Najczęściej każdy wpis o hitach zaczynałabym słowami: czy to naprawdę styczeń, luty, marzec, itd. minął. Bo ja nie wierzę i ciągle nie dowierzam, nawet jak zmieniłam kartkę w kalendarzu, że już październik. Dopiero przecież wczoraj szłam rączka w rączkę z moim Synem na rozpoczęcie roku. Dopiero słyszeliśmy dzwonek na pierwszą lekcję, a tu raptem sześć tygodni minęło. Pocieszam się chociaż tą słoneczną pogodą za oknem. Wprawdzie chłodno, mocno rześko, ale to słońce jednak wszystko wynagradza. Bo ja kocham taką złotą jesień, z szeleszczącymi liśćmi pod stopami, z ciepłą herbatą zamajoną sokiem malinowym od mamy. Z długimi wieczorami, grubymi swetrami i zapachowymi świecami. Z cynamonem, goździkami i pachnącą szarlotką. I jeszcze z kilkoma rzeczami. Zerknijcie poniżej jakimi!

1. Kosmetyki


We wrześniu zdecydowanie zakochałam się w dwóch produktach do twarzy. Pokończyły się moje wcześniejsze produkty i szukałam czegoś w zamian. A jak szukałam, to i znalazłam. Nabyłam trzy. Jeden produkt zupełnie się u mnie nie sprawdził, bo i moja skóra ostatnio bardziej kapryśna, zwalam to na przesilenie, ale dwa pozostałe mnie urzekły. Jeden z nich to żel oczyszczający do skóry naczynkowej i wrażliwej od BASICLAB. Domyślałam się, że to zapewne fajny produkt, bo używam szamponów tej firmy i antyperspirantu, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo moja skóra polubi się z tym żelem. Jest bez mydła, więc nie wysusza mojej skóry, nie ściąga jej, nie podrażnia oczu, a intensywnie ją nawilża i koi wszelkie podrażnienia. Robi wszystko, co obiecuje producent. Dla mnie petarda!


Kolejnym hitowym produktem września okazał się u mnie hydrolat z mięty pieprzowy od Runo. Hydrolaty według mnie to kosmetyki wielozadaniowe. Przede wszystkim tonizuję nimi skórę, używam ich do włosów (przez co są bardziej nawilżone), ale także kiedy robię maseczki. Ten z mięty pieprzowej ma działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, oczyszczające, więc doskonale radzi sobie z moimi niedoskonałościami. Mam wrażenie, że jest taki pobudzający, odświeżający, taka kropka nad i w oczyszczaniu mojej twarzy. Cera staje się po nim przyjemnie uspokojona. Hydrolat ma bardzo specyficzny zapach, z którym się zaprzyjaźniłam. Można go kupić bezpośrednio na stronie producenta (TU) i kosztuje naprawdę niewiele, a działa wiele. 

2. Książka


Jakoś tak się w tym wrześniu złożyło, że mam niewiele czasu na czytanie. Wszystko schodzi na drugi plan, odkąd mam pierwszaka w domu. Wprawdzie aktualnie już się wszystko powoli normuje, ale czasu cięgle jak na lekarstwo. Nie wyobrażam sobie jednak, aby nie przeczytać chociaż kilku stron dziennie. We wrześniu w taki sposób udało mi się przeczytać książkę Jennifer Egan "Manhattan Beach". Autorka opowiada historię, która rozgrywa się między trojgiem bohaterów w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku w Nowym Yorku, kiedy to Ameryka staje się światową potęgą. Jedną z nich jest Anna Kerrigan, kobieta, która zakłada ekwipunek nurka, by naprawiać zniszczone statki. Jednak pewnego razu nurkuje, by odnaleźć ciało swojego ojca. A to wszystko za sprawą przeczucia i spotkania całej trójki przed laty w posiadłości szemranego biznesmena. Ciekawa, wielopłaszczyznowa powieść, która z całą pewnością umili niejeden jesienny wieczór. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Literanova i obecnie jest w znacznej przecenie. 

