Hity lipca


Czas mija tak szybko, że za chwilkę koniec lata. Ubolewam nad tym ogromnie, chociaż przede mną jeszcze urlop, a jesień ma też mnóstwo zalet. Zdecydowanie mniej nas na blogu, bo staramy się na maxa wykorzystać każdy letni dzień. Szybciutko więc zapraszam Was na kolejną dawkę ulubieńców miesiąca. 

1. MODA 


Lniana sukienka i dziurawe jeansy. To mój ulubiony letni zestaw, w zależności od pogody. Dostałam dużo zapytań o to, gdzie te rzeczy kupiłam. Otóż donoszę, że w małym sklepie w Przemyślu. Lubię takie malutkie, pojedyncze sklepiki, których asortyment jest zdecydowanie różny i oryginalny w stosunku do rzeczy z sieciówek. Jeansy z dziurami zawsze na topie, a len pokochałam tak bardzo, że już marzę o TEJ lnianej koszuli.


Oplotka czyli piękna, ręcznie robiona biżuteria na rękę, nogę, szyję czy głowę. Kombinacji jest mnóstwo. Zdecydowanie nadaje charakter każdej letniej stylizacji. Pokochałam ją od pierwszego założenia. Myślę, że absolutnie każdy wśród tej biżuterii znajdzie coś wyjątkowego dla siebie. Wszystko przychodzi gustownie zapakowane, więc to też doskonały pomysł na prezent.
 
2. LODY 


Jemy je codziennie. Nie będę się nawet oszukiwać, że jest inaczej, ale przecież to przywilej lata. Od dwóch miesięcy królują u nas lody domowej roboty. Ostatnio na topie są bananowo-truskawkowe, które są po prostu zmiksowanymi bananami, truskawkami (wyjemy pewnie przed zimą cały zapas z zamrażarki), jogurtem greckim, płatkami jaglanymi lub owsianymi z odrobioną naszego ulubionego miodu. Zajadamy się też najlepszymi lodami w Lublinie (makowymi i solonym karmelem), które kupujemy w Bosko. Zazwyczaj, aby cieszyć się ich smakiem, trzeba postać w sporej kolejce, ale naprawdę warto.

3. KOSMETYKI


Hydrolat z oczaru wirginijskiego od MydłoStacji. To kosmetyk w który absolutnie warto zainwestować. Dla mojej skóry ma zbawienną moc. Stosuję go codziennie spryskując twarz i dekolt, a następnie pozostawiam do wchłonięcia. Czasem spryskuję nim włosy i robię wówczas masaż głowy, by dobroczynne właściwości tego hydrolatu wniknęły w głąb cebulki. Stosuję go także przed nałożeniem maseczki, bo wyczytałam, że dzięki temu intensywniej będą wnikać w skórę minerały i składniki zawarte w masce. Jest naprawdę wyjątkowo łagodny dla skóry, lekko ją ściąga, łagodzi stany zapalne, eliminuje podrażnienia, słowem "wycisza" skórę. Dodatkowo na stronie producenta jest napisane, że ma właściwości antyseptyczne oraz antybakteryjne, więc idealnie sprawdzi się też u osób ze skórą łojotokową czy trądzikową. No zwyczajnie kocham go i twierdzę, że to must have każdej kobiety.


Krem do rąk Santaverde z sokiem aloesowym - przyznam szczerze, że wcześniej nie znałam tej marki, a krem wybrałam zupełnie przypadkiem, bo akurat potrzebowałam czegoś do pracy. Okazał się jednak fenomenalny. Ma przyjemną, kremową konsystencję, jest mega nawilżający i odżywczy, a przy tym wchłania się błyskawicznie. Skóra dłoni jest po nim jedwabiście gładka i jędrna. Krem jest oczywiście całkowicie naturalny, wolny od szkodliwych składników chemicznych. Pozostawia na skórze dłoni delikatny zapach lawendy. Ja mam go ze sklepu internetowego ekoMaluch.


