Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu o książkach dla dzieci. Ja oczywiście nieustannie śledzę wydawnictwa w poszukiwaniu ciekawych książek dla Synka, zwłaszcza teraz, kiedy okres świąteczny tuż tuż. Dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami swoim zestawieniem, zwłaszcza że sporo osób mnie o to prosiło.



1. Sekrety maszyn. Podróż do wnętrza maszyn  - nowa książka z Wydawnictwa Polarny Lis, z której dowiemy się np. jak skonstruowany był statek, ile metrów ma drabina w wozie strażackim. Książka odkrywa wnętrza szesnastu niezwykłych pojazdów i pokazuje ich najbardziej niedostępne miejsca. Opowiada o warunkach, w jakich pracują ludzie obsługujący te maszyny. Bardzo jestem jej ciekawa.


2. Opowiem ci mamo, co robią dinozaury - książka obowiązkowo ląduje na mojej liście do kupienia, bo obok niej nie da się przejść obojętnie. Alex lubi dinozaury, a książka przenosi nas właśnie do krainy dinozaurów, gdzie poznać możemy te niezwykłe zwierzęta: olbrzymiego Riochazaura, Trematozaura, który zgubił jajo, roślinożernego Diplodoka, żyjącego w wodzie Plejozaura, Tyranozaura Rexa kłócącego się z Ankylozaurem, latające Archaeopteryxy i wiele, wiele innych. W świetnej cenie znalazłam ją w księgarni internetowej LIVRO.


3. W tej bajce nie ma smoka - to opowieść o smoku, który uciekł z bajki o królewnie i wędruje przez inne bajki, pragnąc zostać ich bohaterem i znaleźć swoje miejsce. Niestety, nikt go nie chce: ani Ciastek, ani Złotowłosa, ani Trzy świnki, ani Czerwony Kapturek, ani Jaś (od fasoli). Odpowiedź jest zawsze taka sama: w tej bajce nie ma smoka. Czyżby? A co jeśli zły olbrzym z bajki o Jasiu i łodydze fasoli zdmuchnie słońce i tylko smok będzie umiał na nowo je rozpalić?


4.  Nela i polarne zwierzęta - tym razem Nela wybiera się na poszukiwanie zwierząt polarnych, czyli takich, które występują w zimnych rejonach świata i lubią chłód, a więc dziewczynka będzie obserwować orki, sprawdzi, co foki robią pod wodą, poszuka niedźwiedzia polarnego i popływa z rekinem olbrzymim.
5. W lesie - gdy otworzysz tę książkę, wyrośnie przed tobą las. Las, w którym wszystko jest zielone i wszystko tętni życiem. Pełen dzikich zwierząt, kolorowych ptaków i wielkich tropikalnych drzew. Las, w którym pewnego dnia rozlega się metaliczny hałas…
6. Złota Biblioteczka. Masza i Niedźwiedź - uwielbiamy całą rodziną, a w tej książce kryje się pięć przepięknych książeczek o przygodach Maszy i Niedźwiedzia. Tym razem nasza bohaterka wybierze się z Niedźwiedziem na małą wycieczkę, wspólnie otworzą domowy salon piękności, a także urządzą polowanie na uporczywego mola. Ale to nie wszystko..... Co jeszcze skrywa książka, tego dowiecie się sięgając po nią.  


7. Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół -  to klasyka literatury dziecięcej, zabawna, mądra i ponadczasowa opowieść o przyjaźni i potrzebie mówienia prawdy. W zamieszkanej przez małe ludki dolinie żyje paczka zgranych i pomysłowych przyjaciół, a każdy z nich ma wyjątkowe zdolności. Tylko Nieumiałek nie potrafi nic szczególnego – zna się jedynie na żartach i psotach. Jednak nie chce się do tego przyznać i wszystkim opowiada wymyślne historie ze sobą w roli głównej. Ale kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później wyjdzie na jaw...


