Alexander poczuł niedawno miętę do gier komputerowych. Długo wzbranialiśmy się przed tą formą rozrywki, a ja to już w ogóle zło najgorsze upatrywałam w tego typu zabawach. Niestety szkolna rzeczywistość zweryfikowała moje plany co do tego, że gry na konsolę czy telefon odkryje dopiero po osiemnastce. O ja głupia! Myślałam, że ten Xbox będzie sobie stał nieruszany przez kolejne lata. A tu ups. Nic z tego! Poszło mi dziecko do szkoły i pojawiły się pytania - "mamo, a dlaczego inni mogą a nie ja?", "mamo czy mogę zagrać?, no plisss". Nie ulegałam tym plisom długo, aż razu pewnego za namową męża uległam. I wiecie co? Po raz kolejny niepotrzebnie tak się bałam. Mądre to moje dziecko jednak bardzo, bo wcale Jego świat nie zatrzymał się na tych grach. Cudownie jest słyszeć, jak mówi - "wolę, żebyś mi dziś poczytała". To miód na moje matczyne serce, wynagradzający wszystkie wydane na książki złocisze i codzienne czytanie od niemowlaka. Fajnie jest ulokować się razem na łóżku, grzać nóżki ciepłym termoforkiem i czytać, czytać, czytać. I nie ważne kto komu. Ważne, że książka w ręku i te przeczytane historie w głowie. 

***
Dzisiaj, tak jak niedawno obiecałam, mam dla Was nową porcję książek. Myślę, że mogą być świetnym prezentem pod choinkę. Idealne na długie jesienne i niebawem zimowe wieczory. 

1. "Jaś i Janeczka" Annie M.G. Schmidt - Wydawnictwo Dwie Siostry


Historie Jasia i Janeczki, holenderskich pięciolatków, znamy już na pamięć, ale nadal nas ciekawią i śmieszą. Jaś i Janeczka to dwójka nierozłącznych przyjaciół, mieszkających w sąsiedztwie, którzy wspólnie się bawią, odkrywając przy tym świat. Mają mnóstwo przygód i szalonych pomysłów. Czasem kłócą się i obrażają, ale zawsze się godzą. Są bardzo ciekawi świata. "Jaś i Janeczka" to krótkie opowiadania, które pozbawione są fikcji literackiej i pewnie dlatego są tak bliskie dziecku. Jeśli jeszcze nie macie tych książek w domu, to szczerze namawiam do zakupu!

2. "Co mówi tata Alberta" Gunilla Bergstorm - Wydawnictwo Zakamarki


W domu mamy większość, jak nie wszystkie książki o Albercie. To jedna z naszych najulubieńszych serii. Albert Albertson, to miły kilkulatek, który mieszka ze swoim tatą i kotem o imieniu Puzel. Albert jest niezwykle pomysłowy i ciekawy świata. Czasem boi się zasypiać, czasem uczy się nowych rzeczy i ma tajemniczego przyjaciela Molgana. Tym razem jednak Albert i tata mają naprawdę bardzo dużo do zrobienia. Chłopiec bardzo lubi takie dni, ale tata nie jest zachwycony. Wspólnie jednak porządkują, sortują, układają. Później nadchodzi chwila relaksu i Albert idzie poczytać, ale przerywa mu to uporczywe kapanie. Co to tak kapie? Dowiecie się tego sięgając po książkę. 

3. "Basia. Bajki na dobranoc" Zofia Stanecka - Wydawnictwo Egmont


Myślę, że Basię, podobnie jak Alberta, znają wszyscy. A jeśli nie, to warto zapoznać się z Basią i jej rodziną. Tym razem Basia zaprasza do przeczytania 24 bajek, które są idealne do wspólnego czytania przed snem. Franek, młodszy brak Basi ma problem z zasypianiem, dlatego cała rodzina opowiada mu bajki, bo jedynie to, go usypia. I tak bajki Basi, dziadka, babci, mamy, taty i brata Janka zostały spisane w książce. Wszystkie historyjki i opowiadania sprawiają, że chłopczyk zasypia. Historie opisane w książce opowiadają o tym, co dzieje się dookoła, o tym co intryguje i zachęca, o czym się marzy i do czego się wzdycha. A każda z nich z życzeniem dobrych snów. 

