W ostatnich wakacyjnych miesiącach mniej mnie tutaj było, bo staram się zawsze, by ten czas spędzać ograniczając korzystanie z internetu do minimum. Cieszyć się każdego dnia latem z moją rodziną. Wyciskaliśmy dni ile się tylko dało, nawet nie jak cytrynę, a limonkę :) Ciągle jednak nie mogę uwierzyć, że to już schyłek lata. I mimo że lubię jesień, zwłaszcza tą złotą, ciepłą, słoneczną, to za latem bardzo będę tęsknić w tym roku. A co spodobało mi się w sierpniu, przeczytacie poniżej.

 1. Wakacje w Bieszczadach

Im jestem starsza tym bardziej dostrzegam, że fajne chwile nie są wcale zależne od miejsca, ale od ludzi, z którymi je spędzasz. Lubię ten czas, gdy spotykamy się z siostrą i jej rodziną, a kiedy razem możemy pojechać w nasze ukochane Bieszczady, to już jest w ogóle wspaniale. Fajne pobyć razem, powygłupiać się, biwakować zbaczając z trasy, poszwendać się, pogadać twarzą w twarz, nie tylko przez telefon. Kiedy Alexander czuje, że fizycznie rodzina to nie tylko mama i tata, ale też ciocie, wujkowie, kuzynki, kuzyni, babcie, prababcia, pradziadek. 

2. Kosmetyki


Tych odkryć kosmetycznych ostatnio trochę było, ale to zostawiam na inny wpis. Natomiast moim faworytem w letnie dni okazał się pięknie pachnący grejpfrutem dezodorant magnezowy od Mydłostacji. Ten zapach jest naprawdę rześki i dość długo się utrzymuje. Dezodorant w składzie, oprócz olejku eterycznego z pestek grejpfruta, ma jeszcze D-pantenol, hydrolat z szałwii lekarskiej, oliwę magnezową i olej rycynowy. O działaniach poszczególnych składników można sobie poczytać bezpośrednio na stronie producenta. Ma dość gęstą, żelowatą konsystencję, która świetnie się rozprowadza. Jest bardzo wydajny. U mnie sprawdza się idealnie. 

3. Książki

Tutaj bezapelacyjnie wygrywają dwa tytuły. W sierpniu z nową powieścią "Sekretne życie pisarzy" powrócił mój ulubiony autor Guillaume Musso. No mam do niego słabość. Jednym się podoba jego twórczość, innym nie, ale według mnie to autor, który posiada nieograniczoną wyobraźnię, genialne pomysły i świetne pióro. Jego najnowsza książka to dość osobisty thriller, wciągająca, oryginalna historia, łamigłówka warta odkrycia. Więcej o książce dowiecie się czytając moją recenzję - KLIK

Kolejną książką, moim zdaniem, godną polecenia jest książka Mikołaja Marceli - "Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Edukacja, w której dzieci same chcą się uczyć i rozwijać". Bardzo leży mi na sercu edukacja mojego dziecka, więc ta książka była dla mnie oczywistym i świadomym wyborem. Dzięki niej na pewne sprawy spojrzałam z zupełnie innej perspektywy. Podobał mi się też bardzo rozdział o tym jak być szczęśliwym, to istotna kwestia, a tego nie zapewnią nawet same szóstki na świadectwie. Więcej o książce pisałam TUTAJ

4. Film 


Film "Co przyniesie jutro" pokazuje piekielnie trudną wiwisekcję uczuć pomiędzy małżonkami z długoletnim stażem oraz rodzicami a ich dorosłym już dzieckiem. Nie jest to typowy film pokazujący, że po rozstaniu zawsze zaraz czeka nas piękny czas, nowy, wspaniały związek i samorealizacja poziom max. To do bólu szczery, bardzo intymny portret kobiety, której mąż po latach odchodzi do innej, a ona musi budować swoje życie na nowo. A co przyniesie jej jutro? W dużej mierze zależy to od niej samej. Jest gorzko, ale nie brakuje też powiewu nadziei. Bardzo dotyka emocjonalnie, wart obejrzenia. Jeśli jeszcze nie widzieliście, to polecam! W roli głównej świetna Annette Benning.

