Odkąd pamiętam zawsze lubiłam miesiąc marzec. Za świt, który przychodzi znacznie wcześniej, za zmierzch przybywający znacznie później, za zielone pąki na pędach i białe kwiatuszki na drzewach, za urodziny moje i mamy, za cieplejsze dni, ale w tym roku wyjątkowo marzę już o maju i powrocie do normalności. Myślę, że chyba każdy z nas na to czeka. Marzec, a zwłaszcza druga jego część, dobitnie dały mi w kość. Staram się nie panikować i zachowywać w miarę pozory normalności, żeby w tym zwariowanym okresie przetrwać. Wszelkie rytuały mi w tym bardzo pomagają i utrzymują w pionie. Mimo tego dość trudnego czasu pojawiło się u mnie kilka "wow", o których piszę poniżej.  Zapraszam!

KOSMETYKI


Tu bezapelacyjnie króluje Glow Serum od NACOMI (chociaż właściwie to hit kilku ostatnich miesięcy). Już wiele razy pisałam, że od produktów Nacomi zaczęła się moja przygoda z kosmetykami naturalnymi. Pamietam wypatrzyłam je w drogerii w Przemyślu, a dziś wypatruję tych kosmetyków w drogerii blisko mojego domu. To serum poleciła mi pani ekspedientka obiecując, że się nie zawiodę. I miała rację. Mam już drugie opakowanie i myślę, że nie ostatnie. Do tego cena jest naprawdę przekonywująca za tak genialny produkt. Serum ma świetną lekką, żelową konsystencję, a dzięki pipetce super łatwo odmierzyć odpowiednią dawkę produktu. Po nałożeniu skóra jest lekko napięta. Serum delikatnie złuszcza naskórek, nie wysuszając jednak skóry, a co więcej pozostawia ją nawilżoną. Daje efekt bardzo gładkiej i rozświetlonej skóry. Stosuję serum na noc, całość zamykając kremem i to świetnie się u mnie sprawdza. Po takim czasie mogę już stwierdzić, że pory i przebarwienia są mniej widoczne. Do kupienia w drogeriach internetowych, a stacjonarnie np. w Hebe, widzę że teraz w jeszcze niższej cenie.


Nawilżający tonik żelowy marki Lynia, który również poleciła mi pani w mojej ulubionej stacjonarnej drogerii. Jest w super cenie i jest naprawdę bardzo dobry. Cudownie nawilża (za sprawą mocznika, który ma za zadanie dogłębnie nawilżyć skórę i chronić ją przed wysuszeniem), nie podrażnia, nie uczula, nie pachnie. Ja mam cerę suchą i naczynkową i u mnie idealnie się sprawdza. Często nalewam go sobie na dłoń, następnie wklepuję w skórę, świetnie podbija działanie kremów czy serum. Stosuję go już ponad miesiąc i mam wrażenie, że niewiele go ubyło, więc jest bardzo wydajny. Pierwszy raz mam do czynienia z tonikiem żelowym i bardzo ta konsystencja mi pasuje. Jak dla mnie bomba!


Od niedawna zaczęłam używać też nowego kremu chlebowego do twarzy z Aquafarina Fermenti. Zobaczyłam ten krem na Instagramie i chciałam wypróbować czegoś innego. Krem jest bardzo lekki, dobrze się rozprowadza, szybko wchłania nie pozostawiając tłustej powłoki. Działa kojąco i łagodząco na wszelkie niespodzianki na skórze, zmniejsza też zaczerwienienia i podrażnienia, ale jak dla mnie trochę mało nawilża. Zapach ma faktycznie bardzo chlebowy, polubiłam się z nim bardzo.