8. Skrzaty - tę książkę ma moja przyjaciółka i teraz, kiedy nastąpiło jej wznowienie myślę o zakupie. To taki album, z którego  możemy się dowiedzieć wszystkiego o historii skrzatów, ich budowie, rytuałach, sadybach, o ślubie i małżeństwie, polowaniach, kuchni. Poznajemy skrzacich przyjaciół i wrogów.


9. Wiersze logopedyczne dla dzieci - mamy w domu kilka podobnych pozycji i ta także wydaje się ciekawa. 


10. Tupcio Chrupcio. Mama idzie do pracy - Tupcio Chrupcio jest już dużą myszką i bardzo lubi, gdy mama jest z nim w domu, ale mama wraca do pracy.... Jak poradzi sobie z tym główny bohater?


11. To nie jest książka - propozycja w sam raz dla najmłodszych. Warto zajrzeć do środka, bo tam można znaleźć dwie dłonie, które mogą zaklaskać, klawisze pianina, na których możesz zagrać, skrzynkę z narzędziami, a nawet paszczę potwora!



12. Na tropie angielskich słówek - koniecznie muszę ją kupić Alexowi, bo jak pisze Wydawca "to wyjątkowa, wielkoformatowa książka do nauki angielskich słówek podczas wciągających zabaw obserwacyjnych. Zachwycające, niebanalne ilustracje znakomitych polskich ilustratorów zabiorą małych tropicieli w intrygującą podróż w poszukiwaniu angielskich słów".


13. Hura, są Święta -  to nowość od Wydawnictwa Zakamarki. Zabawna, filozofująca opowieść w 24 rozdziałach do czytania w każdy grudniowy wieczór aż do Wigilii.
14. Wszystkie przygody Żabka i Ropucha - to zbiór opowieści o rezolutnym Żabku i wrażliwcu Ropuchu, a każda z nich rozgrywa się w innej scenerii, wszystkie wywołują uśmiech i uczą spoglądania na świat z różnych punktów widzenia.


15. Hedwiga - to opowieść o rezolutnej dziewczynce i jej pierwszym roku w szkole. Myślę, że coś w sam raz dla nas.
16. Plac zabaw - to kolejna książka z serii 1001 drobiazgów. Tym razem autor zabiera nas na plac zabaw, a wiadomo, że to jedno z najulubieńszych miejsc!


17. Cudowna podróż - książka opowiada historię małego niesfornego Nilsa, który lubi dokuczać innym. Spotyka go za to kara, bo zostanie zamieniony w malutkiego człowieczka i wyruszy w podróż do Laponii. Czy uda mu się jednak bezpiecznie wrócić do domu?


18. Wielki powrót detektywa Pozytywki - to postać stworzona przez Grzegorza Kasdepke. Detektyw Pozytywka zaginął, ale czy uda mu się wrócić i udaremnić knowania Martwiaka?

19. Mamo nie mogę zasnąć - pozycja i dla dzieci i dla rodziców. Zawiera opisy różnych technik oddechowych i lekkich ćwiczeń fizycznych sprzyjających uspokojeniu.
20. Wanda Chotomska dzieciom - myślę, że twórczość Chotomskiej zna każdy z nas, więc czas aby i nasz dzieci się z nią zapoznały. To zbiór najlepszych utworów wybranych z bogatej twórczości poetki.
21. Rok w Krainie Czarów - to musi być coś wspaniałego. Uwielbiamy te rozkładówki, a tym razem możemy przenieść się do Krainy Czarów, gdzie zapewne mieszkają czarodzieje, wilki, krasnoludki, smoki czy księżniczki. 


22. Już umiem ..... skakać! - kolejna propozycja skierowana do najmłodszych od Wydawnictwa Smartbooks. To książeczka kartonikowa w której na pięknych ilustracjach przedstawione są różne czynności, które potrafi wykonywać dziecko. 

→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→
Jeżeli spodobał Ci się ten post i sądzisz, że może komuś się przydać, kliknij proszę Lubię to na moim profilu na FB lub udostępnij go u siebie.