5. Zdrowie 

W sierpniu rozpoczęłam #jdw czyli japońską dietę wodną, którą poznałam dzięki Asi z @profiltaktyka. Zawsze miałam "kłopot" z piciem wody, a wiadomo że woda jest jednym z głównych składników organizmu, dodatkowo zawsze lubiłam pić i jeść jednocześnie. Dowiedziałam się dlaczego nie jest to korzystne dla mojego organizmu i teraz dzięki #jdw zaczęłam świadomie pić wodę: zawsze po przebudzeniu płuczę usta letnią wodą, nie śpiesząc się wypijam 650 ml czystej wody (my ostatnio przywozimy wodę ze źródełka), po wypiciu wody nie jem i nie piję nic przez 45 min, a w ciągu dnia stosuję zasadę, żeby skończyć pić 20 min przed posiłkiem i zacząć pić 2 h po posiłku, natomiast wieczorem zawsze wypijam przed snem jeszcze szklankę wody. Dodaję sobie często do wody jeszcze sól kłodawską. Kiedy jest chłodniej to zawsze rano wypijam trochę cieplejszą wodę. Jeżeli Was to zainteresowało, to więcej informacji znajdziecie u Asi na Instagramie.



Są tacy autorzy, na których książki czeka się z utęsknieniem, przegląda zapowiedzi wydawnicze w nadziei, że ujrzy się jego nową powieść. Są tacy autorzy, których historie opisane w książkach czyta się z zapartym tchem, a książki kupuje w ciemno, bo styl pisania autora bardzo nam odpowiada. U mnie bezwzględnie od lat takim autorem jest Guillaume Musso, ewidentnie mam do niego słabość. Dla mnie  to jeden z niewielu autorów, którzy posiadają nieograniczoną wyobraźnię, genialne pomysły, świetne pióro czyli wszystko, co najlepszy autor powinien mieć. Jego twórczością zaraziłam już niejedną koleżankę. Tym razem Musso powrócił z dość osobistym thrillerem - "Sekretne życie pisarzy".

Nathan Fawles to autor uwielbiany przez rzesze czytelników z całego świata. Pewnego dnia postanawia odciąć się kategorycznie od pisania, ale też zerwać z dotychczasowym życiem, wycofać się z życia publicznego i zamieszkać w pięknej willi na małej wyspie, która ceni sobie dyskrecję. Taką decyzją autora są zawiedzenie zarówno fani, jak i ciekawscy dziennikarze, którzy nie ustają w domysłach o przyczynie decyzji Fawles'a. Za wszelką cenę pragną wyjaśnić dlaczego będący u szczytu kariery autor dokonał tak radykalnego kroku. Węszą, szukają, snują domysły i nachodzą pisarza nieustannie w domu, burząc jego spokój. Fawles jednak broni swojej prywatności za wszelką cenę. 

Tymczasem na wyspie zjawia się niedoszły autor powieści, młody chłopak, który pragnie by Fawles przeczytał jego maszynopis oraz zacięta dziennikarka zafascynowana Fawles'em tropiąca sprawę sprzed lat, a niedługo potem u wybrzeża wyspy zostają odkryte zwłoki młodej, ukrzyżowanej kobiety. Czy sytuacje te mają wspólny mianownik?

Tak, jak w przypadku wszystkich książek Musso, tak i w tej powieści niepozorny i lekki początek przeradza się w galopujące, dość swoiste i niecodzienne zdarzenia. Akcja rozwija się z każdą stroną wodząc czytelnika za nos, bombardując nowymi poszlakami, które pozostawiają niepokój i dostarczają zaciekawienia. 

"Sekretne życie pisarzy" to wciągająca, bardzo oryginalna i przewrotna historia, z dość nieoczywistym zakończeniem dającym możliwość własnego zinterpretowania i ukazującym historię z zupełnie innej perspektywy. Łamigłówka zdecydowanie warta odkrycia. Polecam!!!

