwalne niemal na każdej stronie, tylko wzmacnia chęć czytania więcej i więcej. Dodatkowy plus za dbałość o każdy szczegół, czy to opisując miasto czy kreując bohaterów. 

Serdecznie zachęcam do przeczytania książki, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza. Jestem pewna, że po tej lekturze zapragniecie odwiedzić Przemyśl. 













W ostatnim czasie zazwyczaj sięgam po thrillery, kryminały czy ksiażki psychologiczne, ale czasem, zwłaszcza gdy za oknem piękna, słoneczna pogoda, mam ochotę poczytać coś zgoła odmiennego. Dlatego skusiłam się na książkę Helen Hoang "Więcej niż pocałunek", która jest połączeniem romansu z elementami psychologicznymi. Książki z takiego gatunku literackiego nie czytałam od lat. Spodobała mi się bardzo okładka, ale czy środek również? Odpowiedź znajdziecie poniżej. 

Główną bohaterką książki jest Stella, trzydziestoletnie kobieta  która cierpi na zespół Aspergera. Jej kariera zawodowa wspaniale się rozwinęła, bo kobieta odniosła ogromny sukces zajmując się w dobrze prosperującej firmie ekonometrią. Niestety jej życie prywatne nie jest takie, jak by sobie sama życzyła. Choroba w znacznym stopniu ogranicza jej prawidłowe interakcje z otoczeniem. Do tego wszystkiego dochodzą również naciski ze strony rodziców, którzy martwią się o córkę i jej brak partnera w życiu. Stella niepowodzenia w życiu rodzinnym rekompensuje sobie pracą, zatracając się w równaniach matematycznych i schematach. Wpada jednak na pomysł, że zatrudni mężczyznę, który pomoże jej ćwiczyć zachowania pozwalające nawiązać zdrową relację. 

Wybrankiem okazał się przystojny Michael, który zmagał się z problemami rodzinnymi, długami i częstym porównywaniem się do ojca. Młodzi ludzie zawierają układ i ustalają, że trzy lekcje będą idealnym rozwiązaniem. Czy jednak uda im się zrealizować plan? Czy ich współpraca przerodzi się w coś więcej? Czy sobie nawzajem pomogą? Tego dowiecie się sięgając po książkę.

Książka jest napisana bardzo lekkim piórem, dlatego czyta się ją z wielką przyjemnością. Sporo w niej momentów humorystycznych, wzruszających, romantycznych chwil. Autorka zaznajamia nas z problemami, z jakimi na codzień zmagają się ludzie z zespołem Aspergera. Czyni to bardzo przekonywująco i realistycznie, ponieważ sama zmaga się z tym problemem, więc książka jest dla niej swoistego rodzaju terapią.

Bardzo zgrabnie i w wyważony sposób Helen Hoang opowiada historię Stelli i Michaela. Myślę, że to książka idealna na letnie popołudnie na hamaku.

Książka została wydana nakładem Wydawnictwa MUZA.

















Zazwyczaj sięgam po thrillery obcojęzycznych pisarzy, ale w ostatnim czasie udało mi się przeczytać świetną historię napisaną przez rodzimą pisarkę Agnieszkę Pietrzyk. "Zostań w domu" to jeden z lepszych thrillerów, który udało mi się ostatnio przeczytać. Zapraszam was na recenzję.

Wigilia. Elbląg. Okulickiego 14. Jedenastokondygnacyjny szary blok z wielkiej płyty, liczący sześćdziesiąt cztery mieszkania i prawie dwustu lokatorów, którzy stają się zakładnikami. W ferworze przygotowań do Wigilii, biegający w przebraniach Mikołaja mężczyźni, nikogo nie dziwią, do momentu kiedy mieszkańcy bloku na swoich wycieraczkach znajdują karteczki z informacją, że są zakładnikami, nie mogą wyjść z mieszkań, a każda próba opuszczenia bloku zakończy się detonacją ładunków wybuchowych. Gdy władze spełnią żądania stawiane przez terrorystów, zakładnicy zostaną uwolnieni. Początkowo mieszkańcy bloku z wielkiej płyty podejrzewają, że ktoś zrobił sobie żart, niesmaczny kawał, ale z czasem uświadamiają sobie, że znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie. 

Spora część przebywających w zagrożonym wybuchami budynku jest tam dlatego, że tak wypada. Wspólne, przymusowe przebywanie w jednym miejscu, do tego ogromny stres związany z zagrożeniem, może wywołać mnóstwo spięć, nerwy puszczają, żale skrywane latami mają swoje ujście, a tajemnice wychodzą na jaw. 

Akcję śledzimy też z drugiej strony barykady. Obserwujemy pracę policji, prokuratury, lokalnych polityków oraz  antyterrorystów. Czy ich poczynania pozwolą uratować przerażonych mieszkańców? Czy ulegną żądaniom terrorystów?