4. "Masza i Niedźwiedź. Złota księga bajek" Magdalena Stojicic - Wydawnictwo Egmont 


Dla wszystkich miłośników Maszy niezła gratka. To zbiór 13 nowych opowieści opartych na odcinkach uwielbianego przez dzieci telewizyjnego serialu o przygodach psotnej Maszy i jej cierpliwego przyjaciela Niedźwiedzia. My całą rodziną lubimy czytać o przygodach rezolutnej Maszy. Tym razem Masza ma urodziny i otrzymuje robota, chatkę Niedźwiedzia nawiedzają kosmici i odkryty zostaje w lesie niezwykły instrument, a głodne wilki porywają koguta, by mieć jajka. A co z tego wyniknie przeczytajcie sami. Opowiadania w książce są wciągające, śmieszne, a sama książka jest pięknie, kolorowo wydana. 

5. "Jacek i Agatka" Chotomska Wanda - Wydawnictwo Wilga


"Jacek i Agatka" to perełka wśród polskich bajek, taka która łączy pokolenia. Na książkę składa się aż dziewięć opowiadań i wspomnienia Ewy Chotomskiej oraz Adama Kiliana o kultowych pacynkach. Za przygodami roztropnej Agatki i jej ciekawskiego brata Jacka kryje się mnóstwo wiedzy o tym, co ważne i czym warto kierować się w życiu, o tym że warto być miłym i dobrym dla siebie nawzajem, że warto być sobą i o tym, że nikt nie chce być samotny. W książce można znaleźć też wiele rymowanek i wierszyków. 

6. "Reksio. Zimowa przygoda" Maria Szarf - Wydawnictwo Papilon


Reksia pamiętam ze szklanego ekranu, kiedy jako mała dziewczynka oglądałam dobranocki. Dlatego teraz z przyjemnością czytam mojemu Synowi o tym sympatycznym psie. Mamy kilka książek z tej serii. Ta jest o zimie, więc jak najbardziej na czasie. Reksio i jego przyjaciele, którzy mieszkają na wsi, zawsze mają co robić, a zwłaszcza teraz, kiedy spadł śnieg. Organizują sportowe zawody: na śnieżki, zjeżdżanie na sankach i nartach. Dzielą się też swoim jedzeniem z głodnymi wronami. A Adaś wybiera się na łyżwy na skutej lodem sadzawce. Tylko czy to jest bezpieczne?

7. "Zima Toli" Anna Włodarkiewicz - Zielona Sowa


To jest nasza trzecia część Toli. Fantastyczna, jak każda poprzednia. Zabawne i pełne uroku opowiadania o Toli i jej najbliższych, o rzeczach które z całą pewnością dzieją się i w naszych domach. Tym razem za oknem zima i Tola z zaciekawieniem poznaje otaczający ją świat. W jej domu czuć świąteczny klimat, bo u dziadków w salonie stoi choinka, którą można później posadzić w ogrodzie, zbierają się pierwsi goście by wspólnie zasiąść do stołu. Czytając książkę będziecie przeżywać radość z pierwszego śniegu i zabawy mamy z córką na ślizgawce, poczujecie szczypiący mróz, gdy Tola będzie pomykać na sankach do przedszkola, a dodatkowo pozachwycacie się cudownymi ilustracjami. Warto więc mieć ją w swojej biblioteczce. 

8. "Kosmiczne święta" Ingelin Angerborn - Wydawnictwo Zakamarki


"Kosmiczne święta" zaczęliśmy czytać 1 grudnia i będziemy to robić codziennie po jednym rozdziale aż do Wigilii. Zupełnie tak, jak się rzecz ma z kalendarzem adwentowym. Książka składa się więc z 24 rozdziałów, które opowiadają o kilkuletniej Rutce, która wraz ze swoimi rodzicami rozpoczęła przygotowania do świąt. Jednak to nie wszystko, bo w jej domu pojawił pewien tajemniczy gość, za sprawą którego giną nożyczki, nóż do sera czy trzepaczka. Przy tej lekturze można się pośmiać, ale też wzruszyć, dostrzec to, że w naszej codzienności czasem zdarzają rzeczy wyjątkowe. Podpatrzeć jak żyją inni ludzie i z jakimi problemami przychodzi im się zmierzyć. 

9. "Szczęśliwy ten, kto dostanie Dunię" Rose Lagercrantz - Wydawnictwo Zakamarki


Lubimy bardzo książki o Duni. Są to opowiadania bardzo bliskie każdemu dziecku. Spotykamy tu bowiem bardzo sympatycznych bohaterów i stykamy się z łatwymi do wychwycenia przez dzieci wartościami, takimi jak rodzina czy przyjaźń. Tym razem Dunia ma już osiem lat i chodzi do drugiej klasy. Dziewczynka marzy o tym, by podczas zbliżających się ferii spotkać się ze swoją przyjaciółką, która wyprowadziła się do Uppsali. W przygotowaniu się do pierwszej samodzielnej podróży pomaga jej babcia. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem i po dziewczynkę nikt nie przychodzi na dworzec. Sytuację jednak ratuje była dziewczyna taty. Jak poradziła sobie podczas podróży Dunia i jak doszło to pomyłki dowiecie się sięgając po książkę. Polecam, bo jest ona naprawdę wartościowa. 