HERBATA


W naszym domu pijemy naprawdę dużo herbaty. Najczęściej jest to czerwona rooibos z pomarańczą czy imbirem. Ze zdwojoną mocą pijemy głównie w okresie jesienno-zimowo-wiosennym. Cudownie rozgrzewa w zimowe miesiące, uspokaja i koi po ciężkim dniu, uzdrawia i przegania choróbska wszelkiej maści, idealna towarzyszka przy oglądaniu telewizji czy czytaniu książek. Ostatnio rozkochałam się w aromatycznej, relaksującej herbacie Shy Deer. W jej składzie można znaleźć kwiat hibiskusa, skórkę pomarańczy, rozdrobniony liść melisy i maliny, liofilizowaną malinę grys, płatki róży - no czujecie ten zapach i smak? Rewelacja! To moja mała wielka rzecz, która niezwykle umila mi czas, taki wyjątkowy punkt dnia. Czasem wypicie ciepłej herbaty w spokoju, zwłaszcza w ostatnim czasie, graniczy z cudem, co poświadczyć może chyba każda mama. Herbata zamknięta jest w pięknej szklanej buteleczce, po otwarciu której już czuć ten cudowny aromat. Pycha!

KSIĄŻKI



Pierwszą z nich jest książka Ałbeny Grabowskiej "Matki i córki", która bardzo mnie urzekła. Ciężka,  przejmująca, smutna, ale bardzo wciągająca historia. Autorka już od pierwszych stron zdołała mnie zainteresować historią, którą opisała. To powieść obyczajowa opowiadająca o losach czterech pokoleń kobiet: prababki, babki, matki i córki, które żyją wspólnie w atmosferze niedomówień i skrywanych tajemnic. Każda z nich zmaga się z przeszłością na swój sposób, mierzy się z macierzyństwem i trudnymi doświadczeniami w innych okolicznościach historycznych. Maria, Najstarsza z rodu, zesłana została na Sybir, Sabina doskonała skrzypaczka, doświadczyła koszmaru obozu koncentracyjnego w Ravensbruck, Magdalenę z kolei dotknęła bolesna strata ukochanego przez co samotnie musiała wychowywać córkę w czasach PRLu oraz Lila, która usilnie próbuje dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości, by zrozumieć samą siebie, nie chce biernie poddawać się losowi i pragnie stworzyć dobry, szczery związek, ale ciągle napotyka kurtynę milczenia i niejasności.
Autorka stopniowo odsłania tajemnice sagi rodzinnej, w której pierwsze skrzypce grają kobiety, potęgując zaciekawienie i napięcie, by na końcu zaskoczyć Czytelnika. 
"Matki i córki" to dla mnie osobiście też opowieść o sile, determinacji jaką mają w sobie kobiety, podejmowaniu trudnych decyzji i mierzeniu się z ich konsekwencjami, szukaniu tożsamości, trudnych relacjach oraz dziedziczeniu traum, mimo ich wyparcia. Szczerze polecam!


Drugą książką, którą udało mi się w marcu przeczytać była książka Mikołaja Marceli o dość przewrotnym tytule "Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku" czyli o tym co należy zrobić, by edukacja dziecka miała sens. Książka, moim zdaniem, jest próbą skłonienia czytelnika, głównie rodzica, chociaż z książką powinni się zapoznać przede wszystkim nauczyciele, do refleksji nad obecnym skostniałym systemem edukacji. Teraz, kiedy mamy do czynienia z edukacją domową, której aktualnie bliżej możemy się przyjrzeć, ta książka ma jeszcze większą wartość. Nie tylko pokazuje że obecny system edukacji zupełnie nie radzi sobie z takimi sytuacjami, nie jest przygotowany na zmiany, nie idzie z duchem czasu, nie przystaje do rzeczywistości, ale też podpowiada co należy zmienić. Ten proces nie jest łatwy, ale bezwzględnie należy go podjąć. Książka pokazuje też jaką rolę odgrywają rodzice w kształceniu dzieci.  Myślę, że każdy rodzic powinien przeczytać i wyciągnąć własne wnioski. Mi osobiście książka otworzyła oczy, bo początkowo bardzo dałam się wkręcić w ten szkolny pęd. 