"Zostań w domu" to trzymający mocno w napięciu, pełen emocji thriller, ze zwrotami akcji, gdzie sytuacja zagęszcza się ze strony, na stronę i ze świetną kreacją bohaterów, pokazującą do czego zdolny jest człowiek, kiedy jego życiu zagraża niebezpieczeństwo. Zdecydowanie polecam!

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona.






















Jedną z rzeczy, które Twoje dziecko z całą pewnością zapamięta z dzieciństwa, będzie jazda na rowerze. Ten dreszczyk emocji towarzyszący pierwszym jazdom jest nie do zapomnienia. Sama do dziś pamiętam swój "dorosły" rower, który pojawił się w drugiej klasie szkoły podstawowej, a wrażenia z nim związane wspominam do dnia dzisiejszego. Widzę go niemal przed oczami, był biało-czerwony i pamiętam, że siostra przebiła mi w nim oponę już pierwszego dnia. Nie wyobrażam sobie więc, żeby Alexandra pozbawić takich wspomnień, frajdy i wolności jaką daje jazda na rowerze, zwłaszcza że w naszym mieście jest sporo ścieżek rowerowych i zalew niedaleko. Cudownie jest też poczuć przyjemne zmęczenie (a my bardzo lubimy dość ekstremalnie pojeździć, np. po lesie) po wspólnej wyprawie rowerowej. To też świetny czas na bycie razem, na pikniki, rozmowy, odstresowanie się po całym dniu czy tygodniu szkoły czy pracy. Za nami już kilka ciekawych wypraw rowerowych, ale wiem że to najlepsze dopiero nadejdzie, bo przecież wakacje  dopiero przed nami. 

Często wybór właściwego roweru dla dziecka, to nie lada wyczyn, czasem to dylematy, jak przy zakupie samochodu :) Alexander już swój rower ma i sprawdza się rewelacyjnie, dlatego z chęcią podzielę się z Wami informacjami na temat tego, czym kierowaliśmy się przy wyborze roweru dla najmłodszego członka rodziny. Opracowaliśmy sobie kilka wskazówek i okazały się one niezwykle pomocne, dlatego pomyślałam że  podzielę się nimi tutaj, bo może i Wam się przydadzą, pomogą zaoszczędzić czas na szukaniu wymarzonego roweru dla dziecka. Warto mądrze wybrać rower, by jazda na nim była przyjemnością, a nie udręką, by dziecko pokochało przejażdżki rowerowe.



5 rzeczy, które warto wiedzieć przed zakupem roweru dla dziecka:

Rozmiar i bezpieczeństwo

Myślę, że w pierwszej kolejności należy rozważyć kwestię rozmiaru. Aby dziecko było bezpieczne ważne jest, aby rower nie był ani za duży, ani za mały. Wielkość roweru mierzona jest średnicą opon i rozmiarem ramy, np. wiele dzieci startujących na rowerach pedałowych naukę jazdy rozpoczyna na rowerze 14'' lub nawet 16'' (ramy często też podawane są w calach, czasem w cm). Najbardziej niezawodnym sposobem na dobranie odpowiedniego rozmiaru roweru dla każdego dziecka jest  zmierzenie jego nogi. Przed zakupem należy więc zmierzyć wewnętrzną stronę nogi, aby ustalić minimalną wielkość ramy. Odpowiedni dobór ramy ma wpływ nie tylko na komfort jazdy, ale również na sterowanie pojazdem czy pełny zakresu ruchu mięśni. Warto zastanowić się nad wyborem ramy o obniżonej górnej rurze, która zdecydowanie ułatwia wsiadanie na rower, a także zwiększa bezpieczeństwo mniejszych użytkowników. Pamiętajcie dziecko ma się czuć na nim pewnie! 

Im lżejszy, tym lepiej

Jedną z istotnych kwestii przy wyborze roweru dla dziecka jest też jego waga. Wiele dobrej jakości marek rowerów podkreśla fakt, że ich model jest wyjątkowo lekki. Jest to dowód na to, że taki rower jest dobrze zaprojektowany i wykonany z dobrych komponentów. Im cięższy rower, tym trudniej dziecku na początku. Dobrze, jak dziecko samo jest w stanie podnieść swój rower.

Skuteczne hamulce 

Na drodze jest naprawdę wiele rzeczy, które mogą pójść źle, należy więc zwrócić uwagę, by hamulce działały prawidłowo. Niezależnie od tego jakie wybierzemy hamulce zawsze warto pomyśleć o ich jakości. Hamulce ręczne powinny działać lekko i nie wymagać dużego wysiłku, a dodatkowo powinny być w małej odległości od kierownicy, aby dziecko bez problemu mogło je złapać. Czyli hamulce mają być skuteczne, trwałe i łatwe. 

