Matka i syn - wyjątkowa więź


Od zawsze, a już z całą pewnością od momentu, kiedy zaczęłam o sobie myśleć w kategoriach mama, widziałam siebie jako mamę dziewczynki. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży snułam wizje (chociaż podświadomie czułam, że to jednak będzie chłopiec) o tym, jak wspólnie krzątamy się w kuchni, ubieramy lalki, czeszemy włosy, wyobrażałam sobie, jak stroję moją małą córeczkę w piękne, pastelowe sukieneczki z dobranymi do nich spinkami. Widziałam nas pijące wspólnie herbatkę z małych, zabawkowych filiżanek dzieląc się sekretami. Przyznam się, że czułam strach o to czy uda mi się nawiązać taką relację z synem.
Teraz już wiem, że był to zupełnie nieuzasadniony strach.


Mam wrażenie, że przez lata w naszej kulturze pokutowało przekonanie o niebezpieczeństwie kryjącym się w bliskiej więzi matek i synów. Zachęcano wprost do utrzymywania relacji matka-córka, ojciec-syn czy nawet ojciec-córka, a dostrzegano niebezpieczeństwo w momencie, kiedy matka angażowała się w życie swojego syna. Oskarżano ją wówczas o rozpieszczanie, wtrącanie się, "feminizowanie" syna, a w rezultacie przeszkadzanie mu w staniu się prawdziwym mężczyzną, silnym i niezależnym.
Myślę, że społeczny nacisk był ogromny. Zresztą nawet obecnie na placach zabaw często obserwuję, jak po zranieniu dziewczynki są pocieszane, a chłopcy słyszą "nie bądź mazgaj, nic się nie stało" i uśmiechają się przez łzy.
Pokłosie tego mogłam ostatnio odczuć na własnej skórze. Kiedy bawiłam się z dzieckiem na podwórku, wielokrotnie słyszałam od sąsiadek mojej mamy, starszych pań, że powinnam go zostawić i zająć się sobą, że zabawy w kuchnię to raczej dla dziewczynek, że się rozczulam nad rozbitym kolanem. Jeżeli nie przestanę wychowam go na mięczaka i maminsynka.


Cenię sobie rady, ale nie w tym przypadku. Mam zupełnie inny obraz relacji ze swoim synkiem. Uważam, że chłopcy potrzebują i pragną bliskiej relacji z matkami, a co więcej czerpią z tego ogromne korzyści, zarówno psychiczne, jak i emocjonalne. Według mnie to fundament rozwoju chłopca, jego stylu komunikacji, jakości przyszłych relacji, typu osobowości czy poczucia własnej wartości. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że synowie będący w emocjonalnej bliskości ze swoimi matkami w przyszłości będą kochającymi, pomocnymi partnerami, którzy będą uważni, czuli i bardziej komunikatywni.


Mówiąc o bliskich relacjach z synem, nie mam tu na myśli nadopiekuńczej relacji, jak z karykaturalnego obrazka przedstawiającego dominującą mamuśkę z wiecznie uwieszonym u jej spódnicy synku, tylko zdrową relację, gdzie syn i matka szanują ustanowione przez siebie granice.
Chciałabym, aby moja wyjątkowa więź z synkiem była dla niego powodem do dumy, a nie wstydu, żeby ta nasza dobra komunikacja przetrwała lata. Mam nadzieję, że zawsze będziemy rozumieć się w pół słowa.
Będę troszczyć się o jego inteligencję emocjonalną, będę uczyć go wyrażać swoje uczucia, tak by bez trudności mógł powiedzieć kocham, ale i przepraszam, by mógł nazwać swoje emocje, ale też był wyczulony na uczucia innych. Nie chcę pozostawiać go samego z problemami, tylko pomóc mu w ich rozwiązaniu, będę wspierać go, ale nie naruszać przy tym jego granic. Będę pozwalać mu na popełnianie błędów, ale też pokazywać co jest dobre, a co złe.
Liczę, że ta wyjątkowa relacja zaprocentuje w przyszłości, że będzie buforem chroniącym go przed angażowaniem się w ryzykowne czy destrukcyjne działania, pomoże mu zbudować w przyszłości wspaniały związek i nawiązać cudowne przyjaźnie. Liczę, że nasza więź przetrwa wszelkie burze i zakręty życiowe, że będziemy o nią walczyć i pielęgnować ją każdego dnia.

Piękny plecaczek plus breloczek z imieniem pochodzi od Art Merci.



Zobacz także:

13 komentarzy:

  1. Boje się jak będzie wyglądać nasza relacja w późniejszych latach. Boje się, że mama nie będzie potrzebna, na czele stanie tata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie stanie ;-) mój ma już 14 lat i nadal mama jest najwazniejsza ;-)

      Usuń
  2. Dziękuję za ten tekst!

    OdpowiedzUsuń
  3. też kiedyś słyszałam, żebym się nie bawiła z synkiem w domek dla lalek. Tylko dlaczego mam tego nie robić?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam bardzo podobne zdanie co Ty w tej kwestii. Poza tym stanowczo zwracam takim uprzejmym uwagę, że to nie ich sprawa jakie mam relacje z moim synem i jak go wychowuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że wszystkimi 'dobrymi' radami nie należy się przejmować i brać ich do serca. Nauczyłam się, że można je 'przetrawić', pomyśleć o nich i zrobić to co samemu uważa się za słuszne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądre podejście!!! Też dążę do takich relacji, z obydwojgiem moich dzieci, i z córką i z synem, bo w tej materii nie ma znaczenia płeć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst! Jako mama wspaniałego synka zgadzam się z Tobą w 100%

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy czytałam Twój tekst to jakbym słuchała siebie. Gdy zaszłam w ciążę też mówiłam wszystkim, że będzie dziewczynka, chociaż podświadomie czułam, że pod serduszkiem noszę synka. Na razie jest jeszcze malutki, ale cały czas dążę do tego,by mieć z nim bliskie relacje. A co do rozbitego kolana, to każde dziecko potrzebuje przytulenia, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, niezależnie od tego czy jest chłopcem czy dziewczynką. Musimy okazać dziecku współczucie aby potem i ono umiało je okazać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny tekst, ja mam 2 chłopców więc tylko z nimi mogę tworzyć swoją więź i powiem szczerze udaje się nam to bardzo dobrze. Chłopcy sa bardzo do mnie przywiązani, na razie to mamma jest najważnijesza. Choć może z czasem się to zmieni. Teraz cieszę się z tego jak jest na obecną chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja się najbardziej boje tego, że pewnego dnia syn powie mi, że się wyprowadza do taty, bo wtedy stracę nad nim kontrolę, ale w tym pozytywnym sensie, bo w tamtym domu nie odnajdzie porządnych męskich wzorców do naśladowania :( wręcz przeciwnie. Muszę podwójnie dbać o naszą więź, by nigdy nie poczuł, że tam mu będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.