MATA DO JOGI


Jogę na dobre zaczęłam ćwiczyć ponad rok temu. Początkowo ćwiczyłam tylko w domu, korzystając z darmowych lekcji, które znalazłam na Youtube (więcej pisałam o tym TU), ale z czasem zapragnęłam uczestniczyć w stacjonarnych zajęciach jogi. Znalazłam miejsce w moim mieście i tak rozpoczęła się moja miłość do jogi, a z czasem dołączyłam też medytację i mantry. Praktykuję jogę kilka razy w tygodniu, zazwyczaj pięć razy, mniej więcej około godziny dziennie, czasem dłużej, jak czas na to pozwoli (łącznie z medytacją i relaksacją). Do niedawna ćwiczyłam na zwykłej karimacie, bo nie wiedziałam czy joga to coś w sam raz dla mnie czy to jedynie chwilowe zauroczenie. Nie chciałam niepotrzebnie wydawać pieniędzy na matę, nie będąc pewnym, że faktycznie będę z niej korzystać. W tym roku na urodziny od moich chłopaków dostałam wymarzoną matę. Długo wybierałam, bo ciężko było mi się zdecydować. Ostatecznie wybór padł na matę korkową, którą upatrzyłam sobie jeszcze kiedy była w fazie tworzenia na Simplife.pl. Dzisiaj, po wielu godzinach na niej spędzonych, wiem że to był dobry wybór. Mata jest bardzo praktyczna, funkcjonalna. Połączenie naturalnego korka i kauczuku idealnie się sprawdza, bo mata absolutnie się nie ślizga, nie ma nieprzyjemnego zapachu gumy, no i jest biodegradowalna. Walory estetyczne również do mnie przemówiły, bowiem grafika pełni księżyca jest cudna, ale jest też i bardzo użyteczna, ponieważ linie poprowadzone są pod różnymi kontami, co ułatwia i podpowiada jak wejść w daną pozycję. No cudo!!!

SERIAL


W marcu wciągnęłam się bardzo w polski serial "Kod genetyczny". Z racji tego, że nie mamy telewizji w domu oglądam go na player.pl. Serial ma kilka wątków, które w ogólnym zarysie poznajemy już w pierwszym odcinku. Są dwie sprawy kryminalne, trudne relacje syna z ojcem i na dokładkę z dziadkiem, niebezpieczne związki i trójkąty miłosne, narkotyki, bezdzietne małżeństwo (prywatnie przyjaciele głównego bohatera - pani psycholog i policjant) wychowujące córkę siostry pani psycholog. A w tle dość niepokojąca, mroczna muzyka. Dobra obsada jest również plusem tego serialu. Zerknijcie, może i Wam się spodoba.

Śledzę na bieżąco oferty wydawnicze, bo to trochę takie moje hobby. Kiedyś wchodziłam do księgarni i przepadałam na kilka godzin biorąc książki do ręki, czytając opisy i w ten sposób wybierałam lektury. Dzisiaj robię to z pozycji sofy z komputerem na kolanach. Nadal czytam opisy, przyglądam się okładkom (chociaż podobno nie ocenia się książek po okładkach) i zamawiam, niemal hurtowo, książki. Kiedy w zapowiedziach Wydawnictwa Albatros pojawiła się książka Steve'a Cavanagh pod tytułem "Trzynaście" mocno zwróciła moją uwagę, zwłaszcza że od dawna szukałam thrillera prawniczego, gatunku spopularyzowanego w Stanach Zjednoczonych głównie za sprawą seriali. 

"Trzynaście" to według mnie thriller idealny. Autor genialnie poradził sobie z tematem, a historia przez niego opowiedziana wciąga bez reszty, przeczytane kartki niemal same się przewracają. 