Przerzutki rzecz cenna

Rowery 12 czy 16 calowe rzadko posiadają przerzutki, ale rowery 20 calowe i większe posiadają już to cenne rozwiązanie techniczne. Dobrze dobrany napęd pozwoli dziecku poruszać się po bardziej zróżnicowanym terenie i z większą łatwością pokonywać spore podjazdy. My od początku zwracaliśmy uwagę na przerzutki, jak i np. na amortyzator przedni, bo wiedzieliśmy, że będziemy sporo jeździć po trudniejszym, niż ścieżki rowerowe, terenie. Dzisiaj sporo marek dziecięcych rowerów posiada obrotowe manetki w rączce, co zdecydowanie ułatwia jazdę.

Dobór dobrych jakościowo dodatków

Obecnie wybór dodatków do rowerów jest naprawdę ogromny, od dzwonków, poprzez błotniki na koszykach skończywszy. Również i w tym przypadku warto zwrócić uwagę na ich jakość, bo często kiepskiej jakości dodatki bardziej przeszkadzają w jeździe, niż ją usprawniają. Niektóre dodatki są całkowicie zbędne (według mnie np. koszyk, który często zaburza równowagę roweru), ale już porządna nóżka jest niezwykle przydatna. Jeżeli rower nie jest w nią wyposażony, z całą pewnością warto ją dokupić.

My w tym roku zdecydowaliśmy się na rower marki Kellys ze sklepu AMBike.pl, gdzie dokupiliśmy również wszystkie potrzebne akcesoria, w tym porządną nóżkę dedykowaną do roweru, dzwonek oraz blokadę.


Kiedy wybór roweru mamy już za sobą, należy w pierwszej kolejności pomyśleć o kasku. Nie wyobrażam sobie, żeby szaleć na rowerze, hulajnodze czy rolkach bez kasku. Dzieci dość szybko na tych sprzętach osiągają spore prędkości, często są nieuważne, więc o wypadek nietrudno. Mój syn nie był nigdy zwolennikiem kasku i często musieliśmy mu o tym przypominać, a czasem wręcz nakłaniać do jego założenia. Być może wynikało to z tego, że nie trafiliśmy na odpowiedni. Wcześniej mieliśmy typowy "orzeszek", a teraz kupiliśmy bardziej klasyczny. Jest płytki, ma dobrą wentylację i lekko wystający daszek chroniący przed słońcem. Myślę, że jest idealny właśnie na rower. "Orzeszki", moim zdaniem, lepiej sprawdzają się na hulajnogę czy rolki, gdzie łatwiej o wywrotkę do tyłu, a one świetnie chronią potylicę.


Przy wyborze kasku niezmiernie ważne jest aby dopasować go do głowy dziecka. Istotna jest też waga kasku (spoczywa on przecież cały czas na głowie dziecka), wentylacja (dzieci najczęściej szaleją na swoich sprzętach wówczas, gdy jest ciepło) oraz zapięcie, aby było łatwe i miało możliwość regulacji. Wszystkie te parametry spełnia kask marki UVEX, na który w tym roku postawiliśmy. Już dziś wiem, że to był dobry wybór, bo Alexander w końcu zakłada kask z przyjemnością i bez narzekania. Pisałam już wcześniej o tym kasku na Facebooku.


Myślę, że powinnam tutaj wspomnieć o jeszcze jednym fajnym produkcie, który zabieramy ze sobą na każdą wycieczkę rowerową. Często jeździmy po lesie, czasem robiąc sobie tam mini pikniki, czy zatrzymujemy się nad brzegiem zalewu, dlatego zawsze towarzyszy nam fajne, małe urządzenie, które chroni przed kleszczami i pchłami. Nie wiem czy słyszeliście o Tickless - urządzeniu emitującym impulsy ultradźwiękowe, które są niesłyszalne i całkowicie nieszkodliwe dla ludzi, ale blokujące narząd Hallera u kleszczy, przez co nie są w stanie skutecznie namierzyć żywiciela? Ja zwracam uwagę na zabezpieczenie przed kleszczami, dlatego w zeszłym roku kupiliśmy Tickless po raz pierwszy, w tym roku również się w niego zaopatrzyliśmy. Jeżeli chcecie więcej poczytać o tym urządzeniu, koniecznie zerknijcie na stronę producenta.

Okulary ze zdjęcia są marki Real Shades i pisałam o nich w zeszłym roku o TUTAJ. Służą nam do dzisiaj, są niezawodne!
Jeżeli spodobał Ci się post może warto go udostępnić, by ktoś oprócz Ciebie również skorzystał. Będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz komentarz, klikniesz Lubię to czy udostępnisz wpis na Facebooku. Zapraszam Cię także na moje konto na Instagramie, gdzie znajdziesz zdjęcia tego, co kocham.











Obsługiwane przez usługę Blogger.