3. Serial 


Jeżeli znacie i podobał Wam się serial "The Killing" to tym z całą pewnością też będziecie zachwyceni oglądając "Karppi". Rzecz dzieje się w ponurej Finlandii, gdzie na terenie kosztownej i bardzo nowoczesnej inwestycji koncernu Tempo policja odkrywa zwłoki młodej kobiety. Do śledztwa przydzielona zostaje detektyw, która zmaga się z osobistymi problemami po śmierci męża, i której przychodzi współpracować z przydzielonym jej młodym policjantem. Oprócz samego, ciekawie rozwijającego się śledztwa kryminalnego, mnóstwo tu wątków osobistych głównych bohaterów, które wciągają równie mocno, jak samo śledztwo. 

4. Kanał na YouTube 


Nie jestem fanką YouTube'a, ale na ten niekonwencjonalny talk-show o tematyce społecznej czekam w każdy czwartek. Autor spotyka się i rozmawia ze swoimi gośćmi, zwykłymi ludźmi z niezwykłymi przeżyciami, na minus trzecim piętrze podziemnego garażu. Rafał Gębura prowadził już rozmowy chociażby z więźniarką z Auschwitz czy nurkiem straży pożarnej. Warto obejrzeć.

4 . Moda 


W najbliższym czasie czeka mnie zakup botków, takich żebym mogła je nosić do moich ulubionych sukienek. Aktualnie waham się pomiędzy tymi, a tymi. Jeszcze nie zdecydowałam się ostatecznie na żadne, chociaż czas nagli. Do nich koniecznie taka listonoszka i koszulka z fajnym nadrukiem od Lojesi, która już do mnie leci. Tylko, żeby jesień nie zawiodła. 


Ale, ale! Żeby nie było, że wszystko tylko dla siebie. We wrześniu odkryłam fajną polską markę  YoClub. Działają już na rynku dwadzieścia lat, a ja wylookałam ich na internecie dopiero teraz. Mają w swojej ofercie dobrej jakości akcesoria odzieżowe dla dzieci i młodzieży. Świetne skarpety, rajstopy, kapcie, rękawiczki, czapki, a wszystko to w rewelacyjnie niskich cenach. Zerknijcie tam koniecznie zanim zaczniecie kupować cieplejsze rzeczy dla dzieci. 










Nie mogę uwierzyć, że od ostatniego wpisu poświęconego książkowym nowościom dla dzieci, upłynęło już pół roku. Zebrało się u nas sporo wartych polecenia książek, więc podzieliłam wpis na dwie części. Dziś będzie pierwsza, a za kilka dni druga porcja ciekawych książek. Teraz, kiedy za oknem często szaro i buro, wieczory długie, takie lektury będą jak znalazł. Uwielbiam ten czas, kiedy jesteśmy wszyscy razem, wylegujemy się na kanapie, z gorącą herbatą w kubku, okryci ciepłym kocykiem, podjadamy orzechy czy jabłka, i czytamy, czytamy, czytamy. Do tej pory najczęściej czytał tata, a my z Alexem tuliliśmy się. W ostatnim jednak czasie sporo się zmienia, bowiem z racji tego, że mamy w domu pierwszoklasistę, to Alex próbuje czytać nam. Z każdym dniem lepiej Mu to wychodzi, rzadziej się zniechęca i częściej sam sięga po książki czy komiksy. Nie myślcie sobie  jednak, że tak pięknie jest cały czas. Zdarzają się bowiem gorsze dni, gdzie żadną siłą nie możemy namówić Go do czytania. Cieszymy się niezmiernie, że tych dni nie ma dużo i kiedy słyszymy od Niego, że czytanie to fajna sprawa. Oby Mu tak pozostało :) A tymczasem przedstawiam Wam nasze ulubione książki, niektóre w dość letnim jeszcze klimacie.

1. "Piotruś Pan i Wendy" Barrie James Matthew - Wydawnictwo Wilga


Historię Piotrusia Pana, czyli chłopca, który nie chciał dorosnąć, zna chyba każdy. Muszę się przyznać, że ja znałam ją dotąd jedynie ze srebrnego ekranu. Cieszę się więc, że już mamy swój własny egzemplarz książki, bo żadna adaptacja nie oddaje jej ducha. To opowieść o wiecznym dzieciństwie w Nibylandii, wierze we wróżki, beztroskiego czasu, spełnianiu marzeń.... Książka ma sporą wartość dydaktyczną i okazała się u nas przyczynkiem do mnóstwa rozmów. Czytając  pomijaliśmy niektóre sceny czy słowa, bo uznaliśmy że są nieodpowiednie dla dziecka. Atrakcyjne ilustracje Doroty Wojciechowskiej dodatkowo ułatwiają przeniknięcie do królestwa Piotrusia Pana - Nibylandii.