Jednym z głównych bohaterów jest Eddie Flynn, prawnik z niezbyt czystą przeszłością, przed którym kariera stoi otworem. Sam będąc kiedyś oszustem potrafi dla dobra sprawy wykorzystać swoje dawne umiejętności. Pewnego dnia zgłasza się do niego bardzo renomowana nowojorska kancelaria, która chce go zatrudnić do obrony swojego klienta, wziętego hollywodzkiego aktora kina akcji, oskarżonego za zabójstwo żony i ochroniarza, jej kochanka. Eddie podejmuje się obrony aktora, bo zawsze podejmuje się prowadzenia spraw ludzi, w których niewinność wierzy. Tak jest i w przypadku Roberta Salomona. Za wszelką cenę chce udowodnić niewinność klienta przed ławą przysięgłych, chociaż momentami sam zaczyna wątpić w jego niewinność, bo wiele dowodów wskazuje na to, że podwójna zbrodnia była jego dziełem. A na domiar złego z ławą przysięgłych nie wszystko jest w porządku, wśród nich bowiem jest morderca, który czynnie bierze udział w sprawie i usiłuje zacierać ślady.

Akcja książki praktycznie w większości rozgrywa się na sali sądowej, gdzie obrona i oskarżyciel prześcigają się w dostarczaniu kolejnych dowodów mających przekonać przysięgłych do swojej tezy, a wychodzące na jaw kolejne sekrety podsycają napięcie nieprzewidywalnego procesu. Spektakularną rozprawę sądową, gdzie obie strony nie zawsze grają ferr, wyciągają z rękawa asy zdobyte w różny sposób, stosują przeróżne sztuczki mające przekonać ławę przysięgłych czy wykorzystują różnego rodzaju naciski na przesłuchiwanych i przysięgłych śledzi się z zapartym tchem.

Raz jeszcze napiszę, genialny thriller z wbijającym w fotel zakończeniem. Polecam!

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros i jest do kupienia TUTAJ.

Sporo u mnie na blogu recenzji thrillerów i kryminałów, a to z racji tego, że po takie książki w ostatnim czasie sięgam najczęściej i najchętniej. Zazwyczaj jednak są to książki autorów zagranicznych, ale tym razem skusiłam się na książkę polskiej autorki - Kingi Wójcik. "Poryw" to debiutancka książka autorki i zarazem pierwsza z serii o komisarz Lenie Rudnickiej, osobie ekscentrycznej, oschłej i bezkompromisowej.

Lena Rudnicka to najlepsza, doświadczona śledcza na łódzkiej komendzie, której zostaje przydzielona sprawa śmierci Klemensa Chmielnego, z pozoru wydawać by się mogło, skromnego księgowego rodzinnego hotelu. Do sprawy zostaje przydzielony również sierżant Marcel Wolski, syn komendanta, który wraca z Warszawy do rodzinnej Łodzi. Znajomość dwojga śledczych rozpoczyna się dość burzliwie i pikantnie. Temperatura relacji tandemu śledczych zdecydowanie wzrasta, gdy do śledztwa dołącza prokurator Krzysztof Nawrocki, którego relacje z komisarz Rudnicką są mocno skomplikowane. 

Rozpoczyna się śledztwo, mające na celu ustalenie zabójcy Klemensa Chmielnego, niby sumiennego księgowego, dobrego męża i wzorowego syna, bo ledczym już w pierwszych etapach dochodzenia udaje się ustalić, że Chmielny niekoniecznie prowadził nudne życie urzędnika, a wprost przeciwnie było ono dość bujne, a skromny i niepozorny mężczyzna prowadził prawdopodobnie podwójne życie. W toku śledztwa ustalają, że wiele osób miało motyw, by pozbyć się Klemensa, w tym również jego żona i rodzice. Kto wiec stoi za morderstwem?
Książkę czyta się szybko za sprawą dynamicznej akcji, dużej ilości dialogów i bez przesadnych opisów. Sprawa toczy się wartko, obfituje w zaskakujące sceny i punkty zwrotne, co w połączeniu z umiejętnie stopniowanym napięciem maksymalnie wciąga Czytelnika. Styl autorki jest bardzo lekki, błyskotliwy, miejscami dosadny i humorystyczny. Polecam wszystkim miłośnikom kryminałów i thrillerów, a ja z niecierpliwością czekam na kolejną cześć. 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka i do kupienia jest TUTAJ.