10. "Fantastyczna encyklopedia małych stworów" Alicia Casanova - Wydawnictwo Prószyński i S-ka


"Fantastyczna encyklopedia małych stworów" to książka, która wprowadza nas w baśniowy świat, pełno w niej magii i tajemnic. Opisuje małe stwory, istotki, które kryją się w każdym zakątku domu. Krasnoludy, elfy, trolle czy wróżki chowają się w szafie, pod dywanem, w łazience i w kuchni. Niektóre z nich są bardzo psotliwe, a niektóre pomocne i łagodne. Ta encyklopedia to swoisty katalog małych stworów okraszona przepięknymi ilustracjami. Dzięki tej książce nigdy nie będziesz już zastanawiał się, dlaczego twoja żarówka w nocnej lampce nagle przygasa…




















To, że uwielbiam kosmetyki - to chyba nic odkrywczego, bo w końcu kobietą jestem, to że kocham naturalne kosmetyki - wiecie, bo od bardzo dawna pojawiają się na blogu zazwyczaj tylko takie właśnie. Lubuję się bowiem w pięknych zapachach i cudownych konsystencjach, w przemyślanych składach i uroczych opakowaniach. Dlatego z nieskrywaną radością je kupuję, testuję, a potem tutaj Wam je opisuję. Przeszło pół roku minęło od ostatniego takiego wpisu, a ja w tym czasie sporo nowości otworzyłam, wąchałam, wklepywałam i wmasowywałam. Z tego zasobu kilka kosmetyków odpadło już w przedbiegach, kilka odepchnęło mnie zapachowo, kilku dałam drugą szansę, a kilka z nich stało się moimi hitami. Jak te poniżej.

Długie jesienne wieczory, zdecydowanie sprzyjają rytuałom oddawania się przyjemnościom urodowym w zaciszu własnej łazienki, by oderwać się od spraw codziennych, sprawdzania lekcji, gotowania naprędce obiadu czy szykowania ubrań na dzień jutrzejszy. Można się wówczas otulić, rozgrzać, ukoić, odprężyć i zatopić w ulubionych zapachach. Poczuć na skórze te wszystkie dobroczynne mazidła i kremidła, by później wyjść z tej łazienki i czuć się jak nowonarodzona królowa piękna. To jak, zaparzacie dobrą herbatkę, nalewacie wody do wanny i oddajecie się tym przytulnym rytuałom próbując moje kosmetyczne polecenia? Mocno Was do tego zachęcam. Zobaczycie świat zaraz zrobi się piękniejszy.

Peeling cukrowo-solny - MydłoStacja 


Gęsty, gruby peeling z cukru trzcinowego i soli magnezowej, która wnikając wgłąb skóry mineralizuje ją i dostarcza potrzebnych składników. To jeden z moich ulubionych multizadaniowych kosmetyków. Dobrze trze, maksymalnie złuszczając martwy naskórek, tym samym genialnie ją wygładza. Do tego ma w składzie masła i oleje, które po starciu martwego naskórka wnikają do skóry odżywiając ją i regenerując. Po użyciu tego peelingu nie ma już potrzeby wmasowywania balsamu, bo ciało jest mocno natłuszczone i cudownie pachnące. A połączenie orzeźwiającej zielonej herbaty i lekko cytrusowego aromatu kolendry pobudza krążenie i daje rewelacyjnego kopa. Peeling pomaga w walce z rozstępami dzięki masłu kakaowemu i shea. Szczęśliwa skóra, która go używa. 

peeling cukrowo-solny "Letni monsun" - MydłoStacja


Czekoladowy peeling cukrowy - Maudi


Kolejny peeling do ciała, ale tym razem w wersji cukrowej i mocno czekoladowej. Jest idealny. Sprezentowałam go, oprócz samej sobie, jeszcze dwóm bliskim Kobietkom, i wszystkie zgodnie orzekłyśmy, że jest boski. Czekoladowy zawrót głowy, idealny nie tylko dla tych, którzy tej czekolady starają się jednak na codzień nie jeść, a ją uwielbiają. Peeling świetnie rozprowadza się na skórze i usuwa to, co usunąć ma. Moc węgla aktywnego połączona z delikatnym masłem shea, ziarnami kakaowca i cukrem działa naprawdę cuda. Skóra jest oczyszczona, odżywiona i mega gładka. No i ten czekoladowy zapach, który wypełnia całą łazienkę. Czegóż można chcieć więcej?