2. "Lato Toli" Anna Włodarkiewicz - Wydawnictwo Zielona Sowa


Uwielbiamy czytać o przygodach Toli i jej rodziny, bo są to piękne, ciepłe, rodzinne opowiadania. Mamy u siebie dwa egzemplarze, jeden o wiośnie, a drugi o lecie właśnie. Musimy dokupić pozostałe części, bo jesteśmy bardzo ciekawi co spotka Tolę jesienią i zimą. Dziewczynka ma kochających rodziców, pełnych empatii, z którymi dużo rozmawia, cudowną dalszą rodzinę i przyjaciół. Rodzice uczą jej otwartości i wrażliwości oraz życia w kontakcie z naturą. To opowieści o zwyczajnym, codziennym życiu, w bliskości i poszanowaniu natury, ale jednocześnie o ważnych dla dziecka sprawach, o relacjach z najbliższymi, sąsiadami, kolegami. Ilustracje wykonane przez Olę Krzanowską przyjemnie uzupełniają treść. W bardzo dobrej cenie książkę można znaleźć w księgarni internetowej Livro.pl.

3. "Listy od Feliksa. Nowe przygody" A. Langen, C. Droop - Wydawnictwo Mamika


Pisałam już na blogu o poprzednich częściach przygód pluszowego zająca. Tym razem Feliks rozpoczyna swoje przygody odlatując skonstruowanym przez Zosię balonem. Wkrótce zaczynają do stęsknionej Zosi spływać listy z Księżyca, Afryki, Karaibów, lasów tropikalnych i kontynentu australijskiego. Wszystkie są zabawne, opisujące szereg ciekawostek o środowisku naturalnym i otaczającym nas świecie. Fajne w książce jest to, że listy umieszczone są w prawdziwych kopertach, bo dziecko wówczas z ogromnym zainteresowaniem wyjmuje je i z wypiekami na twarzy czeka na kolejne przygody Feliksa. Dodatkowo w tej części znaleźć można zdjęcie przestrzeni kosmicznej wykonanej przez NASA, australijski znak drogowy czy alfabet morski. Jestem pewna, że każde dziecko z zainteresowaniem sięgnie po książki o przygodach tego sympatycznego królika. Do kupienia TU.

4. "Poczytam ci mamo. Elementarz" Beata Ostrowicka - Wydawnictwo Nasza Księgarnia


To jeden z ulubionych elementarzy Alexa, co zresztą wcale mnie nie dziwi, ponieważ to świetna pomoc dla dzieci rozpoczynających naukę czytania. W elementarzu znajdziecie opowiadania o Antku i Lence, którzy mieszkają w bliźniaku, ich rodzinach i kolegach. Książka podzielona jest na poziomy, etapy, które pozwolą dziecku nauczyć się, a następnie doskonalić naukę czytania. Pierwszy etap wprowadza czytanie globalne, sporo tu ilustracji, w następnej części znajdują się teksty tworzone zgodnie z zasadą "jak się pisze, tak się czyta", w trzeciej natomiast teksty są już obszerniejsze i pojawiają się wszystkie litery alfabetu. Elementarz w znacznie obniżonej cenie można kupić TUTAJ.

5. "Kajtek i Tosia" Wieslander Jujja i Wieslander Tomas - Wydawnictwo Zakamarki



Oj jak my bardzo lubimy przygody tej dwójki rezolutnych dzieciaków. Kajtek i Tosia przyjaźnią się i bawią razem codziennie, a później Kajtek każdego wieczora opowiada swojemu Misiowi o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia. A wydarza się naprawdę sporo, bo przyjaciele znajdują jamnika, hodują kijanki czy jeżdżą na nartach w domu. A bywa i tak, że gubią się w lesie. Pełne humoru, ciepła opowiadania spotkają się z entuzjazmem każdego dziecka. Kupicie TU.