Thrillery psychologiczne to taki rodzaj książek, które czytam coraz chętniej. Kiedyś to był zupełnie nie mój klimat książek, ale obserwuję, że na przestrzeni kilku ostatnich lat to właśnie thrillery i kryminały u mnie królują. Być może dlatego, że zazwyczaj udaje mi się sięgać po takie tytuły, które rzeczywiście mocno mnie wciągają, tak jak książka ze zdjęcia powyżej. Caroline Mitchell, autorka książki, jest mi całkowicie obca, ale po przeczytaniu "Prawdy i Kłamstwa" wiem, że moja przygoda z jej twórczością z całą pewnością będzie kontynuowana. 

Główną bohaterką książki jest Amy Winter, komisarz policji, która właśnie pochowała przybranego ojca, lubianego i szanowanego policjanta. Wydawać by się mogło, że Amy nie spotka już nic gorszego, ale po powrocie do pracy okazuje się, że przeszłość zaczyna się o nią upominać. Policjantka otrzymuje list, który jak się okazuje, napisała jej biologiczna matka - Lillian Grimes seryjna morderczyni, która wraz z mężem w bestialski sposób gwałciła i mordowała młode dziewczyny, w tym również własną córkę. W trakcie śledztwa ustalono miejsce zwłok ofiar, oprócz trzech dziewczyn. 

Ta szokująca wiadomość burzy życie Amy. Zaczynają nawiedzać ją koszmary, powracać bolesne wspomnienia z dzieciństwa, zwłaszcza wspomnienie siostry, która dla niej poświęciła życie. 

Młoda policjantka postanawia spełnić listowną prośbę rodzonej matki, która w zamian za to, że Amy się z nią spotka i zagra w jej grę, ujawni miejsce pochówku jednej z ofiar. Kobieta chce w ten sposób dokończyć śledztwo przybranego ojca, który w przeszłości zajmował się sprawą bestii z Brentwood.

Matka dziewczyny stawia konkretne wymagania i zmusza ją do zmierzenia się z przeszłością, spotkania z osobami, o których chciałby zapomnieć. Jednocześnie policjantka prowadzi śledztwo mające na celu ustalenie sprawcy porwania nastoletniej Hemmy. Wszystkie ślady ponownie prowadzą do seryjnej morderczyni, biologicznej matki Amy... Co jest prawdą, a co kłamstwem? Co w czasie śledztwa odkryje pani komisarz?

"Prawda i kłamstwa" to prawdziwy uczuciowy rollercoaster. Bardzo dobry policyjno-kryminalny thriller z rozbudowanym tłem psychologicznym. Przez kolejne strony mknęłam niepostrzeżenie śledząc losy Amy i wkręcając się w intrygę utkaną przez seryjną morderczynię. To trzymająca w napięciu historia, która nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Dla fanów thrillerów idealna!

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka i jest do kupienia TUTAJ

Wybór książek dla dzieci i młodzieży jest ogromny, półki uginają się od pod ich ciężarem, a wydawnictwa wprost prześcigają się w wydawaniu kolejnych ciekawych tytułów. Biblioteki są coraz lepiej zaopatrzone (przynajmniej ta, do której my chodzimy), co akurat ogromnie mnie cieszy. W tym gąszczu tytułów czasem ciężko się zdecydować, którą książkę kupić.

Od czasu, kiedy mój syn nauczył się czytać, często sam prosi o konkretne tytuły. Wizyta w Empiku czy innej księgarni zawsze kończy się na wyborze niezliczonej liczby książek, które z czasem staramy się nabyć lub wypożyczyć. Moje serce ogromnie raduje to, że nasze dziecko, tak jak my, uwielbia czytać.