Kosmetyki do wnętrz polskiej firmy BARWA z linii Perfect House - skusiłam się na nie, bo ciągle migały mi gdzieś na Instagramie i sporo dobrego o nich czytałam. Perfect House to środki czystości przeznaczone do pielęgnacji różnego rodzaju powierzchni. Wypróbowałam do tej pory płyn do mycia podłóg, mleczko do mycia i pielęgnacji mebli, płyn do mycia szklanych powierzchni, płyn do mycia łazienek oraz płyn do mycia kuchni. Są to produkty naprawdę skuteczne, łatwe w aplikacji i niezwykle wydajne. Ogromnym plusem jest ich przyjemny, nieprzytłaczający i niedrażniący zapach, zupełnie inny niż ma większość preparatów tego typu. Do tego niesamowity design opakowań. Mogą spokojnie stać w widocznym miejscu. Bardzo je sobie chwalę i jestem miło zaskoczona ich świetną jakością za tak niską cenę. Cieszy mnie też niezmiernie, jak rodzime marki dają radę. A ta z całą pewnością daje. Kosmetyki te można kupić bezpośrednio na stronie producenta, ale też widziałam je stacjonarnie w marketach.

4. SERIAL


W lipcu Alexander był u dziadków na wakacjach, więc mieliśmy więcej czasu na czytanie i oglądanie. Nasz apetyt na obejrzenie "Wielkich kłamstewek" był tak duży, że "pochłonęliśmy" go w cztery popołudnia i wieczory. Ciekawa historia, świetna obsada aktorska, cudowne widoki. Jak dla mnie super! Kto jeszcze nie oglądał, to polecam! 

5. WYDARZENIA

  
Wakacje to taki czas, gdzie dużo fantastycznych rzeczy dzieje się w Lublinie. Obecnie trwa Jarmark Jagielloński, niebawem wielki koncert "Zakochani w Lublinie" z okazji 700-lecia miasta, na którym wystąpią artyści związani z Lublinem, a wśród nich m.in. Beata Kozidrak, Urszula, Krzysztof Cugowski i Piotr Cugowski, Natalia Wilk, Jan Kondrak i Lubelska Federacja Bardów. Pod koniec lipca odbył się, jak co roku, Carnaval Sztukmistrzów, którego istotą jest zabawa. To święto ulicznego cyrku, które ściąga do Lublina artystów z różnych krajów świata. Alexander był z nami po raz pierwszy i był pod ogromnym wrażeniem. Czekamy na atrakcje, które będą w przyszłym roku. I zapraszamy do Lublina, bo dzieje się tu całkiem sporo! W końcu to miasto inspiracji.


Zobacz także:

9 komentarzy:

  1. Ja kupilam sobie hydrolat jasminowy. Spryskuje nim cialo po kapieli I wlosy. Pachnie oblednie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja już w Twoim insta się zakochałam, świetne zdjęcia, no lubię to! :D a i tym Hydrolatem mnie zainteresowałaś, idę do sklepu

    OdpowiedzUsuń
  3. Te balony na Starym Mieście są świetne, moi chłopcy są oczarowani. Od czasu do czasu jeździmy wieczorem i spacerujemy do nocy. Pięknie wtedy jest:) A w Bosko wstyd się przyznać, ale jeszcze nigdy nie byliśmy, zawsze nas ta kolejka odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lody jadłem ledwie 2 razy tego lata ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też uwielbiam małe sklepiki :-). Mam nawet ulubione przy rynku w Krzeszowicach :-). Szkoda, że tak rzadko teraz tam jestem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Balony w Lublinie wyglądają niesamowicie. Co do lnu - lubię, ale nienawidzę prasować. Masz na to jakieś remedium?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również lubię małe sklepiki, zawsze można znaleźć w nich coś unikatowego :) Dżinsy z dziurami to również mój must have na to lato ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Spodnie z dziurami są i moim hitem, tak od 25 lat ;) Choć obecnie nosze je zdecydowanie częściej niż 10 lat temu. Odkryłam na nowo zalety kremu, który raczej dla dzieci stosowałam. Lato przyniosło wiele zmian i dużo radości.

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.