*niektóre opisy książek pochodzą bezpośrednio od  Wydawcy
 

Kilka dni temu na blogu napisałam, że nie lubię kupować butów, ale nie napisałam, że torebki mogłabym kupować nieustannie. Do tego, kiedy są to jeszcze produkty genialnych polskich marek, bez wahania wydałabym każdą "wolną" gotówkę. Mam oczywiście swoich faworytów, do których nieustannie wzdycham. Jednym z nich jest marka PotPot, której produkty wykonane są z ...... papieru. Nie jest to jednak byle jaki papier, a washpapa czyli impregnowany papier, który nie rozpuszcza się w wodzie, więc nie ma problemu z wypraniem np. torebki czy innych produktów. Dziś w ramach cyklu #wspierampolskibiznes zadałam Pomysłodawczyniom kilka pytań, by bliżej przyjrzeć się marce, bo to co produkują jest naprawdę wyjątkowe i zdecydowanie warte uwagi. 


1. Dzień dobry. "Dobrze jest mieć swojego potpota" brzmi na Państwa stronie. Skąd pomysł na taką nazwę i kto tworzy owe potpoty? 
To efekt burzy mózgów - nazwa miała być prosta, wpadająca w ucho, anglojęzyczna, przez co europejska i najlepiej, aby stała się nazwą własną - właśnie takim potpotem. Wymyśliłam ją wspólnie z koleżanką, z którą zakładałyśmy ten biznes.

2. Myślę, że efekt został osiągnięty. A kiedy zaczęła się przygoda z designem? 
Otóż tak, koleżanka znalazła kiedyś bardzo ciekawy papier, który ogromnie ją zachwycił. Był to papier, z którego można szyć i który nie rozpuszcza się w wodzie, ale wtedy jeszcze kompletnie nikt o nim nie słyszał. Długo szukałyśmy producenta i w końcu się udało. Z czasem pojawiły się pomysły na wykorzystanie papieru - a tych jest mnóstwo w głowie. Ważne, aby rzeczy szyte z tego papieru były proste. Ciężar designu przesunięty jest na materiał, a nie na formę.

3. Dlaczego akurat wahspapa?
Ten papier jest fascynujący i daje ogromne możliwości. Aż trudno uwierzyć, że celuloza nie rozpuszcza się w wodzie. Washpapa jest też dość sztywna, a fakturą przypomina skórę. Stąd też nazywana jest przez niektórych skórą dla wegan. Można ją laminować i farbować. Idealnie nadaje się na torebki, bo jest niezwykle wytrzymała. A do tego nie jest jeszcze popularna na rynku, więc stanowi atrakcję.


4.  Proszę mi coś więcej opowiedzieć o tym, jak wygląda proces powstawania toreb, kopertówek oraz koszyków z wahpapy właśnie? 
Są one szyte ręcznie w malutkim zakładzie. Każda torba jest ręcznie krojona, do każdej dokupuję skórę, zdarza się, że trudno jest ją powtórzyć. Do szycia potrzebna jest maszyna przemysłowa, a papier wywijamy na mokro - wilgotny papier jest bardziej wytrzymały, elastyczny i nie rwie się.

5. Czy te produkty są naprawdę wytrzymałe? 
Tak, dość wytrzymałe, chociaż złe użytkowanie oczywiście możne je zniszczyć. Są pewnie bardziej podatne na przetarcia niż skóra, stąd też piszemy o ich krótszej trwałości. 

 6. A wracając do samego biznesu, to jak Panie dzielą się pracą, kto projektuje, kto szyje, a kto ogarnia media społecznościowe? Czy może wszystko robicie wspólnie?  
W chwili obecnej bardziej skupiamy się na naszych markach wapa paper i Washpapa. Wapa to marka dedykowana dla firm i agencji reklamowych - tam powstają akcesoria z washpapy dedykowane dla większych odbiorców. Washpapa to sprzedaż papieru. Ja zajmuję się projektowaniem, prototypami i mediami społecznościowymi, ale nie ma przy tym dużo pracy - nasza firma jest maleńka ;-) 

7. Jestem przekonana, że się rozrośnie. Czego sobie Panie życzą? 
Wielu zadowolonych klientów oraz mnóstwa pomysłów i inspiracji  ;-) 