Alexowi czytaliśmy bardzo dużo od dziecka. Codziennie. Książki otaczały go zawsze, a ja zawsze Mu powtarzałam, że jeżeli pokocha czytanie, to nigdy nie zazna nudy. I kilka dni temu usłyszałam od Niego, że miałam rację, teraz nie zastanawia się co by tu porobić. Wzruszyłam się wtedy bardzo i równie mocno poczułam dumę. 

Sama próbuję podrzucać Mu różne tytuły, które gdzieś tam u kogoś podpatrzyłam. Jedne Mu się podobają, inne niekoniecznie. I ja to szanuję. Czasem jednak bywa tak, że mam ochotę przewracać oczami na zaproponowany przez niego tytuł, ale doszłam do wniosku, że w sumie, to mają być książki ciekawe dla niego, nie dla mnie. Dzisiaj napiszę o kilku tytułach, które Alexander ostatnio  przeczytał lub aktualnie czyta. Może któraś pozycja zainteresuje Wasze dziecko.

1. George i tajny klucz do wszechświata Hawking Lucy i Stephen - Wydawnictwo Zysk i S-ka


Tę książkę Alexander kończy aktualnie czytać, ale przed nim jeszcze dwie kolejne części. Książka jest genialna. Opowiada historię małego chłopca imieniem George, którego rodzice są bardzo eko, technika jest dla nich obca, żyją bardzo prosto bez podstawowych sprzętów, takich jak pralka czy komputer, ba nawet nie mają elektryczności. Pewnego dnia za sprawą swojej świnki chłopiec poznaje sąsiadów - Annie, z którą się zaprzyjaźnia, i jej ojca. Dzięki temu spotkaniu chłopiec odkrywa rzeczy i sprawy, o których wcześniej nie miał pojęcia i zaczyna zgłębiać tajemnice wszechświata. Ogromny teleskop i komputer sąsiadów zdecydowanie mu w tym pomagają. Książka w łatwy i przystępny sposób przybliża wiedzę o kosmosie. Mnóstwo tutaj astronomicznych ciekawostek, dowcipnych ilustracji, barwnych zdjęć czy rysunków. W książce pojawiają się pojęcia z fizyki czy astronomii, ale zostały one wytłumaczone w na tyle łatwy sposób, że praktycznie same się zapamiętują, a wszechświat staje się bardziej zrozumiały, ale i fascynujący.

2. Tajemnica mostu. Magiczne drzewo Andrzej Maleszka - Wydawnictwo Znak emotikon


Książkę Alexander wypożyczył z osiedlowej biblioteki. To druga część serii o Magicznym drzewie. Pierwszą zatytułowaną Czerwone krzesło przeczytał na spółkę z tatą. W książkach znajdziecie opisane przygody Kukiego, Wiki, Filipa i Melanii - dzieci w wieku 7-13 lat, a więc rówieśników mojego syna, którzy chodzą do szkoły i miewają podobne kłopoty. Jednak ten zwyczajny świat okraszony jest magią. Bohaterowie w tej części muszą odnaleźć Most Zapomnienia. Czeka na nich gigantyczny pająk, podziemna rzeczka i groźna o trojgu oczach Greta. Przejście przez most pozwoli uwolnić Filipa od czaru tajemniczej Żu. Na szczęście po ich stronie stoi najlepszy robot świata, pies geniusz i cudowna kotka Latte. Czy to jednak wystarczy? Książka wciągająca, przy której można się pośmiać, pokazująca siłę przyjaźni, dobrej współpracy w grupie czy lojalności. Minusem książki jest to, że znalazłam w niej kilka słów, które moim zdaniem raczej nie powinny się tu znaleźć (np. świrnięta, psychol).

3. Harry Potter i Kamień Filozoficzny J.K. Rowling - Wydawnictwo Media Rodzina 


Tej książki to raczej nikomu przedstawiać nie trzeba. To totalnie nie moje klimaty, ale moim chłopakom bardzo podobają się pełne magii przygody Harrego Pottera, Rona Weasleya i Hermiony Granger. To wierni fani Hogwartu, zresztą jak chyba i większość kolegów Alexa.

4. Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej kasie Rose i Samuel Lagercrantz - Wydawnictwo Zakamarki


To książka, która jest u nas już bardzo długo. Jakieś dwa lata temu czytałam ją Alexowi wiele razy, a teraz on sam po nią sięgnął i myślę, że obecnie jest mu bliższa. Mattis to bardzo wesoły chłopiec, który lubi chodzić do szkoły ze względu na swoich kolegów. Wraz z nim do jednaj klasy uczęszcza Dunia, Poducha i Beni Bandzior. W pierwszej klasie jest fanie, chociaz zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, jak chociażby ta, kiedy Beni Bandzior zrzuca Mattisowi na głowę bryłę lodu. W drugiej klasie jest jeszcze fajniej, bo chłopiec zaprzyjaźnia się z poduchą i razem zakładają zespół muzyczny. A w trzeciej klasie jest już naprawdę super. Beni Bandzior dołącza do paczki i cała trójka próbuje się dowiedzieć, co Dunia napisała w swoim pamiętniku. Cieszę się ogromnie, że pojawiają się takie książki, w których przygody opisane są z perspektywy dziecka i przybliżają ten chłopięcy świat.

5. Powrót Smoka Kresu. Frigiel i Fluffy Wydawnictw RM


A teraz będą dwie książki, że tak powiem "specjalistyczne", które zapewne ucieszą fanów Minecrafta. Ja zupełnie nie ogarniam tematu, nie rozumiem zachwytu grą (jestem z tych zupełnie niegrających), pewnie dlatego też dość sceptycznie do tego podchodzę, ale na szczęście mój mąż ma nad tym pieczę. Alexander korzysta z komputera raczej sporadycznie, chociaż nie ma specjalnych zakazów i nakazów, ale nie ma też ani swojego komputera, ani laptopa, ani tabletu. Czasem jednak ma ochotę chwilę zagrać w Minecrafta i coś tam próbuje działać, ale zauważyłam że bardzo szybko nudzi się taką formą spędzania czasu. Nie mniej jednak książki o Minecrafcie bardzo lubi. Jedną z nich jest właśnie książka Frigiel i Fluffy. To taki nieoficjalny przewodnik po grze, który opowiada przygody Frigiela i jego psa Fluffiego w kwadratowym świecie. Chłopiec razem z psem na prośbę dziadka muszą dostarczyć tajemniczą skrzynię Valmarowi, przyjacielowi dziadka. Jest szybko, dość zabawnie, mrocznie i kreatywnie. Książka jest sporych rozmiarów, gdzieniegdzie tylko pojawiają się czarno-białe ilustracje, ale mój ośmiolatek przeczytał ją szybko, pewnie dlatego że zainteresowała go tematyka.

6. Minecraft. Na głęboką wodę Nick Elioplaos Wydawnictwo Egmont


I tym razem akcja książki rozgrywa się w świecie bestsellerowej gry. "Dzięki specjalnym goglom piątka szkolnych przyjaciół przenosi się do wirtualnego świata swojej ulubionej gry. Bohaterowie nie przypuszczają nawet, jak wiele tajemnic skrywa przed nimi Minecraft. Podczas tej niezwykłej wyprawy natrafiają na porzucony na plaży wrak statku i ukrytą w nim tajemniczą mapę skarbów. Niestety droga do skarbu prowadzi przez ocean – biom, którego jeszcze nie poznali. Skarb jednak kusi, dlatego przyjaciele podejmują wyzwanie i ruszają w pełną przygód i niebezpieczną podróż"*. Treści jest całkiem sporo, czcionka w niektórych momentach jest typowo minecraftowa, sporo czarno-białych obrazków, które również oddają klimat gry. My już zamówiliśmy na prośbę Alexa kolejną cześć :)

*opis pochodzi ze strony wydawcy
Obsługiwane przez usługę Blogger.