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros i jest do kupienia TUTAJ

 

 "Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Edukacja w której dzieci same chcą się uczyć i rozwijać" to moje drugie spotkanie z twórczością Mikołaja Marceli, i równie owocne, jak pierwsze (o poprzedniej książce autora pisałam TUTAJ). Bardzo leży mi na sercu edukacja mojego dziecka, więc ta książka była dla mnie oczywistym i świadomym wyborem. Dzięki niej na pewne sprawy spojrzałam z zupełnie innej perspektywy, za co ogromnie jestem wdzięczna autorowi.

Mikołaj Marcela to pisarz i autor tekstów piosenek, ale także nauczyciel akademicki, który prowadzi zajęcia na Uniwersytecie Śląskim na filologi polskiej, sztuce pisania oraz projektowaniu gier i przestrzeni wizualnej, więc można powiedzieć, że zna sprawę edukacji od podszewki i postanowił się podzielić tą praktyczną, zdobytą przez lata wiedzą w swojej nowej książce.

Patrząc na zeszły rok szkolny, gdzie ostatnie trzy miesiące sytuacja wymusiła na nas rodzicach prowadzenie edukacji domowej, i będąc po lekturze książki, zdaję sobie sprawę z tego, jakim nieudolnym nauczycielem byłam. Często skupiałam się na tym, co jak się okazuje, było mało istotne. Dzisiaj wiem, że mogę zrobić więcej i lepiej, dzięki metodom opisanym w książce mogę nakierować i pomóc swojemu dziecku, rozbudzić w nim ten głód wiedzy, ciekawość, taką wewnętrzną chęć zdobywania jej, żeby ten proces nie był wymuszany przez naciski zewnętrzne i sprawiał mu przyjemność. Książka jest więc takim przyczynkiem dla mnie samej do zmian, a przede wszystkim zmiany mojego nastawienia.

Należy niezmiennie w tym procesie edukacji pamiętać, by dać dzieciom więcej swobody, nie przeszkadzać, nie podcinać skrzydeł, wspierać, wierzyć w ich samodzielność i mądrość oraz pamiętać, że oceny absolutnie nie są wyznacznikiem sukcesu i szczęścia. Program nauczania często nakazuje nauczycielom "wtłaczanie" niepotrzebnej wiedzy, mnóstwa przestarzałych informacji, a całkowicie umyka im to, "by dodać dzieciom skrzydeł i nauczyć je, jak być szczęśliwymi i spełnionymi ludźmi". 

Bardzo spodobał mi się fragment na temat gier komputerowych, do których podchodziłam z ogromną rezerwą. Wychodziłam bowiem z założenia, że to jedynie strata i marnotrawienie czasu, ale jak się okazało, wcale tak nie musi być, bo one uczą szukania rozwiązań problemów, wyciągania wniosków oraz prawdziwej radości z odnoszonych sukcesów.

Autor w książce zwraca również uwagę na to, by skupiać się na swoich mocnych stronach i rozwijać je, pracować nad nimi, nie ze wszystkiego bowiem dziecko musi być najlepsze, o czym czasem może zapominamy. Pokazuje jak reagować na porażki oraz jak wspierać i pomagać dziecku, kiedy ma kłopoty w szkole. 

Poza tym książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że odpowiedź na zadane pytanie może  brzmieć "nie wiem" (nie boję się tego mówić, bo na nie wszystkie pytania znam przecież odpowiedź), warto natomiast pokazać dziecku jak szukać odpowiedzi na zadane pytanie.

Ważnym rudziałem, który przeczytałam nawet kilka razy, jest rozdział o tym, jak być szczęśliwym. Myślę, że to niezwykle istotna kwestia, bo tego nie zapewnią nam nawet same szóstki na świadectwie. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Muza i jest do kupienia TU

 

Kolejny kryminał za mną. Ostatnio mocno nadrabiam zaległości książkowe, bo z racji wakacji, jest więcej czasu na czytanie. Książka skusiła mnie i okładką i opisem, więc czekałam na wolna chwilkę, by móc odkryć co stało się z młodą kobietą, która po kłótni z mężem wyszła nocą z przyjęcia, a po kilku godzinach została znaleziona martwa przy trójmiejskiej obwodnicy.