8. Trzymam więc mocno kciuki za PotPot, Wapa paper i Washpapa. Powodzenia i dziękuję za rozmowę.


Zajrzyjcie koniecznie tutaj, bo naprawdę warto:
http://potpot.pl/
https://washpapa.pl/
https://www.instagram.com/washpapa_polska/
https://www.facebook.com/washablepaper
http://www.wapapaper.pl/
https://www.facebook.com/wapapaper/?ref=bookmarks
https://www.instagram.com/wapa_paper/


 




Wcześnie zapadający zmrok zdecydowanie sprzyja czytaniu. Ciepła herbata, jeszcze cieplejszy koc lub termofor, dobra książka to jest to, o czym marzę każdego dnia. Ostatnio miałam okazję przeczytać kilka ciekawych książek. Znów wróciłam do thrillerów, a książka ze zdjęcia wyżej jest właśnie z tej kategorii i to dzisiaj właśnie o niej chcę napisać.

Nigdy wcześniej nie sięgałam po ksiażki Karin Slaughtern i po przeczytaniu "Dobrej córki" stwierdzam, że to błąd, bo już dawno, żadna książka nie wciągnęła mnie, tak jak ta. Ciekawa, pełna intryg historia, wartka akcja i charakterni bohaterowie to niewątpliwie atuty tej ksiażki.

Cała historia zaczyna się w 1989 roku, kiedy w Pikevill w stanie Georgia rodzina Quinnów w wyniku podpalenia traci dom i cały majątek. Tymczasowo przenoszą się do domu, w którym kiedyś mieszkał przyjaciel rodziny. Niestety i tu nie nie zaznają spokoju, ponieważ dwóch bezwzględnych oprawców na oczach Samanthy i Charlotty zabija ich matkę, a dziewczynkom przychodzi walczyć o życie. Obu jednak udaje się przeżyć.

Blisko 30 lat później w tej samej miejscowości w lokalnej szkole dochodzi do strzelaniny, w wyniku której ginie dyrektor i ośmioletnia dziewczynka, a naocznym świadkiem strzelaniny jest Charlotta. Sprawczynią okazuje się szesnastoletnia Kelly Wilson, uczennica gimnazjum. Jej obrony podejmuje się Rasty, głowa rodziny Quinnów. Rasty Quinn to adwokat potępionych, bo podejmował się obrony  handlarzy narkotyków, gwałcicieli, morderców, włamywaczy, złodziei aut, pedofilów czy porywaczy. Niestety zostaje brutalnie napadnięty i cudem uchodzi z życiem. W konsekwencji do miasta przyjeżdża  Samantha, która nie była w rodzinnej miejscowości od wielu lat. Nie kontaktowała się też ani z siostrą, ani z ojcem. Na prośbę ojca decyduje się bronić Kelly Wilson. W czasie dochodzenia wychodzi na jaw wiele niewiadomych dotyczących tragedii sprzed 28 lat. Gdzie więc kończy się prawda, a zaczyna kłamstwo? Czy siostrom uda się ponownie nawiązać utraconą więź?

Odpowiedzi na te pytanie znajdziecie czytając książkę, do czego Was zachęcam. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa HarperCollins Polska i można ją kupić TU.  


Pod wpisem na Facebooku z hitami września pojawiło się ostatnio pytanie: kiedy hity października? Otóż donoszę, że właśnie wjechał na bloga post, z tym co spodobało mi się w październiku. I chociaż trudno w to uwierzyć, ale dziesiąty miesiąc roku już za nami. Tym razem będzie trochę modowo, ale nie zabraknie też innych propozycji. Zaparzajcie kawę, herbatę i czytajcie!

1. MODA

Przyznam się, że z modą jestem raczej na bakier, więc dlatego nie pojawiają się na blogu wpisy z tej właśnie kategorii. W październiku jednak zakochałam się bez pamięci w czterech rzeczach, które właściwie mogłabym nosić na okrągło. Po wielu latach przeprosiłam się ze sklepem Reserved, bo przez ten czas było mi z nim zwyczajnie nie po drodze. Kupowałam raczej wyłącznie ubrania dla Alexa. Ostatnio jednak dwie z czterech rzeczy pochodzą właśnie stamtąd.


