Nie posiadam specjalnego talentu do malowania się. Z nieukrywaną zazdrością patrzę na koleżanki z pracy, których makijaż w niczym nie ustępuje gwiazdom z czerwonego dywanu. Brak talentu, nie idzie u mnie jednak w parze z chęcią posiadania kosmetyków kolorowych. Zwyczajnie lubię je mieć, jak każda kobieta zresztą. No lubię i już. Śledzę przeróżne blogi, tam mnóstwo poleceń kolorówek, a ja jestem trochę jak ta sroka. Ostatnio obiecałam sobie, że zaprzyjaźnię się z minimalizmem. Mój mąż powiedziałby pewnie: obiecaj, że to nie żar! Ja twardo stoję przy swoich założeniach. Robiłam porządki i sporą część kosmetyków oddałam, resztę wyrzuciłam, a działa ostatecznego dokonał mój synek, który doszczętnie zalał wodą mój kuferek z cieniami, pudrami, tuszami. Zostało niewiele, ale wystarczająco. Oto moje mast have:

1. Diorskin Forever Compact - to mój kosmetyk, który z powodzeniem wystarcza za cały makijaż. Za niego oddałabym całą zawartość mojej kosmetyczki. Stosuję go bez podkładu, nadaje świetny efekt ujednolicenia cery oraz bardzo dobrego zmatowienia w naturalny sposób. Dior gwarantuje mi to, co uważam za najważniejszy warunek pięknego wyglądu - cudowną, aksamitną cerę, taką jak z reklamy :) Jak dla mnie rewelacja!
2. Róż firmy Nars, odcień orgasm - myślę, że słusznie zasłużył sobie na miano kultowego już kosmetyku. Róż o lekkiej, pudrowej konsystencji, dobrze się rozprowadza, modeluje policzki, ale  pozostawia naturalny efekt na twarzy. Delikatne drobinki rozświetlają cerę i pięknie podkreślają kości policzkowe. Wielki plus za wydajność.
3. Zestaw korektorów w czterech odcieniach marki So Susan, które perfekcyjnie ukryją przebarwienia i cienie pod oczami. Dla mnie to coś niezastąpionego, Ci którzy mnie znają i znają mój blog, wiedzą dlaczego. Korektory idealnie wtapiają się w skórę, dzięki czemu cera wydaje się być nieskazitelna. Wyczytałam, że wzbogacone są w olej z owoców drzewa Marula, który słynie ze swoich właściwości odżywczych i nawilżających. 
4. Cienie Inglot w kolorach beżu, fajne, dość długo utrzymują się na powiekach. Kasetkę kupiłam raz i wymieniam tylko wkłady.
5. Potrójne cienie Manhattan królują u mnie od bardzo dawna. Mam dwa zestawy: jeden w brązach, a drugi w szarościach. Kolory są fajnie dobrane, można je używać razem, ale i solo.  Za co  lubię te cienie? Za to, że bardzo dobrze się rozprowadzają, długo  utrzymują ("nie giną" w ciągu dnia), nie osypują się i nie rolują, a to wszystko za bardzo przystępną cenę. Dla osób, które nie są specjalistami w makijażu oka, producent zamieścił na opakowaniu ściągawkę, która pomaga w uzyskaniu efektu WOW! 
6. Curling Pump Up Maskara firmy Lovely - moje niedawne, nieziemskie odkrycie. Przed tym tuszem używałam maskarę Heleny Rubinstein Lash Queen oraz Diorshow Diora, i powiem szczerze, większej różnicy (no poza ceną!) nie zauważyłam. Super rozdzielone, niesklejone rzęsy, głęboka czerń, świetna szczoteczka. Po całym dniu tusz na rzęsach trzyma się świetnie, nie osypuje się, ani  nie odbija na powiekach. Maskara rewelacyjna, cena rewelacyjna, więc szczerze polecam.
7. Colormatic Eye Pen - konturówka do powiek w sztyfcie, której jestem wierna już dobrych kilku lat. Poleciła mi ją kiedyś koleżanka, spróbowałam i się zakochałam. Delikatna, miękka, wodoodporna kredka, która gładko i równomiernie się rozprowadza. Można nią narysować precyzyjną kreskę (mi zastępuje eyeliner, którym nie potrafię się sprawnie posługiwać) bądź delikatnie podkreślić oprawę oczu.
8. Beautiful Eyes Flat Stiff Brush Teeeze - pędzelek dostałam w listopadowym pudełku beGlossy i jestem z niego zadowolona. Wykonany jest (tak przynajmniej pisze producent) z koziego włosia, które jest wprawdzie trochę twarde, ale przez to cień doskonale "trzyma" się pędzelka, nie osypuje się i bardzo łatwo aplikuje cień na powieki. Ma płaski kształt i zaokrąglone końce. Nie wiem czy wart swojej ceny, ponieważ nie mam bogatego doświadczenia w tego typu akcesoriach kosmetycznych,
 
dlatego też dziewczyny macie swoje typy pędzli (zwłaszcza do aplikacji różu i pudru), które mogłybyście mi polecić?




Zobacz także:

15 komentarzy:

  1. Cześć. Ten tusz jest także moim odkryciem kosmetycznym roku !
    Nieziemsko dobra jakość za śmiesznie małe pieniądze.
    W makijażu też wyznaje minimalizm. Wyobraź sobie że mój codzienny zestaw jest jeszcze o połowę mniejszy ;)

    Ania
    www.4-us-only.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja polecam pędzle marki Hakuro- bardzo duży wybór, różne grubości i wysoka jakość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja używam różnych pędzli, ostatnio z Sephora. Całkiem fajna ta Twoja kosmetyczka. Ciekawa jestem tego pudru Diora bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo! Świetny post, bo ja wciąż nie trafiłam na "ten" tusz do rzęs i koniecznie wypróbuję coś poleconego. Ach jak widzę Dior to aż mi miękną kolana, może i ja kiedyś dorobię się takiego luksusowego kosmetyku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tusz jest świetny, polecam. A co do Diora - wszystko przed Tobą :)

      Usuń
  5. Fajne podsumowanie kosmetyczki, też wolę mniej ale takie kosmetyki które są dobre dla mojej skóry i trwałe :)

    OdpowiedzUsuń
  6. w temacie tuszu, jak z demakijażem? Trzeba go szczotką ryżową traktować czy wystarczy sam płyn do demakijażu?

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny wpis. Bardzo takie lubię:) sroka ze mnie kosmetyczna. U mnie dobry podkład i dobry tusz to najważniejsze. Zachecilas mnie do nars-a. Wpada na listę prezentów. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

i co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.