6. "Hortensja i cień" O'Hara Natalia i O'Hara Lauren - Wydawnictwo Prószyński Media


Mnie zachwycają przepiękne, klimatyczne, folkowe, malowane akwarelami ilustracje, które nadają opowieści charakter. To książka, która traktuje o dziecięcych lękach i obawach, często dla nas dorosłych zbyt oczywistych i naturalnych rzeczach co sprawia, że zwyczajnie je bagatelizujemy. Z drugiej jednak strony pokazuje to, że w wielu przypadkach strach ma tylko wielkie oczy. To historia małej dziewczynki imieniem Hortensja, którą przeraża "prześladujący" ją cień rosnący z godziny na godzinę. Postanawia więc się go pozbyć. Kiedy w końcu tak się staje, zaczyna za nim tęsknić. Dlaczego? O tym przeczytacie w książce. Do kupienia TU.




Jedną z moich pierwszych przeczytanych thrillerów była książka autorstwa Harlana Cobena. Tego autora poleciła mi koleżanka, obiecując że dzięki niemu rozkocham się w tej kategorii książek. Przyznam szczerze nie pomyliła się. Z nieskrywaną więc przyjemnością sięgnęłam po jego nową książkę "Nie odpuszczaj".

Napoleon Dumas jest detektywem policji zmagającym się od piętnastu lat ze śmiercią brata bliźniaka, który zginął na torach kolejowych wraz ze swoją dziewczyna Dianą. Śledczy nie potrafi uporać się ze stratą, utrudniają mu to zdecydowanie niewyjaśnione okoliczności śmierci brata. Czy był to wypadek, samobójcza śmierć, a może morderstwo? Dodatkowo ze śmiercią brata zbiegło się nagłe znikniecie jego ówczesnej dziewczyny Maury. Rodzice młodej kobiety nigdy nie zgłosili zaginięcia córki, a jemu kazali trzymać się od tej sprawy z daleka. On oczywiście uparcie jej poszukiwał, ale bez rezultatu, aż do dnia dzisiejszego, kiedy dowiaduje się, że na miejscu gdzie zginął jego kolega ze szkolnych lat Rex, znaleziono odciski palców Maury. Sam wiele lat temu je wprowadził do bazy danych. Przeszłość powraca więc ze zdwojoną siłą, a Nap rzuca się w wir pracy, próbując rozwikłać zagadkę sprzed lat. Czy pogodzi się z tym, co odkryje? 

Książkę czyta się szybko, płynnie, z ogromnym zaciekawieniem, bo nie sposób doczekać się zakończenia, które, jak się okazuje, nie podąża utartym szlakiem, ale kryje w sobie mnóstwo elementów zaskakujących czytelnika. Autor potrafi budować napięcie, podsycać emocje, wciągać w mroczne sekrety, szokować dynamicznymi zwrotami akcji, zaciekawić tak bardzo, że nie ma się ochoty przerywać zaczytania. Cóż więcej dodać. Mistrz thrillerów ciągle w formie. Polecam, nie tylko fanom gatunku, ale również osobom zaczynającym swoją przygodę z thrillerami.
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Albatros i w dobrej cenie można ją kupić w księgarni internetowej Livro.pl.






I poszedł. Pobiegł. A właściwie to prawie pofrunął mój mały pierwszoklasista. Do nowych kolegów, nowej pani, nowego miejsca. Ale ile to ja nocy nie przespałam, ile czasu żołądek miałam skurczony do granic, że o jedzeniu mowy nie było, ile chwil spędziłam na rozkminach i zastanawianiu się jak to wszystko ten mały człowiek ogranie, to wiem chyba tylko ja, no i mój w tym wszystkim biedny mąż, który musiał te wątpliwości po stokroć wysłuchiwać. Taka to ze mnie jest matka strachliwa o tego jedynaka. Zupełnie jednak niepotrzebnie, jak się okazało, bo już prawie miesiąc minął bez dramatów chłopca mojego. Codziennie z uśmiechem idzie do szkoły, nie uskarża się, nie marudzi, dzielnie odrabia prace domowe. Jest ciężko, no jest, bo ranne wstawanie i pośpiech nie sprzyjają, a brak dziadków na miejscu daje się mocno we znaki, zwłaszcza gdy trzeba kilka godzin po lekcjach spędzić w świetlicy. Doceniamy za to po stokroć czas spędzony razem. Każdą minutę staramy się wyciskać jak cytrynę. Nie ważne czy zbieramy kasztany, leżymy czytając książki czy gotujemy, ważne że wspólnie. Jesteśmy dla siebie, żyjemy ze sobą, bo przecież nie ma zapasowych dni na takie momenty. Rozmawiamy przy tym o rzeczach, które gdzieś tam po drodze umknęły, mówimy sobie kocham, o którym zapomnieliśmy w porannej gonitwie.