Uwielbiam nosić sukienki, więc zakup tej właśnie okazał się dobrym wyborem. Motyw kwiatowy, plisowany dół, długość idealna (na mnie jest dłuższa niż na modelce rzecz jasna :) czyli dokładnie to, czego szukałam. 


Mam szary płaszcz z Zary, ale chciało mi się kolorowej odmiany, więc kiedy po wejściu do sklepu zobaczyłam to cudo, wiedziałam że musi być mój. Płaszcz jest lekko oversize’owy z dużymi klapami kołnierza. Wykonany z dzianiny z domieszką wełny. Według mnie świetny.


Pewnie wiele z Was zdziwi fakt, że nie lubię kupować butów. Dzieje się tak, bo zawsze nowe buty sprawiają, że chodzę przez kilka dni w poobklejanych plastrami stopach. Nawet Annielki obtarły mi nogę. Niemożliwe? A jednak! Natomiast zakup tych butów odmienił moje życie i zmienił trochę moje nastawienie :) To Glamoursy - jazzówki o klasycznym wyglądzie, nawiązujące do miejskiego stylu. Najwygodniejsze, mięciutkie, skórzane buty ever. Są zaprojektowane według anatomii stopy i idealnie się do niej dopasowują. Uszyte w Polsce. Śledzę ich stronę na Instagramie i widzę, że pojawiła się też ich ocieplana wersja oraz sztyblety. Są rewelacyjne!!!!!


Kolejny hit, który wprawdzie odkryłam chyba jeszcze w sierpniu, to sklep z mnóstwem materiałów i oryginalnymi guzikami Popcouture. Ja ostatnio kupiłam materiał double gazue w kolorze grafitowym oraz szarym i dziś cieszymy się świetnymi chustami, bo te nasze Wayda były już nieźle zużyte. Muszę koniecznie zamówić jeszcze dla męża. Myślę, że zrobiłam interes życia, bo trzy chusty to nie jedna :) Mocno polecam ten sklep!

2. KSIĄŻKA


Make Photography Easier czyli książkę Kasi Tusk kupiłam zachęcona zdjęciami na Instagramie. Wprawdzie niespecjalnie czytam jej bloga, ale po książkę sięgnęłam z przyjemnością, bo interesuję się fotografię, ostatnio zwłaszcza tą flat lay. Według mnie to jedna z najbardziej przystępnych książek o fotografii. Znaleźć w niej można sporo informacji czysto technicznych, jak np. ustawić ISO, przysłonę czy czas naświetlania, ale to także kopalnia pomysłów na udane zdjęcie, w tym chociażby te robione telefonem komórkowym. Książkę w dobrej cenie znalazłam w mojej ulubionej księgarni internetowej LIVRO.

 3. SERIAL


Serial "Telefonistki" to kolejna, ciekawa produkcja Netflixa, która bardzo nas wciągnęła. Rzecz dzieje się Madrycie w latach 20. Cztery kobiety z krajowej centrali telefonicznej uczą się pracy w nowoczesnym miejscu, szukając przy tym miłości oraz przyjaźni i jednocześnie chcą walczyć o prawa kobiet. Za tym wszystkim kryje się jednak bardziej skomplikowana historia. To taka trochę telenowela, ale powiem Wam, że dużą robotę robi tu....... język hiszpański :)

4. KOSMETYKI


Świeczka balsam z masłem shea, pomarańczą i wanilią od Nacomi. Coś fantastycznego! U mnie ten balsam jest w ostatnim czasie absolutnym numerem 1! Zapalam sobie świeczkę, która pięknie pachnie, a potem nacieram się takim niby-woskiem, zupełnie jak balsamem. Skóra jest po tym fenomenalna, miękka i delikatna, wręcz jedwabista! Produkt bardzo ładnie się wchłania i pozostawia na całym ciele obłędny zapach. Jestem mocno na tak!