Śledztwo prowadzi dwóch oficerów policji - podkomisarz Damian Paczulski i komisarz Sławomir Kruk. Obaj funkcjonariusze nie przepadają jednak za sobą i prowadzą zimną wojnę, co wcale nie sprzyja prowadzeniu sprawy. Z biegiem czasu muszą jednak zjednoczyć siły, by doprowadzić sprawę do końca, sprawę która w miarę prowadzonego dochodzenia staje się coraz bardziej skomplikowana, bo ofiara podpadła wszystkim, którzy ją znali, nie należała raczej do grzecznych dziewczynek....

Książkę czyta się błyskawicznie, bo nie ma tu zbędnych opisów, przedłużania, wszystko dzieje się szybko i sprawnie, akcja z każdą stroną nabiera tempa, nie ma czasu na nudę, bo wciąż pojawiają się nowe wątki i kolejni bohaterowie, którzy rzucają nowe światło na sprawę. 

Błyskotliwe dialogi, sarkazm, czarny humor to niewątpliwe zalety książki. Spójna, chronologiczna fabuła z ciekawymi bohaterami, wciągająca i niezwykle przemyślana intryga to również plusy tego kryminału.

"Królowa lalek" jest moim pierwszym spotkaniem z komisarzem Krukiem, ale po przeczytaniu najnowszego kryminału Górskiego, skusiłam się i zamówiłam już kolejne części. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Podobno wcześniejsze części są jeszcze lepsze!

Ksiażka ukazała sie nakładem Wydawnictwa HarperCollins i jest do kupienia TUTAJ


 
Czasem mam ogromną potrzebę odsapnąć od wszelkich kryminałów i thrillerów, sięgnąć po powieść obyczajową, poczytać coś lżejszego, o czymś, co bliższe mojemu sercu, o innych kobietach, takich jak ja. Dlatego właśnie na wakacyjny czas wybrałam lekturę "Słodkie magnolie. Smak nadziei" Sherryl Woods, która okazała się strzałem w dziesiątkę. 
 
Sherryl Woods w swojej powieści główną bohaterką czyni kobietę, która wiedzie na pozór szczęśliwe, poukładane życie, u boku od dwudziestu lat jednego mężczyzny, z którym stworzyła rodzinę. Maddie, bo o niej mowa, nie pracuje zawodowo, bo zajmuje się głównie domem i dziećmi, by jej maż mógł sie spełniać zawodowo jako lekarz. Niestety, jak to czasem w  życiu bywa, mąż zostawia ją dla kochanki, swojej współpracownicy, która spodziewa się jego dziecka. Kobieta zostaje więc bez pracy, perspektyw na życie wraz z trójką dzieci, dwoma nastolatkami i uroczą sześciolatką, które bardzo źle znoszą rozwód rodziców.  

Maddie początkowo myśli, że Bill sobie z niej zadrwił, ale z czasem okazuje się, że to prawda. Kiedy dochodzi do rozwodu, do akcji wkracza przyjaciółka Maddie, by wesprzeć i zawalczyć o dom i alimenty dla zrezygnowanej, porzuconej przez męża koleżanki, bo ta zupełnie nie ma do tego głowy, zwłaszcza że musi pomóc dzieciom. 

Z czasem przyjaciółki zakładają klub dla kobiet, a w nim spa, fitness, kawiarnia, gdzie można się spotkać i pogadać. Maddie zaczyna więc odżywać, powoli przebolała odejście męża, a na horyzoncie pojawia się nowa miłość, przystojny trener syna... Czy kobieta zdecyduje się jednak ponownie na związek? 

"Słodkie magnolie. Odrodzenie" to idealna lektura na lekkie popołudnia z książką. Sporo w niej dialogów, więc czyta się szybko i sprawnie. Fajna, przyjemna, niezbyt skomplikowana fabuła sprawia, że można oderwać się od codziennych problemów. Ukazuje siłę przyjaźni, uświadamia, że nie warto poświęcać się tak bez reszty, nie zostawiając dla siebie nic, bo życie bywa zaskakujące i potrafi sobie z nas zadrwić, dająca nadzieję, ze po każdej burzy, wychodzi jednak słońce.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa HarperCollins i jest do kupienia TU.
Obsługiwane przez usługę Blogger.