Gotowanie i pieczenie ostatnio mocno uskuteczniamy, by mieć coś dobrego do zjedzenia na przerwach w szkole czy w pracy. Pieczemy ciasteczka i babeczki, bo Alex codziennie o nie prosi. Wypracowaliśmy nasz ulubiony przepis na owsiane smakołyki, więc z chęcią się nim tutaj dzielimy.

Składniki: 
  • pół szklanki mąki owsianej (robię ją mieląc płatki owsiane)
  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  • 1 jajko
  • około 4 łyżek miodu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 gruszki
  • banan
  • suszone śliwki, morele
  • sezam
  • siemię lniane
  • wiórki kokosowe
  • według uznania można dodać np. cynamon lub kardamon, a nawet przyprawę korzenną

Wykonanie:

Suche składniki mieszamy w misce. Gruszki myjemy, obieramy i ścieramy na drobnych oczkach. Banana rozgniatamy. Mus gruszkowy, rozgniecionego banana oraz jajko łączymy z suchymi składnikami. Miskę z ciastem odstawiamy na około pół godziny. Po tym czasie dłonie zwilżamy wodą, formujemy kulki, które rozgniatamy dłonią na blasze wyścielonej papierem do pieczenia. Pieczemy na złoty kolor w temperaturze 180 st. C przez około 20-25 minut.


Smacznego!

O jeny, ale się znów zagapiłam, więc tym razem będą zachwyty lipca i sierpnia łącznie, bo już za pasem wrzesień. Ostatnio było mnie tutaj znacznie mniej, bo mało ostatnio w ogóle mnie w domu, więcej za to na placach zabaw czy ścieżce rowerowej. Cieszę się tymi ostatnimi dniami przed wielką zmianą, jaka nas we wrześniu czeka. A tymczasem zerknijcie, co wywołało u mnie wow! w tych dwóch miesiącach.



1. KSIĄŻKI

W lipcu i sierpniu przeczytałam kilka świetnych książek głównie za sprawą czasu wolnego spędzanego na placach zabaw. Fajnie mam teraz, że nie biegam za Alexem krok w krok, a odpoczywam na ławce czytając właśnie. Ostatnio ukazała się książka Guiliame Musso, mojego ulubionego autora "Apartament w Paryżu". Spore grono koleżanek "zaraziłam" książkami tego autora. Tym razem w swojej powieść francuski pisarz opowiada historię dwójki bohaterów Madeline Greene oraz Gasparda Coutancesa, którzy zupełnie przypadkiem wynajmują w jednym czasie ten sam dom w uroczym zaułku w Paryżu. Okazuje się, że jest to apartament bardzo znanego, ale tragicznie zmarłego amerykańskiego malarza - Seana Lorenza. Madeline to była policjantka, która po sporych problemach natury osobistej przybywa do Francji, by ukoić skołatane nerwy. W tym samym czasie do Francji przylatuje dramatopisarz, by stworzyć kolejną sztukę. Ich znajomość, z wiadomych przyczyn, nie zaczyna się najlepiej, ale z czasem przezwyciężają niechęć do siebie i rozpoczynają śledztwo, które doprowadza ich do niewiarygodnego odkrycia. A jakiego? Poznacie czytając książkę. Musso nie zawiódł mnie i tym razem!

Kolejnym hitem okazał się Fash Food Book, z którego przepisów korzystam niemal codziennie. Moim ulubionym przepisem jest wegański bekon, który robi się z płatków kokosowych. Uwielbiam go i robię przynajmniej raz w tygodniu. W samym ebooku znajdziecie mnóstwo inspiracji i motywacji, by zdrowo i pysznie gotować. W związku z ukazaniem się ebooka brałam udział w warsztatach kulinarnych w Warszawie organizowanych przez Elizę. Było genialnie!

2. FILM 
"Heartbraker. Licencja na uwodzenie"- film, który poleciła mi koleżanka. Lekka komedia z błyskotliwym humorem, którą ogląda się z przyjemnością. Myślę, że to świetna propozycja na wspólne spędzenie letniego, ciepłego wieczorku.