5. APLIKACJA


W październiku zainstalowałam sobie też genialną aplikację „zdrowe zakupy”, która pomaga mi sprawdzać składy produktów, które kupuję. Skanuję telefonem kod, a aplikacja rozpoznaje produkty i wyświetla ich skład. Dla ułatwienia do każdego ze składników chemicznych dodaje wyjaśnienie i emotikonę, dzięki której już na pierwszy rzut oka można się zorientować, jaki jest poziom jego szkodliwości.

6. PROFIL NA INSTAGRAMIE - @misa_mocy


Często szukam inspiracji na dobry obiad, zwłaszcza wegetariański czy wegański. Wprawdzie nie jesteśmy zagorzałymi wegetarianinami, ale u nas w domu mięso pojawia się naprawdę rzadko. Ja go praktycznie w ogóle nie jem, a moje chłopaki sporadycznie. W ten właśnie sposób trafiłam na fantastyczną stronę Misa Mocy, którą prowadzi Ewa Ługowska. Znajdziecie tam mnóstwo świetnych przepisów (np. wege pizza, tabboulah), inspiracji, porad. Zaczęłam też obserwować jej profil na Instagramie i niezmiennie zachwycam się każdym zdjęciem. Ostrzegam, nie wchodźcie tam głodni, bo wszystko zjecie oczami :)



Bardzo dawno na blogu pisałam o moich ulubionych kosmetykach naturalnych, a z ilości wiadomości, które przez ten czas otrzymałam, wiem, że czekacie na takie wpisy. Udało mi się wypróbować sporo nowych kosmetyków z dobrym składem, które wyprodukowane są przez nasze rodzime firmy. Jedne podbiły moje serce, inne niekoniecznie. Cieszy mnie jednak to, że Czytelniczki coraz częściej chcą kupować efekty pracy polskich firm. Coraz rzadziej muszą w związku z tym też iść na ustępstwa, bo oferta jest naprawdę szeroka i według mnie jest w stanie zadowolić nawet najbardziej wybrednego klienta. Dzisiaj pokażę Wam takie kosmetyki, które warte są polecenia i ja z całą pewnością kupię je po raz kolejny. 


1. Na pierwszy rzut idzie krem odżywczy od Resibo. To polska marka, u której naprawdę ciężko doszukać się wad. Jej kosmetyki powstają na bazie naturalnych, specjalnie wyselekcjonowanych surowców, są wegańskie, biodegradowalne i wszechstronne, do tego zapakowane w piękne opakowania i tekturowe tuby, które nadają się do recyklingu. Jeżeli Twoja cera potrzebuje regeneracji, odżywienia i wygładzenia, to ten krem jest właśnie dla Ciebie. Krem jest dość gęsty, treściwy, ale nie obciąża mojej skóry i nie zostawia na buzi tłustej warstwy, szybko się wchłania, dlatego stosuję go także pod makijaż. Skórę mam po nim trwale nawilżoną, promienną i miękką. Krem koi oraz łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia, a także niweluje suchość. Dodatkowym plusem jest butelka typu airless, która zapewnia komfortową, łatwą oraz higieniczną aplikację.


Ja mam go z internetowego sklepu z kosmetykami naturalnymi Eco&well. Ostatnio u nich na blogu pojawił się świetny wpis o naturalnych kosmetykach do cery suchej. Polecam, do przeczytania TU


2. Peeling korundowy z aronią od Bydgoskiej Wytwórni Mydła to cudo za 15 zł. Peeling stosuję średnio raz lub dwa razy w tygodniu po uprzednim zmieszaniu wszystkich jego warstw. Jest dość mocny, więc odradzam osobom z cerą trądzikową, ale np. dla osób ze skórą z przebarwieniami i bliznami potrądzikowymi będzie idealny, aby je rozjaśnić i wygładzić. Peeling świetnie złuszcza naskórek. Skóra po nim jest lekko nawilżona, dotleniona, odżywiona i uelastyczniona. Do tego dosłownie czuję, że jest zwyczajnie czysta. Skład tego kosmetyku jest krótki i prosty, bo zawiera rzeczony korund (alumina) czyli drobny, krystaliczny piaseczek działający jak mikropeeling, olej ze słodkich migdałów czyli naturalny emolient, aronię czarną, źródło witamin, minerałów i antyoksydantów oraz odrobinę naturalnego zapachu mango i białej brzoskwini. U mnie naprawdę świetnie się sprawdza.