peeling czekoladowy - Drogeria Natura


Rozświetlający olejek do ciała - Runo

 

Ostatnio koleżanka zapytała mnie czy mam do polecenia jakiś fajny olejek do ciała. Czy mam? No ba! Pytasz i masz! Rozświetlający olejek z Manufaktury Runo, to mój faworyt. Kocham go za ten boski różany zapach z nutką bergamotki, którym raczę się, by poprawić sobie humor. Olejek jest mega wydajny i wystarczy go naprawdę odrobina, a wygodne opakowanie z atomizerem pozwala na odpowiednie dawkowanie. Ma świetny i bogaty skład. Tłoczone na zimno oleje w tym olej ze słodkich migdałów, sojowy czy makadamia cudownie regenerują i wygładzają skórę. A zawarte w nim złote, mineralne drobinki wspaniale ją rozświetlają. Nadaje skórze blasku, więc jest idealny na zbliżający się bal andrzejkowy czy sylwestrowy.

rozświetlający olejek - Runo


Esencjonalny balsam do ciała - d'Alchemy


Kiedy już tak się wymoczę w tej wodzie i nie stosuję żadnego z powyższych peelingów, sięgam po ten balsam. Ma lekką konsystencję, ale wyjątkowo treściwą, dzięki czemu wspaniale nawilża skórę, ale nie tak na krótko, tylko długotrwale. W składzie tego balsamu nie znajdziecie wody, bo jego formuła oparta jest na hydrolatach z werbeny, oczaru i kwiatu pomarańczy. Dodatkowo wzbogacona o cenne oleje i masła roślinne, które sprawiają, że skóra jest wyjątkowo zadbana, odżywiona, jędrna, miękka, a także optymalnie zabezpieczona przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników. Balsam fantastycznie się rozprowadza, pozostawia leciutki film, który chroni skórę przed utratą wilgotności. No coś wspaniałego!

esencjolalny balsam do ciała - d'Alchemy


Węgiel. Oczyszczająca pasta - Iossi


Rewelacyjny produkt do mycia twarzy. Mój osobisty hit marki Iossi. Pasta jest gęsta, przez co łatwo się ją nabiera i nie przecieka przez palce, jest lekko tępa, szorstka, prawdziwie "pastowa", ale mimo to, świetnie myje się nią twarz, bo jest lepka i wilgotna. Po użyciu tego cudeńka mam wrażenie, że moja skóra jest wreszcie porządnie oczyszczona, jednak bez zbędnego ściągnięcia i wysuszenia. Oprócz węgla aktywnego, w skład produktu wchodzi łagodzący podrażnienia i działający przeciwrodnikowo ekstrakt z zielonej herbaty, zmiękczający skórę olej babassu i skwalan z trzciny cukrowej, alginat regenerujący naskórek oraz fermenty z kokosa i rzodkiewki odpowiadające za nawilżenie. Uważam, że produkt robi dokładnie to, co obiecuje producent, a więc głęboko oczyszcza i świetnie nawilża skórę czyniąc ją aksamitnie gładką. A i ten silnie odświeżający, kojący, relaksujący zapach, który daje połączenie rozmarynu, lawendy i cytryny. Jak dla mnie bomba! Lećcie do Ecoandwell, tam ją znajdziecie.

oczyszczająca pasta - Ecoandwell


Eliksir Aesculus - Szmaragdowe Żuki


A na koniec taka perełka w postaci niezwykle bogatego w ekstrakty roślinne eliksiru. Ratował już moją skórę nie raz. Idealny do cery naczynkowej i dotkniętej trądzikiem różowatym. Produkt bardzo mocno nawilża, regeneruje i odżywia skórę. Wygładza ją widocznie zmniejszając pory. Eliksir jest lekki i nie obciąża skóry, bardzo szybko się wchłania. Jest bardzo wydajny, bo wystarczą maksymalnie dwie krople delikatnie rozsmarowane wieczorem na wilgotnej jeszcze skórze. Mam cerę naczynkową, a stosowanie eliksiru zdecydowanie zmniejszyło ich widoczność. Tego zdecydowanie było mi trzeba!



























Obsługiwane przez usługę Blogger.