3. MIEJSCE W SIECI

Tym razem zachęcam Was do zajrzenia na profil Instagramowy @earthyendy. Mnóstwo przepięknych zdjęć czteroosobowej, wkrótce pięcioosobowej rodziny mieszkającej na Hawajach. I do tego spora dawka wegańskiego jedzenia.

4. KOSMETYKI 

Tu zdecydowanie prym wiodą kosmetyki z serii Sunny od Nacomi. Zachwyciło mnie nie tylko ich działanie, ale też  piękne opakowania, no i dobre ceny! Wśród kosmetyków można znaleźć emulsje do opalania, olejek z drobinkami złota, balsam chłodzący i masło regenerujące po opalaniu. Każdy z nich ma swoje zalety, a ja najbardziej pokochałam ten ostatni produkt. Masło doskonale nawilża, mam wrażenie że skóra jest nawodniona. Ma dość zbitą i gęstą konsystencję, ale całkiem dobrze się rozprowadza i wchłania. Ma fajny, naturalny skład, który regeneruje skórę i pozostawia ją miękką i gładką w dotyku.

Pomadka Lip calm od John Masters Organics, którą można dostać w ECO AND WELL. Ja mam absolutnie zawsze przy sobie pomadkę ochronną, no nie wyobrażam sobie bez niej życia. A ta jest rewelacyjna, bo fajnie chroni przed szkodliwymi warunkami atmosferycznymi, odżywia usta i głęboko je nawilża. Super się rozprowadza i nie pozostawia na ustach takiej przeszkadzającej, niesmacznej powłoki, której nie znoszę. Ma bardzo delikatny smak i zapach, czyli jest dokładnie taka, jak lubię.

Żele pod prysznic marki Vis Plantis. Ja na próbę zamówiłam sobie dwa: olej monoi + algioraz olej arganowy + figa. Żele są świetne, dobrze się pienią, mają fajne relaksujące zapachy, oczywiście z dobrymi składami. No i ta cena, zdecydowanie zachęcająca. Nie wiem czy są dostępne stacjonarnie, ale można je kupić np. TU (aktualnie w promocji). Zerknijcie na ich Instagram, tam więcej produktów, a ja muszę się bliżej przyjrzeć marce, bo jest bardzo zachęcająca.

Ostatnio natknęłam się też na rollery do twarzy, z których jeden wykonany jest z jadeitu, a drugi z różowego kwarcu. Oba wałeczki mają służyć do masażu twarzy. Za pomocą chłodu mają zamykać pory, wspomagać drenaż limfy oraz krążenie krwi. Taki masażer ma działanie przeciwzmarszczkowe, ma zmniejszyć opuchliznę czy cienie pod oczami. Można używać ich na sucho, ale także z różnymi olejkami czy serum. Świetna sprawa. Więcej na ich temat znajdziecie TU.

5. MODA

W tym roku w letnich miesiącach zdecydowanie najczęściej wybierałam lniane ubrania. Zakochałam się w marce Gajlinen (niebawem ruszy sklep internetowy) i na imieniny sprawiłam sobie kolejny model ich sukienki, dokładnie . Jest cudowna. Idealna na lato. Taka wiecie jak druga skóra. Można nosić na okrągło.

Biały tshirt oversize z kieszonką marki Angels of Rock. Nie ma go u mnie jeszcze, dopiero w drodze, ale mam nadzieję, że się spisze, bo dobry tiszert to podstawa. Można go nosić z dekoltem w serek z przodu lub tyłu. Jego skład to bawełna z elastanem.

Do koszulki na chłodniejsze dni obowiązkowo spodnie. Mi podobają się TE ze Stradivariusa z bardzo wysokim stanem i luźnymi nogawkami. Mam już podobne, kupione kiedyś w małym sklepiku w Przemyślu, tylko że z dużą ilością przetarć i dziur. Myślę, że w tych będzie mi równie wygodnie.

Spodenki jeansowe to mój hit każdych wakacji. W oko wpadły mi ostatnio TE i TE, a do nich koniecznie TE klapki, które "chodzą" za mną już od dłuższego czasu.

Wypatrzyłam też ostatnio w internecie torebki Milano w Kajo Jewels i przepadłam. Małe, zgrabne kopertówki na pas, mieszczące telefon, kartę czy klucze. Są w kolorze różowym, czarnym, srebrnym i białym. Jak dla mnie bomba!






Obsługiwane przez usługę Blogger.