Można go kupić TU.


3. Kolejny peeling, ale tym razem do ciała, który skradł nie tylko moje serce, ale całej mojej rodziny, to odmładzający peeling ryżowy z woskiem pszczelim, olejem sezamowym, glinką fioletową i witaminą E od Miodowej Mydlarni. Mówię Wam zapach obłędny, słodki, ciepły, intensywny. Czuć go na skórze i niemal w całym domu jeszcze długo po użyciu. Oprócz zapachu ma też fantastyczne działanie. Peeling ma w składzie fioletową glinkę, która absorbuje tłuszcz i zanieczyszczenia, zwęża pory, przyspiesza gojenie ran, a także wosk i oleje, które natłuszczają skórę, dzięki czemu zbędne jest po użyciu peelingu stosowanie balsamu. Używałam już naprawdę wiele różnych peelingów, ale ten jest zdecydowanie inny niż wszystkie, a to za sprawą zawartości drobin ryżu, które są nierozpuszczalne w wodzie, dzięki czemu zabieg peelingujący może trwać dłużej i być bardziej intensywny, co w rezultacie sprawia, że martwy naskórek zostaje skutecznie usunięty, poprawia się metabolizm, dotlenienie i odnowa komórek skóry. Peeling sprawia, że moja skóra jest dobrze oczyszczona, gładka, miła w dotyku. Jak dla mnie hit!


Do kupienia TU.


4. Mydło czarne eukaliptusowe od NaturalME, to produkt, który zdecydowanie zasługuje na uwagę. To moje drugie czarne mydło, ale pierwszy raz z eukaliptusem, który robi robotę, bo działa mega odświeżająco i oczywiście antybakteryjnie. Moja cera po nim ma się dobrze i wygląda zdecydowanie lepiej. Mydło bardzo dokładnie i dogłębnie oczyszcza skórę, ale równocześnie ją nawilża i zmiękcza. Czarne mydło reguluje wydzielanie sebum, co może być szczególnie cenne dla osób ze skórą tłustą i mieszaną oraz dla tych, którzy zmagają się z zaskórnikami. Świetnie przygasza i goi wszelkie niespodzianki na twarzy. Zauważyłam też, że mydło zapobiega powstawaniu suchych skórek. Stosujemy go z mężem już jakiś czas i jest mega wydajne. Polecam, ja bardzo go lubię.


Do kupienia TU.


5. Ostatni produkt, o którym chciałam Wam napisać to cedrowy olejek od firmy Barwa Cosmetics z serii Barwy Harmonii. Produkty marki BARWA odkryłam już wieki temu, ale tak na dobre rozkochałam się w nich całkiem niedawno. Ostatnim hitem okazał się wspomniany olejek cedrowy. Ten złoty płyn w zetknięciu z wilgotną skórą zamienia się w przyjemną, kremową, lekką pianę, która świetnie rozprowadza się na skórze. Dzięki niemu skóra jest dopieszczona, bo olejek dokładnie oczyszcza, świetnie nawilża, napina skórę i czyni ją miękką w dotyku. Produkt oparty jest na naturalnym oleju ze słodkich migdałów, oliwie z oliwek i witaminie E. Nie zawiera parabenów, konserwantów, silikonów, barwników i składników pochodzenia zwierzęcego. Jestem zdecydowanie na tak!


Do kupienia TU.

Planner, który pojawia się na zdjęciach to glamPLANNER na rok 2018 i ja go kupiłam TU.
→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→→
Jeżeli spodobał Ci się ten post i sądzisz, że może komuś się przydać, kliknij proszę Lubię to na moim profilu na FB lub udostępnij go u siebie. 
Obsługiwane przez usługę Blogger.